NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Kim pan jest, panie Podkulski? cz. 2

    Kim pan jest, panie Podkulski? cz. 2

    Rozmawiał Wojciech Malick

    Nowiny

    Nowiny

    - Nie unikam ich i nie traktuje jak wrogów. Choć niektórzy politycy wyrządzili mi dużo krzywdy, próbując robić politykę na krytyce mojej osoby. Boli

    - Nie unikam ich i nie traktuje jak wrogów. Choć niektórzy politycy wyrządzili mi dużo krzywdy, próbując robić politykę na krytyce mojej osoby. Boli mnie to, bo ci krytykanci mało zrobili nie tylko dla Rzeszowa, ale i samych siebie. ©FOT. KRZYSZTOF ŁOKAJ

    Kim jest człowiek wzbudzający tak spore emocje w Rzeszowie? Co ma do powiedzenia na temat plotek, które krążą wokół jego osoby?
    - Nie unikam ich i nie traktuje jak wrogów. Choć niektórzy politycy wyrządzili mi dużo krzywdy, próbując robić politykę na krytyce mojej osoby. Boli

    - Nie unikam ich i nie traktuje jak wrogów. Choć niektórzy politycy wyrządzili mi dużo krzywdy, próbując robić politykę na krytyce mojej osoby. Boli mnie to, bo ci krytykanci mało zrobili nie tylko dla Rzeszowa, ale i samych siebie. ©FOT. KRZYSZTOF ŁOKAJ

    - Co pan robi z zarobionymi pieniędzmi?

    - Zaraz je zagospodarowuję, czyli coś kupuję, coś remontuję, coś buduję.

    - A na siebie ile pan wydaje?

    - Niewiele, bo mam skromne potrzeby. Wyjątkiem są samochody, do których od zawsze miałem słabość.

    - Czym pan obecnie jeździ?

    - Mam mercedesa klasy "S" i sportowego porsche. Ale prawdę mówiąc nie mam czasu, aby się nimi nacieszyć.
    Wykorzystuje je do codziennej pracy. Harują tak sam jak ja i ... mój telefon. Niech pan spojrzy (R. Podkulski wyciąga z kieszeni telefon komórkowy), to nowy aparat, a już całkiem wytarty. Ale nie może inaczej wyglądać, skoro rozmawiam dziennie aż przez kilka godzin.

    - Jest pan pracoholikiem?

    - Na pewno. Pracuję od 6 rano i jestem szczęśliwy jak wrócę do domu o 20-21. Mam mnóstwo pracy, teraz doglądam jednocześnie aż pięć budów.

    - Towarzysko się pan nie udziela?

    - Bardzo rzadko. Nie mam na to czasu.

    Pierwsze duże pieniądze

    - Jest pan szczęściarzem?


    - Nie urodziłem się bogaty, a pieniądze nie spadły mi z nieba. Od 25 lat, krok po kroczku posuwam się do przodu. Tego, co mam nie zbudowałem w ciągu paru miesięcy, czy kilku lat. Nie wygrałem ani grosza w toto-totka, a na każdą złotówkę muszę ciężko zapracować. Gumofilce wożę w aucie przez 24 godziny, bo ciągle są mi potrzebne jak jadę na swoje budowy.

    - Na czym zarobił pan pierwsze duże pieniądze?

    - Na preparowanym ryżu. Wstrzeliłem się wówczas w rynek i pieniądze pączkowały. Potem przez kilkanaście lat robiłem wafle, na których też sporo zarobiłem. Za zarobione pieniądze otwierałem sklepy, rozpoczynałem budowy, obracałem nieruchomościami.
    Kontrole, kontrole

    - Sam pan mówi, że jedni kontrolerzy wychodzą z pańskiej firmy, a drudzy wchodzą. Znaleźli "coś" na pana?


    - Nic. Nie ma takiej możliwości, aby "coś" znaleźli. Bo jestem czysty. Przestrzegam prawa, czego nauczyła mnie dziesięcioletnia praca w policji. Kontrolerom powtarzam: tracicie czas. Ale oni nadal robią swoje i ja to rozumiem. Przecież to jest ich praca, za którą im płacą.

    - Utrudniają panu działalność te ciągłe kontrole?

    - Powtarzam, gdyby "coś" na mnie mieli, już dawno by mi to zarzucili. Są tacy, którzy aż się pienią, aby to zrobić. A ciągłe kontrole przeszkadzają mi w prowadzeniu biznesu, bo tłumaczenie się z czegoś, czego się nie zrobiło pochłania mi dużo czasu. A mam go bardzo mało, choć pracuję od rana do nocy.

    - Mówi się o panu, że jest pan znakomicie poinformowany, dzięki temu wie pan, gdzie, kiedy i jaka działka jest w Rzeszowie do kupienia. Jak pan zdobywa te informacje?

    - Wyłącznie w sposób oficjalny i legalny, bo informacje - o których pan mówi - są ogólnodostępne. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie, kiedy i kogo zapytać.

    - I pan to wie...

    - Tak. I nie ma w tym nic dziwnego. Po 25 latach żmudnej, codziennej pracy, w którą wkładam serce, zdobyłem wiedzę i doświadczenie. Zawodowe i życiowe.

    - Czy zatrudnia pan osoby, które wcześniej pracowały w Urzędzie Miasta w Rzeszowie?

    - Nikogo takiego nie zatrudniam.

    Nie unikam polityków

    - Nie lubi pan lokalnych polityków?


    - Nie unikam ich i nie traktuje jak wrogów. Choć niektórzy politycy wyrządzili mi dużo krzywdy, próbując robić politykę na krytyce mojej osoby. Boli mnie to, bo ci krytykanci mało zrobili nie tylko dla Rzeszowa, ale i samych siebie. Potrafią tylko krytykować, bo to jest najprostsze - windować się na cudzych plecach.

    - Z pańskich słów wnioskuję, że czuje się pan ofiarą nagonki lokalnych polityków?

    - Tak. Od dłuższego czasu jestem ofiarą takich dziwnych niezrozumiałych. nagonek. Ale mało skutecznych, bo działam uczciwie. Powtarzam, skontrolowało mnie już tyle służb, że gdyby "coś" na mnie było, na pewno by to znaleźli. Mam pokorę wobec prawa i go nie łamię.

    - Czy kiedykolwiek wspomógł pan finansowo kampanię wyborcze lokalnych polityków?

    - Nigdy tego nie robiłem. Mam swoje sympatie polityczne, jak każdy inny Kowalski w Polsce, ale finansowanie polityków mnie nie interesuje.

    - I nie zdarzyło się, że przyszedł do pana polityk z prośbą o pieniądze?

    - Nic takiego się nie zdarzyło. Być może dlatego, że się z nimi nie spotykam, bo mam bardzo mało czasu na spotkania z ludźmi.

    Proste zasady

    - Jaki zasadami kieruje się pan w biznesie?


    - Prostymi. Staram się być wiarygodnym, słownym i uczciwym.

    - Bywa pan bezwzględny w interesach?

    - Nie. W interesach staram się przede wszystkim nie tracić, a nie dążyć po trupach do maksymalnych zysków. Korzystam z wielu żydowskich powiedzeń i aforyzmów, które uważam za bardzo mądre.

    - Czy rzeszowianie rozpoznają pana, gdy spotykają pana na mieście?

    - Raczej nie.

    - Chodzi pan sam, czy z ochroną?

    - Proszę nie przesadzać. Chodzę sam i zawsze reaguję na chamstwo, agresję i wandalizm, które mnie strasznie denerwuje. Zostało mi to z policyjnych czasów.

    - Osiągnął pan w biznesie bardzo dużo. Co pana napędza do kolejnych wyzwań?

    - Charakter. Jestem pracowitym człowiekiem, którego bardzo cieszy mnie, gdy coś nowego zbuduje. Pieniądze? Nie. Tak, jak wspomniałem, wdaję ich na siebie niewiele. Moja jedyna słabość, to wspomniane samochody.

    Jedno marzenie

    - Ma pan jakiś wymarzony cel biznesowy, który chce zrealizować w Rzeszowie?


    - Mam. Chciałbym w miejscu dawnego Hotelu "Rzeszów" wybudować "coś" bardzo efektownego. Budynek, która stałaby się wizytówką miasta, punktem odniesienia. Dużo o tym myślę a w wielkich miastach, także za granicą, szukam czegoś niezwykłego, co mógłbym przenieść na grunt Rzeszowa. Od nikogo, od polityków szczególnie, nie oczekuję pomocy w realizacji tego celu. Chcę tylko, aby mi nie przeszkadzali. Wówczas sobie poradzę.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (23)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (23) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Świeć Się! Trwa głosowanie finałowe.

    Świeć Się! Trwa głosowanie finałowe.

    Zobacz, gdzie dobrze zjeść w Rzeszowie

    Zobacz, gdzie dobrze zjeść w Rzeszowie

    Weź udział w loterii Nowin i wygraj mieszkanie!

    Weź udział w loterii Nowin i wygraj mieszkanie!