Kolarstwo. Marcin Piecuch wygrał w Czechach

Tomasz Ryzner
Marcin Piecuch jest w coraz lepszej formie.
Marcin Piecuch jest w coraz lepszej formie. archiwum
Udostępnij:
Rzeszowianin Marcin Piecuch (SZiK Martombike Eska Team) zwyciężył w swojej kategorii w III edycji zawodów MarathonMan Europe - europejskiego cyklu maratonów w kolarstwie górskim, która odbyła się w Jablonne w Czechach.

- W 2012 roku na tej samej trasie zostaną rozegrane Mistrzostwa Europy w Maratonie MTB - wyjaśnia Marcin. - Był to ostatni poważny sprawdzian zarówno dla organizatora jak i zawodników, którzy w wyścigowych warunkach mogli zapoznać się bardzo ciężką trasą liczącą 105 kilometrów i 2700 m w pionie. Organizator już teraz spisał się na medal, nie było żadnych niedociągnięć, a na starcie stanęło 1150 uczestników.

- Do Czech przyjechałem w piątek wieczorem - kontynuuje rzeszowski kolarz. - Otaczające miejscowość góry potwierdziły, przewidywany z wykresu, w większości interwałowy charakter wyścigu. Na wyścig zabrałem Arka Cygana, z którym w ubiegłym roku startowałem w wyścigu przemierzającym Alpy. Tym razem miał pełnić obsługę techniczną na trasie, czyli przede wszystkim podawanie bidonów. Trasa zapowiadała się sucha, ale w nocy obudziła nas ulewa. Dopiero nad ranem przestało padać. Wiedziałem, że to znacząco utrudni rywalizację. Asfalt miał być tylko na pierwszym podjeździe, później takie drogi przecinaliśmy już tylko w poprzek. Łąki i polne drogi nasiąkły, a korzenie i kamienie w lasach stały się bardzo śliskie.
Dla Studenta Politechniki Rzeszowskiej priorytetem była jak najmniejsza strata do zwycięzcy w kategorii open, bo to do niego liczone są punkty w klasyfikacji generalnej cyklu MarathonMan Europe.

- Po bardzo udanym udziale w Niemieckiej edycji w Willingen awansowałem na trzecią pozycję. Arek w 7 miejscach podawał bidony, by jechało mi się jak najlżej. Dodatkowo biegnąc w tych punktach koło roweru, polewał i smarował łańcuch. Nadzorował również stratę i przewagę nad rywalami. Dzięki temu od początku znałem swoją pozycję i mogłem odpowiednio rozkładać siły. Oczywiście taką obstawę mieli wszyscy zawodnicy z czołówki, na szczęście tym razem i ja im w tym dorównałem - mówi Marcin.

- Trasa była jedną z cięższych, na jakich startowałem. Praktycznie w całości poprowadzona po technicznych, wąskich ścieżkach, zarówno w górę i w dół. Wymuszała konieczność ciągłej koncentracji. Po pierwszej godzinie moja średnia prędkość wynosiła około 24 km/h, ale teren był coraz trudniejszy, czasem nawet zmuszający do zeskoczenia z roweru. Ostatecznie na metę dojechałem po 4 godzinach 58 minutach i 7 sekundach - informuje nasz zawodnik. - 48 sekund przede mną przyjechał Karel Hartl z kategorii od 30 do 39 lat. Natomiast przed nami uplasowało się jeszcze 9 zawodowców, którzy na wyścigach w Czechach są oddzielnie klasyfikowani. Nie mniej i z nimi udało mi się nawiązać walkę, bo startowało ich oczywiście więcej. Strata czasowa jaką miałem do pierwszego zawodnika nie była wielka, toteż poprawię swoje punkty do klasyfikacji MarathonMan Europ, w której chcę walczyć o podium! Najbliższy zagraniczny start to Salzkammergut, na którym prawdopodobnie wystartuję na najdłuższym dystansie 211 km. Zapraszam na szczegółową relację www.marcinpiecuch.rzeszow.pl.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie