Koniec pewnego kina

Piotr Samolewicz
Udostępnij:
30 lipca zmarło dwóch wielkich autorów filmu europejskiego - Ingmar Bergman i Michelangelo Antonioni.

Data ta przejdzie do historii kina nie tylko z powodu fatalnego zbiegu okoliczności, ale także jako symboliczny koniec pewnego rozdziału sztuki filmowej sprzed epoki wideo, DVD i komputerów.

Zmarli należeli do wielkiej grupy twórców, którzy swoją działalność rozpoczynali głównie w latach 50. Chodzi m.in. o nieżyjących już: Federico Felliniego, Luchino Viscontiego, Luise Bunuela, Akira Kurosawę, Pier Paolo Pasoliniego, Francois Truffauta, Andrieja Trakowskiego, Krzysztofa Kieślowskiego, oraz o jeszcze żyjących, ale już milczących artystów - Theo Angelopoulosa, Carlosa Saurę i Erica Rohmera.

Mało akcji, dużo stylu

Wszyscy ci reżyserzy tworzyli w opozycji do kina amerykańskiego, które w głównej mierze jest kinem gatunków, ściśle skodyfikowanym, nastawionym na akcję, emocje, opowiadanie o ludziach działających. Natomiast wymienieni artyści za punkt honoru stawiali sobie, by wzorem wielkich pisarzy, malarzy i poetów, stworzyć własny, niepowtarzalny styl, i podejmować indywidualne, nie masowe tematy, tworzyć kino nieprzeźroczyste dla widza.

W jednym się mylili. Tematy jednak okazywały się w jakimś sensie masowe. W latach 50., 60., a nawet 70., mieszkańcy Europy bardzo chętnie chodzili na filmy artystyczne; wyjście do kina traktowali jak do kościoła czy teatru. Ich filmy prowokowały skandale, zmuszały do dyskusji.

Gdy Antonioni zaprezentował w 1960 r. w Cannes swój przewrotny kryminał "Przygoda" ze znikającą bez śladu w połowie akcji piękną Monicą Vitii, rozległy się gwizdy.

Z kolei Bergman przez to, że kręcił pesymistyczne filmy o poszukiwaniu Boga i miłości, nigdy nie był ceniony przez rodzimą, szwedzką krytykę. Wszak żył w dostatnim kraju rządzonym przez socjaldemokratów.

Tamci reżyserzy byli na bakier z systemem. Andriej Tarkowski musiał w końcu opuści Związek Radziecki, gdyż nie był w stanie wytrzymać nacisków cenzury. Z Francistowskiej Hiszpanii wyjechał Bunuel. Artyści ci wiedzieli, jaką cenę trzeba zapłacić za wolność artystyczną.

[obrazek2] Ingmar Bergman (14 lipca 1918 - 30 lipca 2007) (fot. PAP)Magia taśmy filmowej

Wraz z Bergmanem i Antonionim kończą się lata świetlne filmów kręconych na taśmie optycznej, przede wszystkim czarno-białej. Towarzyszyli im najwięksi operatorzy. Nie byłoby filmów Bergmana bez wielkich zbliżeń ludzkich twarzy w wykonaniu operatora Svena Nykvista.

Taśma optyczna wymaga bardzo starannej inscenizacji przestrzeni, długiego ustawiania świateł, zakładania filtrów, zmieniania obiektywów, brania pod uwagę naturalnego oświetlenia. Dlatego wiele kadrów jest tak przemyślanych, skomponowanych jak obrazy, przez co głęboko zapadają w pamięć. Ich kompozycja oddaje często filozofię autorów (np. chłodne, pustawe kadry filmów Antonioniego mówią o samotności jego postaci).

Kino z tajemnicą

Wszyscy oni kręcili filmy z tajemnicą. Do dziś robi wrażenie scena umierającego w samotności David Locke'a, głównego bohatera filmu Antonioniego "Zawód: reporter". Ostatnie 7-minutowe ujęcie, ruch transfokatora kamery z głębi na zewnątrz pomieszczenia, przez zakratowane okno, połączone z przypadkowymi odgłosami ulicy, należy do najczęściej analizowanych w szkołach filmowych.

Te filmy czyta się jak książki, nie tylko dlatego, że ważny jest w nich dialog. Wszyscy ci artyści oprócz rzemiosła filmowego zdobyli dobre wykształcenie, byli oczytani, udzielali się jako krytycy filmowi, ze swobodą posługiwali się figurami zapożyczonymi ze światowej literatury i dramatu.

Bergman oprócz scenariuszy filmowych pisał dramaty, był także reżyserem teatralnym. Całą jego sztukę omawia się w kontekście dramatów Strindberga i Ibsena oraz powieści Knuta Hamsuna. Interpretacje dramatów Szekspira autorstwa Kurosawy stanowią pomost przerzucony między kulturą europejską a azjatycką, japońska.

Koniec samotników

Czy śmierć Bergmana i Antonioniego oznacza koniec kina autorskiego? W pewnym sensie tak, choć obecnie działa kilku reżyserów cieszących się marką artystów, m.in. Michel Haneke, Atom Egoyan, Emir Kusturica, Pedro Almodovar, Mike Leigh, Zhang Zimou, Alejandro Gonzalez Inarritu.

Ale ci mistrzowie, choć dopracowali się własnego stylu, nie walczą już samotnie z demonami własnej duszy jak Bergman, rzadko sięgają po tradycję literacką, ich filmom rzadko towarzyszy wielkie zaplecze filozoficzne. Nawiązują natomiast do innych mediów - telewizji, prasy, sztuki wideo. Przekaz filmowy łączą z wirtualnym. Wtapiają się w naszą codzienność.

Gdy na dużych ekranach dominują produkcje amerykańskie, a na małych telenowele, warto poszukać na DVD, w repertuarze telewizyjnym czy jakiegoś DKF-u jednego z dawnych mistrzów, by na chwilę zatrzymać pędzący czas, zastanowić się nad egzystencją i uchwycić piękno zaklęte w celuloidzie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie