Koniec Rzeszowskich Zakładów Graficznych. Ślad nie zostanie?

Andrzej Plęs
Załoga już straciła nadzieję na to, że zakład przetrwa.
Załoga już straciła nadzieję na to, że zakład przetrwa. Krzysztof Kapica
Obiecywano załodze utrzymanie produkcji, cztery dni później dostali zwolnienia dyscyplinarne z pracy. Po kolejnych czterech dniach zarzucono im, że są złodziejami.

Kiedy Iwona Lubecka, była już prezes Rzeszowskich Zakładów Graficznych SA, składała 10 marca w sądzie wniosek u upadłość firmy, nie miała pojęcia, że uruchomi lawinę wypadków, po których pracę straci ok. 60 osób załogi, ona sama zostanie pozbawiona funkcji, a zakład będzie zamknięty na głucho i to wcale nie z inicjatywy sądu.

I przez dwa tygodnie trwać będą całodobowe dyżury pracowników przed zakładem w Pogwizdowie Nowym i wielokrotne interwencje policji.

Jeszcze w czwartek przed dwoma tygodniami załoga przyszła do roboty, jak przez ostatnie pół wieku. Wówczas nowo mianowany prezes RZG SA Kamil Kacaliński poinformował załogę, że na dziś mogą dać sobie spokój z robotą, ale nazajutrz niech przyjdą do pracy.

Rano przyszli, drzwi zakładu zastali zamknięte na głucho, na drzwiach kartka od anonimowego (brak podpisu) nowego zarządu, że "w związku z dużymi zaległościami płatniczymi w stosunku do Właściciela obiektu tj. Polam SC, utraciliśmy na dzień dzisiejszy możliwość korzystania z lokalu".

Skontaktowali się z właścicielem Polamu, ten z zaskoczeniem oświadczył, że to nie jego inicjatywa. Tknęło ich, że ktoś tu zaczyna kręcić. Z każdym następnym dniem przekonywali się, że mieli rację.

Początek końca

Iwona Lubecka opowiada, jak to przed dwoma laty Marcin B. zrezygnował z funkcji prezesa RZG SA, tłumacząc, że jego nazwisko musi zniknąć z zakładu w związku z toczącym się postępowaniem karnym, ale ktoś musi prowadzić zakład do chwili rozstrzygnięcia sporu z urzędem skarbowym.

Funkcję prezesa objęła wtedy Lubecka. Skarbówka zażądała od RZG wpłacenia ok. 3 mln zł zaległego podatku, na poczet których urząd skarbowy już ściągnął z zakładu ok. 980 tys. zł. B. zrezygnował z prezesury, ale został członkiem rady nadzorczej.

- Po pierwszym wyroku Sądu Wojewódzkiego w Rzeszowie na naszą niekorzyść pan B. doszedł do wniosku, że nie będzie czekał, aż urząd skarbowy zażąda pieniędzy, i lepiej jest jakoś zabezpieczyć majątek, żeby utrzymać produkcję - opowiada Iwona Lubecka. - Albo - co oświadczył jeszcze w lutym tego roku całej załodze - powoli sprzedawać majątek Zakładów Graficznych, by można było godnie rozstać się z pracownikami.

I właśnie z takim uzasadnieniem były już prezes dostał od nowego zarządu weksel na swoje nazwisko, który miał zabezpieczyć majątek zakładu przed zakusami urzędu skarbowego.

Nie czekał na sądową decyzję w sprawie podatku, przed miesiącem w jednaj z rzeszowskich kancelarii komorniczych przedstawił weksel i złożył wniosek o licytację ruchomości zakładu. Odbyła się tylko pierwsza, niewiele udało się sprzedać.

Komornik ogłosił drugą licytację. Nie odbyła się, bo - potwierdza kancelaria komornicza - wierzyciel wycofał wniosek, przejmując na jego podstawie ruchomy majątek firmy. Albo próbując przejąć, bo do czasu decyzji sądu maszyny produkcyjne wciąż jeszcze są własnością RZG SA. Tymczasem komornik zablokował konta zakładu, na co zarząd spółki, tuż przed swoim odwołaniem, poskarżył się sądowi na działalność komornika.

Dwuosobowy wówczas zarząd RZG SA stwierdził, że w takiej sytuacji niemożliwe jest utrzymanie firmy i - za radą prawnika - 10 marca złożył w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie wniosek o upadłość RZG SA i RZG sp. z o.o.

- Pod dwóch dniach otrzymaliśmy pisma o odwołaniu zarządu - potwierdza Lubecka. - Bez uzasadnienia. Z datą odwołania 6 marca, choć jeszcze 11 i 12 marca rozmawialiśmy telefonicznie z panem B. i nie było mowy o odwołaniu.

Nikt z załogi nie ma wątpliwości, że chodziło o zablokowanie procesu upadłościowego spółki i bardzo możliwe, że załoga ma rację, bo w rzeszowskim sądzie wkrótce pojawił się wniosek o wycofanie wniosku o upadłość. Dlaczego właściciele mieliby blokować upadłość zakładu?

- Choćby po to, żeby sąd nie zablokował sprzedaży maszyn, nie przejął dokumentacji firmy, w której można by jeszcze znaleźć dowody przeciwko tym czterem panom - podpowiada Małgorzata, jedna z pracownic zakładu.

Kiedy mówi o "czterech panach", ma na myśli Marcina B., byłego prezesa Zakładów Graficznych, jego teścia Ryszarda P., syna tego ostatniego Sebastiana P. i Bogdana K., których rzeszowska prokuratura okręgowa oskarżyła o spowodowanie wyprowadzenia majątku Rzeszowskich Zakładów Graficznych, kiedy te były jeszcze przedsiębiorstwem państwowym.

A że w papierach można by jeszcze coś znaleźć na "czterech panów", potwierdzają cztery faktury z 2007 roku, jakie ostatnio odnaleziono w dokumentacji zakładowej.

Jak twierdzi Iwona Lubecka, faktury te mówią, że w pomieszczeniach zakładów graficznych wykonano wentylację za 600 tysięcy złotych, tymczasem nikt tu wentylacji nie widział. Za to montowana była w Galerii Grafica, należącej do Ryszarda P. Protokół odbioru podpisał były prezes Marcin B.

Dlaczego RZG SA zapłaciły za montaż wentylacji dla zupełnie obcej instytucji? Czy takich bomb z opóźnionym zapłonem w dokumentacji firmy można by znaleźć więcej?

Lubecka i do niedawna wiceprezes Piotr Wierzbiński złożyli w prokuraturze wniosek o status oskarżycieli posiłkowych w sprawie przeciwko "czterem mężczyznom".

- Bo nie chcemy iść siedzieć za pana Ryszarda P. - tłumaczą oboje.
Status oskarżycieli posiłkowych stracili w chwili, kiedy rada nadzorcza odwołała ich z funkcji.

Wygnani pod bramą

Dzień po odwołaniu Lubeckiej i Wierzbińskiego w zakładzie pojawił się nowy prezes. To był czwartek, kiedy prezes Kamil Kacaliński polecił drugiej zmianie załogi iść do domów, ale na drugi dzień rano mieli przykazane zjawić się w pracy.

Załoga zjawiła się, ale drzwi zakładu zastała zamknięte, a z nowym prezesem nie było żadnego kontaktu. Prócz informacji na kartce przytwierdzonej do drzwi firmy, że to Polam, od którego Zakłady Graficzne dzierżawiły pomieszczenia, uniemożliwia korzystanie ich za długi.

- Nie wiedzieliśmy, co robić - opowiada pani Krystyna. - Będzie praca, czy nie będzie, mamy czekać czy sobie pójść. W środku nasze prywatne rzeczy, do których nie mamy dostępu...

Zdecydowali, że nie odejdą, żeby to nie wyglądało na porzucenie pracy. Wezwali policję, może ona zdoła wyjaśnić, co się dzieje. W końcu pojawił się prezes Kacaliński, bramy firmy zostały otwarte, załoga zaproszona do środka, po czym prezes oznajmił jej, że będzie się starał o utrzymanie produkcji, że musi zorientować się w sytuacji finansowej firmy, a tymczasem wszyscy otrzymają tydzień zwolnienia ze świadczenia pracy, z zachowaniem poborów.

- Było dla nas jasne, że chcą się pozbyć załogi albo po to, żeby wywieźć maszyny, albo żeby "wyczyścić" papiery zakładu przed rozpoczęciem tego procesu "czterech panów" - tłumaczy pani Małgorzata.

Nie wszyscy zdecydowali się odejść na tydzień płatnego wolnego, bo obawiali się, że nie będzie do czego wrócić, a niektórzy z nich przepracowali w tej firmie 30 lat.

Zdecydowali się za to dyżurować całodobowo w czteroosobowych zespołach, na zmianę. Żeby im nie wywieziono maszyn. I dlatego, że w środku wciąż pozostawała ich dokumentacja pracownicza.

Tymczasem skorzystali z sytuacji, że prezes Kacaliński otworzył im bramy zakładu i powynosili swoje rzeczy osobiste. Fotografia krzątającej się załogi pojawiła się w jednej z lokalnych gazet. I na tej podstawie posądzono pracowników o kradzież.

Dyscyplinarki dla "złodziei"

Dzień po publikacji fotografii dyżurującym i obecnym pod zakładem pracownikom przyniesiono zwolnienia dyscyplinarne.

- Za wtargnięcie na teren zakładu i wyprowadzenie rzeczy, które mogły być własnością spółki - tłumaczy jeden ze zwolnionych. - A ludzie wynosili własne ubrania robocze, stare radyjko, własny czajnik, własny ręcznik, bo przecież firma nie dawała takich rzeczy.

Nieobecnym dyscyplinarki wysłano pocztą. Ci zdecydowali się ich nie odbierać jeszcze do wczoraj.

To już poszło na ostro i nikt w załodze nie miał wątpliwości, że nie chodzi o utrzymanie produkcji, tylko opróżnienie zakładu z ludzi. Na tydzień albo na zawsze. I żeby nie wystawali pod bramą firmy, bo jako zwolnionych dyscyplinarnie nic z zakładem nie wiąże i wystawać nie muszą.

Tymczasem część z nich zwolnień nie odebrała z poczty i wciąż wystawała, toteż nowy zarząd jednoosobowy i na to próbował znaleźć sposób.

- We wtorek po południu do firmy przyjechała policja z takimi srebrnymi walizkami - opowiada pani Małgorzata. - Policjanci nic nie chcieli mówić poza tym, że dostali zawiadomienie o podejrzeniu kradzieży.

- Przyjęliśmy takie zawiadomienie od prezesa zakładu, trwają czynności w sprawie i tylko tyle na razie mogę powiedzieć - potwierdza kom. Adam Szeląg, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.

Załoga się buntuje, że wywalono wszystkich dyscyplinarnie pod pretekstem, że są złodziejami, choć nikt nikomu żadnej kradzieży nie udowodnił. Dlatego pójdą do sądu pracy. Już przygotowują zbiorowy pozew.

Nie po to, żeby wrócić do firmy, która nie ma chyba szans na zmartwychwstanie. Po to, żeby cofnięto dyscyplinarki i pozwolono im rozstać się z firmą na cywilizowanych warunkach. A z dyżurami skończą.

- Niech sobie tego zakładu pilnują ci, którzy mogą z niego jeszcze coś uzyskać - tłumaczy pani Małgorzata. - Skarb Państwa niech sobie pilnuje, urząd skarbowy...

Choć do tej pory niczego nie chciało im się upilnować - dodaje, sugerując, że w trakcie ostatniej dekady pod okiem państwa bezkarnie ulotnił się majątek Rzeszowskich Zakładów Graficznych.

Marcin B. konsekwentnie nie odbiera telefonu. Prezes Kacaliński nie chce się odnieść do obecnej sytuacji zakładu, nie komentuje motywów interwencji na policji.

- Spokojnie, działamy, proszę zadzwonić jutro i nie wykorzystywać moich wypowiedzi - zareagował wczoraj na prośbę o komentarz.

"Jutro" wszyscy pracownicy RZG SA są już zwolnieni dyscyplinarnie.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie