Koniec z lampą naftową. Będziemy mieć prąd!

Sławomir Oskarbski
– Ta lampa naftowa to nie kolekcjonerski okaz. W domu Krystyny Toton i jej rodziny było to urządzenie codziennego użytku.
– Ta lampa naftowa to nie kolekcjonerski okaz. W domu Krystyny Toton i jej rodziny było to urządzenie codziennego użytku. Fot. Sławomir Oskarbski
W ich domu nie znajdziesz telewizora, lodówki, pralki, żarówki. Światło dają lampy naftowe i świeczki. Rodzina Totonów w Zagorzycach koło Sędziszowa Małopolskiego żyje jak w XIX wieku. Ale wkrótce się to zmieni!

Do położonego na wzgórzu starego, ponad 50-letniego drewnianego domu prowadzi wąska, kamienista droga. Po podwórku biegają psy, koty, kaczki, perliczki. Ze stajni słychać rżenie koni. Poza tym błogi spokój, bo do najbliższego sąsiada, sklepu czy ruchliwej drogi są stąd kilometry. W pobliżu nie ma też linii energetycznej ani telefonicznej.

- Gdyby miał tu zamieszkać ktoś przyzwyczajony do prądu i wygód, to nie dałby rady. My już przywykliśmy - wzrusza ramionami Krystyna Toton.

Lekcje przy świecach

Mieszka pod jednym dachem razem z matką, mężem, synem i dwiema córkami. Dzieci Totonów, jakby na przekór trudnościom, nieźle radzą sobie z nauką. Zwłaszcza syn Janusz, który rozpocznie wkrótce drugi rok studiów w Politechnice Krakowskiej. W dodatku ze stypendium naukowym. Zanim jednak rozpoczął edukację w Krakowie, był skazany na czytanie książek i odrabianie lekcji przy płomieniu świecy czy lampy naftowej. Podobnie jak jego siostry, z których starsza uczy się na kucharkę, a młodsza chodzi do gimnazjum.

- Najgorzej jest jesienią i w zimie. Kiedy dzieci wracają do domu, jest już ciemno. Trzeba uczyć się przy świeczkach - wzdycha matka.

Zimą nie ma za to problemów z przechowywaniem jedzenia. W lecie, bez lodówki, jest z tym duży kłopot.

- Wszystko trzeba od razu zjadać. Nie można nic zostawić na następny dzień, bo się zepsuje - ubolewa Krystyna Toton.

Gdzie podłączyć komputer?

Komputer, który Janusz dostał w szkole w nagrodę za wyniki w nauce, stał bezużyteczny. Wyjątkiem były chwile, kiedy w domu uruchomiano na godzinę czy dwie agregat prądotwórczy. Urządzenie dostał Adam Toton, mąż pani Krystyny, jako wynagrodzenie za pracę. Sprzęt teraz jest zepsuty, ale nawet gdy był sprawny, rzadko go włączano, bo przez godzinę agregat zużywał dwa litry benzyny. To dużo dla sześcioosobowej rodziny, która utrzymuje się z pieniędzy zarabianych tylko przez głowę domu. Czasem pomaga też opieka społeczna, która np. zafunduje węgiel na zimę. Przydaje się też 2,5-hektarowe gospodarstwo, dzięki któremu Totonowie mniej wydają na żywność.

Kilka lat temu starali się o podłączenie do ich domu sieci energetycznej. Przeszkodą były koszty - ok. 150 tys. złotych. Tylko dla jednego domu trzeba byłoby zamontować transformator i setki metrów linii energetycznej. Ale i tak nie wiadomo, czy udałoby się to zrobić, bo budowa linii wymagałaby postawienia słupów na wielu prywatnych działkach, co nie wszystkim właścicielom mogłoby się spodobać.

Pająk: Będzie wiatrak i kolektor

Lada dzień los Totonów ma się jednak odmienić. Na podwórku stanie wiatrak i baterie słoneczne, który będą wytwarzały prąd, a w domu rozbłysną żarówki. O rodzinę zatroszczył się Leszek Pająk, rolnik z Nockowej. Kupił on pole w Iwierzycach, niedaleko domu Totonów. Z czasem poznał ich i zobaczył, w jakich warunkach żyją.

- Do życia konieczne są trzy rzeczy: jedzenie, picie i prąd. Totonowie tego ostatniego nie mają, dlatego postanowiłem im pomóc - mówi Pająk.

Młody, przedsiębiorczy rolnik wymyślił, że Totonowie mogliby mieć prąd wytwarzany przez wiatrak, który stanie koło ich domu. Za własne pieniądze wynajął firmę, która podjęła się jego budowy. Dla poprawienia efektywności wiatraka, zainstalowany zostanie też kolektor słoneczny.

- Luksusów z tego nie będzie. O kupnie wielkiej lodówki wysokiej na dwa metry mowy nie ma, ale na małą chłodziarkę wystarczy. Żarówek też tylko energooszczędnych trzeba będzie używać - tłumaczy Pająk.

Miejsce pod wiatrak jest już gotowe. Kabel łączący urządzenie z domem jest już wkopany w ziemię. Do pokonania była jeszcze jedna poważna przeszkoda - brak instalacji elektrycznej wewnątrz domu. Żadnych przewodów, gniazdek, wyłączników. Pająk nie był w stanie za płacić jeszcze za instalację w budynku.
Totonom brakuje na to pieniędzy. Dlatego we wtorkowym wydaniu Nowin opisaliśmy sytuację rodziny i zaapelowaliśmy o pomoc.

Czaja: Instalację biorę na siebie

Na odzew nie czekaliśmy długo. W środę rano przed godz. 9 do oddziału naszej redakcji w Dębicy zadzwonił Stanisław Czaja, który w poddębickiej Nagawczynie prowadzi firmę BBC Company.

- Ta rodzina będzie mieć prąd. Biorę to na siebie - obiecał Czaja.

Kilkanaście minut później przedsiębiorca wysłał do Zagorzyc elektryka, który obejrzał dom.

- Chcę pomóc tej rodzinie, bo pochodzę z tamtych stron, ze Szkodnej - tłumaczy Czaja.

Obiecał, że zrobienie instalacji u Totonów to kwestia kilku dni. Podobnie jak postawienie wiatraka, do którego przysłano z Niemiec już wszystkie elementy. Teraz wypada życzyć rodzinie z Zagórzyc, aby na ich wzgórzu jak najczęściej świeciło słońce i wiał wiatr.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Michał~
W dniu 05.09.2009 o 19:40, frog napisał:

Raz piszecie że spod Ropczyc potem że z Zagorzyc czyli sami nie wiecie gdzie to jest???


Problem w tym, że nie najlepsi uczniowie wybierają dziennikarstwo
f
frog
Raz piszecie że spod Ropczyc potem że z Zagorzyc czyli sami nie wiecie gdzie to jest???
Dodaj ogłoszenie