Korzeń, wracaj do korzeni

Anna Koniecka
W klasie Korzenia. Jego kolega Roman Różalski i Barbara Cerlich, wychowawczyni: - Lubiłam głaskać po głowach moich prymusów. Tyle że obaj byli wtedy kudłaci.
Babcia Stefania w Oleszycach: - O, jak myśmy z mężem płakali, gdy Robuś biegł, a ten Ruski go doganiał. Mąż patrzał w telewizor, klęczał i się modlił. Ja dobiegałam z kuchni, bo akurat obiad gotowałam. A jak Robuś wygrał, tośmy się znowu popłakali. Z radości.Takich łez nie trzeba się wstydzić.

Malutkie mieszkanko w budynku nieczynnej już stacji kolejowej Oleszyce. Tutaj mieszkają dziadkowie Korzeniowscy, odkąd pan Józef, zawiadowca stacji, przeszedł na emeryturę. Najsłynniejszy z ich dziewięciorga wnucząt wpada tu czasem na babcine pierogi i najlepsze na świecie placki kuzynki Marty. W oknach pelargonie, na telewizorze kolorowe fotografie. Na jednej z nich roześmiany "Robuś". - Zawsze tak o nim mówię - 82-letnia pani Stefania promienieje. Zaraz jednak gasi radość. - Jaki on chudy! Tylko że taki sporowiec nie może być gruby, prawda?
- Od małego dobry chłopak był. Bawiłam go, bajki mu czytałam. Jak podrósł, przyjeżdżał do Oleszyc na wakacje. Teraz z mężem też czekamy. Dopiero co dzwonił, że niedługo znów się zobaczymy.

Jest cząstką nas

Nawet mistrza mogą rozboleć nogi od chodzenia.

- Robuś nigdy nie przyjeżdża do mnie z gołą ręką. Przywozi pościel, albo coś z ubrania. Nawet kupując bluzkę, utrafi w rozmiar. Lubaczów. Tutaj się urodził 35 lat temu. W stuletnim szpitalu. Jakie to uczucie, gdy mistrz świata mówi: jestem z Lubaczowa? - Bardzo miłe - przyznaje burmistrz Janusz Waldemar Zubrzycki. Otwiera własnoręcznie opracowaną stronę internetową miasta. Są tam zdjęcia z uroczystego wręczenia Robertowi Korzeniowskiemu tytułu honorowego obywatela Lubaczowa. Korzeń pod krawatem, ale uśmiecha się jak łobuziak. Jakby chciał powiedzieć: no, kochani krajanie, wytnę wam jeszcze niejeden światowy numer. No i został po raz trzeci mistrzem świata. Ostatnio mówi, że chętnie wróciłby do korzeni, pobudował dom...
Pani Gosia, sekretarka burmistrza, zapamiętała honorowego obywatela tak: - Strasznie miły, bezpośredni, a jaki gaduła! Dzieci z całego miasta zasypały go zeszytami, a on z nimi gadał i cierpliwie wpisywał autografy, każdemu. Trwało to ze dwie godziny, władze czekały, bo to przecież była wielka uroczystość, ale dla pana Roberta, co? Najważniejsze dzieci.
- Jest przesympatycznym człowiekiem - kwituje burmistrz. - Jesteśmy dumni, że przyjął honorowe obywatelstwo naszego miasta. Jesteśmy tym bardziej dumni z jego sukcesów. Bo jest to jakby cząstka nas. A gdyby chciał w tych stronach kiedyś osiąść, powiedzmy... na sportową emeryturę, byłoby wspaniale. Znaleźlibyśmy mu jakieś piękne miejsce na ziemi lubaczowskiej. Poza tym - Zubrzycki zawiesza głos - gdy wręczaliśmy panu Robertowi tytuł honorowego obywatela, rozmawialiśmy na temat powstania szkółki chodziarskiej w Lubaczowie. Gdyby tak się szczęśliwie złożyło, że przebywałby tutaj częściej niż tylko z powodów bardzo oficjalnych, to pewnie byśmy ten nasz zamiar doprowadzili do końca. Młodzieży chętnej do uprawiania sportu jest u nas sporo. Mieliśmy już paru dobrych biegaczy, a w dodatku, jak mówi pan Robert, chodziarstwo jest sportem najbardziej popularnym, bo... 6 miliardów ludzi chodzi. Tylko niektórzy robią to lepiej...
Lubaczów szykuje na spotkanie z Korzeniowskim, na 24 września, małą niespodziankę. A babcia Stefania w Oleszycach myśli jakie ulepić pierogi. - Chyba będą ruskie.

Pyzaty, uszaty, kudłaty

ANDRZEJ KOZICKI

Nawet mistrza mogą rozboleć nogi od chodzenia. Jarosław. Miasto dzieciństwa, spędził tu pierwszych 12 lat. Spytany przez naszego kolegę z "Nowin" Wacka Burzmińskiego, z czym mu się kojarzy Jarosław, odpowiedział natychmiast: - Zawsze z zapachem ciastek z fabryki "San" przy Piekrskiej, obok której często przechodziłem jako mały chłopiec. Poza tym Jarosław - to moja codzienna droga do Szkoły Podstawowej nr 1, ratusz, Rynek, podwórka, ogrody, szkolni koledzy, beztroskie zabawy...
Dziś droga do szkoły już nie pachnie ciastkami, bo "San" został rozszarpany prywatyzacją. A sama szkoła? Jest. Kwitnie pod ręka dyrektorki Władysławy Macnar, kształci ponad 500 dzieci. Łukasz Brudniak, uczeń z 3 d, który siedzi chyba w ławce Korzenia, uważa, że Robert Korzeniowski to jest KTOŚ. - O nim się mówi w Jarosławiu! A mówi się, już w gronie dorosłych, że jak by tak pan Robert napisał parę listów intencyjnych, to sala gimnastyczna prędzej by przy stareńkiej szkole powstała. Projekt czeka.
- Robert zawsze był ambitny, każdą rzecz doprowadzał do końca. Lubił wygrywać. Łzy cisnęły mu się do oczu, gdy mu coś nie wychodziło, np. gdy się nie zmieścił w szkolnej drużynie piłkarskiej - opowiada szkolny kolega, Roman Różalski. Obecnie nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w ich dawnej podstawówce.
Przyjaźnili się. - Bawiliśmy się najczęściej "w strzelanego". Robertowi nigdy nie wydawało się, że będzie sportowcem, bo był pyzaty i malutki. Podobał się dziewczynom (chyba bez wzajemności), chociaż miał wielkie odstające uszy i tylko po nich - jak śmialiśmy się obaj ostatnio - rozpoznał się na klasowej fotografii. Ruszał tymi uszami fantastycznie. Teraz żartuje, że to one pomagają mu w chodzeniu.
Wychowawczyni, Barbara Cerlich mówi, że dała straszną plamę, gdy Robuś, jej prześlicznie kudłaty pupilek z podstawówki, przed trzema laty był oficjalnie w Jarosławiu. Pani Barbara nie interesuje się sportem, więc na uroczyste spotkanie, podczas którego mistrz świata otrzymał klucze do bram miasta, nie poszła. Ale wnuczka poszła. Wraca do domu i mówi: "Babciu, jaki wstyd! Pan Korzeniowski pyta się głośno, czy jest jego wychowawczyni, pani Cerlich, a tu nic, cisza." Tak się zdenerwowałam - opowiada pani Barbara - że siadłam i napisałam do Robusia list. Odpisał już z Afryki; to był długi list. Od tamtego czasu jesteśmy w stałym kontakcie i mam nadzieję, że jak tu znów przyjedzie, to pójdziemy z jego kolegami do dobrej restauracji. Ja, jako starsza koleżanka, już nie jako wychowawczyni.
Pani Barbarze wilgotnieją oczy, gdy wspomina, jakim Robuś był dobrym dzieckiem. Nie dość, że prymus, to jeszcze serce złote. - Uczniowie oszczędzali wtedy w SKO. To dziecko, a rodzicie żyli skromnie, przynosiło każdy grosik na książeczkę. Któregoś dnia mówi mi: - Ja tak składam, proszę pani, bo będę miał braciszka i trzeba kupić wózek.
Bogdan Wołoszyn, naczelnik wydziału edukacji i kultury fizycznej w Jarosławiu, jest prawie rówieśnikiem Korzeniowskiego. Uwielbia go. Wydobył skądś jego arkusz ocen. Od góry do dołu same piątki. - Od małego nieźle się zapowiadał.
- Może któraś z ulic będzie nosiła jego imię? - zastanawia się wiceburmistrz Jarosławia Tadeusz Pijanowski. - Gdyby był politykiem, byłoby to ryzykowne, ale to jest intelektualista. W butach do chodzenia - dorzuca burmistrz Janusz Dąbrowski. Cała wierchuszka jarosławska czeka na Korzenia. Nie, żeby dawał, ale żeby znowu tu był. W tym, jak sam powiada, małym Krakowie. Gdzie jest już 10 tysięcy studentów i tyle samo pęknięć na zabytkowych kamieniczkach otaczających Rynek. Ale w mieście najsłynniejszego chodziarza idzie ku dobremu. Właśnie ogłoszono przetarg na zagospodarowanie części Rynku.

Gdyby nie ta ślepa kuchnia

Reymonta 9. Jarosławskie osiedle kolejarskie z lat sześćdziesiątych. Pod blokiem stara grusza gubi nikomu niepotrzebne owoce. Na trzecim piętrze, pod dwudziestym siódmym, wciąż mieszka najlepsza sąsiadka Korzeniowskich, Teresa Błachuta. Nie może odżałować, że rodzice Roberta musieli się stąd wyprowadzić aż do Tarnobrzega. - Gdyby nie ciasnota, oni tu mieszkali z trójką dzieci w garsonierze ze ślepą kuchnią, to pani Emilia i pan Zdzisław nigdy by się stąd nie ruszyli. Przyjaźń między nami wybuchła od razu, gdyśmy się tu sprowadzili. Pani Emilia, pielęgniarka, latała z zastrzykami jak kto u nas zachorował. Pan Zdzisław też porządny człowiek. Żyliśmy prawie jak rodzina, nasze dzieci razem rosły. A Robuś zawsze był taki wesoły, taki szczery, grzeczny. I podobny do ojca, jak dwie krople wody. Trochę chorował na reumatyzm, kto by pomyślał, że zostanie słynnym sportowcem.
Jeśli ślepa kuchnia przyczyniła się choć trochę do kariery mistrza świata, to "architekt", co ją wymyślił, będzie miał chyba odpuszczone?

Zdzisław Korzeniowski, ojciec mistrza świata

[obrazek5] (fot. ANDRZEJ KOZICKI)

- Denerwował się pan gdy na ostatnich kilometrach Rosjanin doganiał Roberta?

- Podświadomie zaciskałem palce. Ale raczej nie bałem się, że ulegnie rywalowi. Robert przyciśnięty do muru, potrafi zagryźć zęby do bólu i wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady sił.

- Robert będzie musiał zapłacić podatek od otrzymanej nagrody 100 tysięcy dolarów

- Nie oburza mnie to. Coś przecież z tych stu tysięcy zostanie. Każdy powinien płacić podatki. Dobrze, gdyby podatek został przeznaczony np. na wspomożenie sportowo utalentowanej młodzieży.

- Czy Robert jako dziecko chętnie chodził na spacery?

- W naszej rodzinie nie ma w niedzielę poobiednich drzemek. Wprowadziliśmy z żoną zwyczaj, że wszyscy od najmłodszego do najstarszego idą na spacer. Podobne przyzwyczajenie swoim dzieciom wpaja Robert.

- Po Olimpiadzie syn zapowiada zakończenie kariery.
- Ma w sobie zbyt wielki i niespożyty potencjał energii, aby zadowolić się rolą sportowego emeryta. Ciesząc się autorytetem w lekkoatletycznym świecie zapewne zostanie sportowym działaczem. Znając go wiem, że i tu osiągnie wielkie sukcesy

- Na razie zapowiada budowę domu w okolicy Lubaczowa.
- Wynika to z sentymentu do naszych rodzinnych stron. Jakiś czas temu wspomniał o zamiarze kupna działki i budowy letniskowego domku. Kto by się spodziewał, że ta z pozoru prozaiczna informacja wywoła tak wielki rozgłos.

Brat Roberta: Mirosław Korzeniowski, uczeń IV klasy tarnobrzeskiego Liceum Ogólnokształcącego im M. Kopernika.

[obrazek9] (fot. ANDRZEJ KOZICKI)- Nie zazdroszczę bratu sławy i medali. Wiem ile wymagało to
poświęcenia, katorżniczej pracy. Nawet za cenę sławy w świetle
telewizyjnych jupiterów nie zdecydowałbym się na to. Sportowiec
nigdy nie ma pewności, czy jego wysiłek nie pójdzie na marne. W
czasie gdy Robert zdobywał złoty medal, siostra startowała na
Uniwersjadzie w chodzie na 20 kilometrów i została
zdyskwalifikowana.

Byłem z bratem na obozie kondycyjnym w Spale. Potruchtałem z
nim w trakcie rozgrzewki i miałem dosyć. Na propozycje
dwudziestokilmetrowej "przebieżki" (jak mówi Robert) nie przystałem.

Mnie pasjonuje matematyka i informatyka.

Gdzie sięgają korzenie Korzenia

JANUSZ DĄBROWSKI, burmistrz Jarosławia:

Pan Korzeniowski to jest człowiek o bardzo szerokich horyzontach intelektualnych. Najbardziej imponuje mi w nim właśnie to. Zaś deklaracja w prasie, że zamierza powrócić do korzeni, jest bardzo miła. Mam nadzieję, że miał na myśli Jarosław. Mieszkał tu przecież tyle lat. Jeśli faktycznie zechce kiedyś wrócić, to znajdziemy mu gdzieś w okolicy piękne miejsce. Bo w samym mieście nie sądzę, żeby chciał.

Klucze już ma

TADEUSZ PIJANOWSKI, wiceburmistrz Jarosławia:

Życzę panu Korzeniowskiewmu, żeby w przyszłym roku również zdobył złoty medal. Chociaż już dzisiaj wszystkie główne ulice Jarosławia mogłyby być udekorowane, jedna, po drugiej, jego medalami, bo tyle ich w swoim życiu zdobył. A jakie są efekty przyjazdu do Jarosławia takich ludzi jak on, było widać chociażby podczas zorganizowanej wówczas aukcji. "Intelektualne buty" i koszulka Roberta Korzeniowskiego poszły błyskawicznie, a pieniądze zasiliły fundusz niepełnosprawnych.
Klucze do bram Jarosławia pan Robert już ma. Może zostanie także jego honorowym obywatelem?

Pójdzie w jego ślady?

ŁUKASZ BRUDNIAK, uczeń Publicznego Gimnazjum nr 1 w Jarosławiu im. św. Królowej Jadwigi:

Robert Korzeniowski to jest KTOŚ. O nim się mówi w Jarosławiu! Ale sam jeszcze nie wiem, czy bym chciał uprawiać ten sport. Może gdyby była taka możliwość?
podpis pod arkusz ocen:

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3