Ks. Górny współpracował czy pozorował

Jaromir Kwiatkowski
- Przesłuchiwali mnie, ale zawsze domagałem się dla katolików praw do własnej świątyni. Czyniłem to z szacunkiem, ale i zachowaniem godności polskiego kapłana, i jasno oznajmiałem, że informacje o rozmowach przekazuję do Kurii Metropolotalnej - powiedział bp. K. Górny w wywiadzie udzielonym Tygodnikowi "Niedziela”.
- Przesłuchiwali mnie, ale zawsze domagałem się dla katolików praw do własnej świątyni. Czyniłem to z szacunkiem, ale i zachowaniem godności polskiego kapłana, i jasno oznajmiałem, że informacje o rozmowach przekazuję do Kurii Metropolotalnej - powiedział bp. K. Górny w wywiadzie udzielonym Tygodnikowi "Niedziela”. TADEUSZ POŹNIAK
Ks. Kazimierz Górny, obecnie biskup rzeszowski, został w 1979 r. pozyskany przez SB do współpracy. Kontakty z bezpieką utrzymywał 4 lata.

Kościelna Komisja Historyczna nie znalazła dowodów jego współpracy z tajnymi służbami PRL.

Przypadek ordynariusza rzeszowskiego opisuje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w książce "Księża wobec bezpieki", której oficjalną premierę zapowiedziano na środę. Wczoraj wydawca książki - wydawnictwo "Znak" - udostępnił ją dziennikarzom.

Bezpieka rozpracowywała go 10 lat

Ks. Górny znalazł się w kręgu zainteresowań SB w 1969 r., kiedy powierzono mu funkcję diecezjalnego duszpasterza rodzin archidiecezji krakowskiej. Bezpieka rozpracowywała Górnego jako kandydata na tajnego współpracownika 10 lat.

Wykorzystała przy tym doniesienia agentów, podsłuch telefoniczny, kontrolowała korespondencję, rozpracowywała rodzinę, szukała materiałów kompromitujących.
Dialog z duchownym SB rozpoczęła, gdy ks. Górny zaczął jeździć za granicę. Jednak w protokołach rozmów przy okazji odbierania i zdawania paszportu nie ma nic, co bezpieka mogłaby wykorzystać operacyjnie.

W 1977 r. ks. Górny został proboszczem i dziekanem w Oświęcimiu. Zaczął budować kościół. 20 listopada 1979 r. - jak czytamy w protokole rozmowy werbunkowej - wyraził zgodę na systematyczne kontakty z SB. Bezpieka nadała mu pseudonim "Kazek". Jednak, jak pisze ks. Isakowicz-Zaleski, z dokumentów można wnioskować, iż "zgoda duchownego na odbywanie spotkań z funkcjonariuszem SB wynikała wyłącznie z troski o budowę kościoła".

Podczas tych spotkań ks. Górny nie donosił na innych duchownych ani na osoby świeckie. Nie ujawniał tajemnic kościelnych; nie przekazywał informacji, które mogłyby skompromitować inne osoby. Nie pobierał wynagrodzenia; odmawiał spotkań poza plebanią.

"Możemy przypuszczać - pisze ks. Isakowicz-Zaleski - że duchowny we własnym mniemaniu był przekonany, iż nie współpracuje z SB, lecz jedynie utrzymuje konieczne kontakty. Jednak sami funkcjonariusze SB traktowali te spotkania jako współpracę".

Pozorował współpracę

- Mogło tak być, że rzeczywiście było to pozorowanie współpracy, bo bał się, że jeżeli te spotkania natychmiast przerwie, to kościoła nie zbuduje - twierdzi Antoni Dudek, historyk zajmujący się problematyką SB.

Od czasu awansu na biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej w październiku 1984 r., ks. Górny unikał spotkań. SB usunęła go wtedy z rejestru tajnych współpracowników i nadała mu status kontaktu operacyjnego. Zresztą - jak przyznawali sami funkcjonariusze - współpraca ta od 1983 r. praktycznie nie istniała.

Z innych partii książki ks. Isakowicza-Zaleskiego wynika, że później bp Górny był rozpracowywany przez agenturę SB w Kościele.

Na wczorajsze popołudnie komunikat w tej sprawie zapowiedziała rzeszowska Kuria. Do momentu zamknięcia numeru żadnego oświadczenia jednak nie było.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
anna
Oj Janie, Janie... Co w tym artykule jest jest kłamstwem? Gdzie tu manipulacje? To ty masz problemy, nie pan JK, którego niby nie porównujesz a jednak porównujesz do urbana. Jeśli mnie intuicja nie myli jesteś księdzem. To przykre, że nie rozumiesz, że twoim obowiązkiem jest szacunek do prawdy, nawet tej czasami bolesnej. Nie jest najlepszym wyjściem zmiatanie śmieci pod dywan. To naprawdę kiepski pomysł. Artykuł napisany jest w sposób rzetelny i obiektywny. Twój tekst natomiast jest delikatnie mówiąc chamski. Porównanie którego użyłeś bardzo źle o Tobie świadczy.
a
albionavalon
A cóż tu nowego sławny redaktor śledczy Kwiatkowski nam dziś powiedział??? nic, czego już nie wiemy. Czyżby zostało nieco miejsca w numerze, a zarobić parę groszy by się chciało, to nam serwuje<sensację> oj Kwiatkowski, Kwiatkowski, żenujące dziennikarstwo.
j
jan
Autor tekstu, redaktor Kwiatkowski, dokonuje dość sprytnej manipulacji informacyjnej. Z jednej strony podaje niby fakty z drugiej strony sugeruje (np. w ostatnim zdaniu), że coś jednak nie było w porządku, bo nawet Kuria Rzeszowska nie skomentowała tego. Mam nadzieję, że redaktor Kwiatkowski przypomina sobie jeszcze czasy komunizmu i sławetne wystąpienia Jerzego Urbana, który niby mówił niby o faktach, ale przedstawiał je w sposób manipulatorski. Nie chcę tutaj porównywać Kwiatkowskiego do Urbana, ale sposób przedstawiania faktów przez redaktora świadczy o uleganiu dzisiejszej tendencji do serwowania za wszelką cenę sensacji. Ten rodzaj tendencji jest określany jako najgorsza forma dziennikarstwa, czyli prasa brukowa. Wydaje mi się, że chyba redaktor Kwiatkowski nie konkuruje tu o palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie? A może jednak konkuruje?
Dodaj ogłoszenie