Kto teraz zagra te smutne dźwięki

Jaromir Kwiatkowski
Listopad 2003, hala na Podpromiu w Rzeszowie. Ostatni występ Tadeusza Nalepy w mieście, gdzie zaczęła się jego wielka kariera.
Listopad 2003, hala na Podpromiu w Rzeszowie. Ostatni występ Tadeusza Nalepy w mieście, gdzie zaczęła się jego wielka kariera. KRYSTYNA BARANOWSKA
Nie lubił, gdy nazywano go "ojcem polskiego bluesa". Wolał nazywać siebie muzykiem rockowym, który dobrze gra bluesa.

A jednak pozostanie tym, który wprowadził w świat tej muzyki całą rzeszę muzyków i fanów wychowanych na jego płytach.

Nalepa był w ostatnich latach życia człowiekiem zamożnym, spełnionym i zadowolonym z tego, co osiągnął. Mieszkał w Józefowie pod Warszawą. - Uważam się za człowieka zdolnego, nie tylko muzycznie - przekonywał mnie w 2003 r., przed jubileuszowym koncertem w hali na Podpromiu w Rzeszowie.

Pomimo chorób nękających go przez ostatnie kilkanaście lat, ciągle myślał o nowych płytach, nagraniach i piosenkach. Niestety, kłopoty ze zdrowiem coraz bardziej ograniczały jego aktywność koncertową.

Życzliwy i… uszczypliwy

Tadeusz Nalepa zasługuje na upamiętnienie w Rzeszowie - mieście, gdzie rozpoczęła się jego wielka kariera. Rozpoczynamy redakcyjną kampanię w tej sprawie.

Jjeżeli popieracie pomysł upamiętnienia Tadeusza Nalepy ulicą, pomnikiem bądź honorowym obywatelstwem, przesyłajcie maile na adres autora tego tekstu. Można przesyłać także listy w tej sprawie na adres Nowin: 35-016 Rzeszów, ul. Kraszewskiego 2 (dopisek "Nalepa").

Śmierć wybitnego bluesmana pogrążyła w żałobie muzyczny świat w Polsce.

Dziennikarz muzyczny i przyjaciel Nalepy, Marek Gaszyński, mówi, że łączył on rock z bluesem chyba najdoskonalej w Polsce. Dodaje, że muzyk tworzył piękne melodyjne bluesy, które wspaniale współgrały z poetyckimi tekstami Bogdana Loebla.

Sławek Wierzcholski, lider Nocnej Zmiany Bluesa, nazywa Nalepę wybitnym artystą, który odcisnął piętno na całej muzyce rockowej w Polsce. Wspomina lidera Breakoutu jako osobę charyzmatyczną. Dodaje, że był on życzliwym, towarzyskim i uśmiechniętym człowiekiem. Niekiedy jednak bywał uszczypliwy. Bardzo inteligentnie potrafił wetknąć szpilkę, jeżeli ktoś go drażnił lub irytował. Wierzcholski podkreśla, że Nalepa robił to zawsze z dużą klasą.

Rozbite skrzypce i wybite szyby

Nalepa (rocznik 1943) urodził się w podrzeszowskim Zgłobniu. Uczył się gry na skrzypcach w szkole muzycznej w Rzeszowie. Krótko, bo instrument… rozbił na głowie rówieśnika, który go zaczepiał.

Jako nastolatek zaczął pasjonować się gitarą. To był - jak twierdził - bardzo "parkowy" instrument, można było szybko nauczyć się kilku chwytów i robić spore wrażenie na dziewczynach.

Jako 18-latek zaczął grać w "Parkowej". - Moja pierwsza wypłata to było dwa razy więcej niż zarabiał wtedy mój tata - wspominał. - To mi się spodobało. Postanowiłem, że zostanę muzykiem.

W 1965 r. założył zespół Blackout, w którym śpiewała Mira Kubasińska, pierwsza żona.

Grupa zadebiutowała w rzeszowskim klubie "Łącznościowiec". - Na naszym pierwszym występie wcale dużo ludzi nie było. Ale rozeszła się po nim taka fama, że na drugim była już "rewolucja" - opowiadał mi w 2003 r. - Powybijano szyby, i to nie były wcale chuligańskie wybryki, lecz "nalot na pocztę". Mój ojciec, który wracał wtedy z jakiegoś zebrania, nie wiedział, co się dzieje, bo nie można było się przebić ani samochodem, ani pieszo. Od razu staliśmy się ulubieńcami Rzeszowa. No i jakoś poszło!

Prorocza okładka "Bluesa"

Na początku 1968 r. grupa zmieniła nazwę na Breakout (Wyłamanie) i w sensie dosłownym wyłamała się z konwencji obowiązujących wówczas na polskiej estradzie, przeszczepiając na polski grunt bluesa. Grupa wyjechała do Holandii. Kilka miesięcy występów w tamtejszych klubach pozwoliło na zakup wysokiej klasy sprzętu nagłaśniającego i instrumentów.

Na początku 1971 r. Breakout nagrał płytę "Blues" - jedną z najwybitniejszych w historii polskiego rocka. Na jej sukces artystyczny złożyły się świeże kompozycje Nalepy, sugestywne teksty Bogdana Loebla, znakomita okładka Marka Karewicza i wspaniała gra na gitarze Darka Kozakiewicza, obecnie - sympatycznego łysola z Perfectu. "Blues" nawet dziś robi wielkie wrażenie. Któż nie zna takich "klasyków", jak "Oni zaraz przyjdą tu", "Kiedy byłem małym chłopcem" czy "Gdybym był wichrem".
Warto też zauważyć, że okładka "Bluesa" była w pewnym sensie prorocza. Przedstawiała Nalepę z gitarą pod pachą, idącego z kilkuletnim chłopcem. Ten chłopiec to syn Piotr, który od lat 90. grał na gitarze w zespole ojca.

Breakout to ja

W latach 70. aktywność Breakoutów poszła dwoma torami. Takie płyty jak "Blues" czy "Karate" (nagrane bez Kubasińskiej) wyznaczały główny nurt działalności zespołu. Nagrania z Kubasińską ("Mira", "Ogień") stały się nurtem pobocznym. Nalepa był zdania, że Mira powinna się zająć wychowaniem Piotra, a on by zarabiał pieniądze na utrzymanie rodziny. - Ale Mira nie chciała się pożegnać ze sceną. Postanowiłem więc, że ja będę grał bluesa, a Mirze - by nie czuła się pokrzywdzona - będę pod szyldem Breakoutów robił płyty z muzyczką, jaką lubi.

Breakout zamilkł w 1981 r. Nalepa zawsze oburzał się, gdy recenzenci pisali, że z Breakoutami nagrał kilka ważnych dla polskiego rocka albumów. - Z żadnym zespołem Breakout nie nagrywałem, bo Breakout to ja.

Ostatnie lata to występy z grupą Tadeusz Nalepa Band. Był to zespół w dużej mierze rodzinny. W jego składzie, oprócz syna Piotra, znajdowała się także Grażyna Dramowicz, wokalistka, druga żona artysty.

Uczcić pamięć wielkiego rodaka

Po śmierci Tadeusza Nalepy jedną z pierwszych myśli w naszych redakcyjnych dyskusjach było to, że zasługuje on na upamiętnienie w Rzeszowie w formie ulicy swojego imienia lub (i) tytułu honorowego obywatela miasta. Podobnie myśli zapewne wielu Czytelników. Jeden z nich w mailu do redakcji zaproponował, by wybudować Nalepie pomnik oraz nazwać jedną z głównych ulic Rzeszowa jego imieniem. "Wszak to jest nasz ziomek, krajan i jak każdemu wielkiemu z naszego regionu należy mu się honorowe miejsce i pamięć. Zwłaszcza w naszym mieście, skąd pochodzi. Nie mamy wielu wielkich z naszego regionu, więc każdego wielkiego człowieka warto i należy uhonorować" - stwierdził Czytelnik.

Podobnego zdania jest prezydent Tadeusz Ferenc, który powiedział Nowinom: - To był nietuzinkowy artysta i rzeszowianin, który rozsławił nasze miasto. Zgłosimy do Komisji Kultury Rady Miasta, aby go w jakiś sposób uhonorować. Może jego imieniem nazwiemy ulicę, skwer lub placówkę kulturalną…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie