Kucharczyk: W Lidze Mistrzów nie mamy nic do stracenia. Mierzymy w wyjście z grupy [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Michał Kuchaarczyk: Mecz z Dundalk zapamiętam do końca życia fot. Bartek Syta
O awansie do Ligi Mistrzów, tym, na co stać w niej Legię, zmianach w klubie przez ostatnie sześć lat oraz różnicy pomiędzy „Kuchym” na boisku i w życiu codziennym opowiada nam skrzydłowy Legii Michał Kucharczyk.

Po rewanżowym meczu z Dundalk powiedział Pan, że czego by nie zrobił, i tak będzie krytykowany. Z czego to wynika?
Taka już dola piłkarza. Niektórym podoba się to, jak ktoś gra, innym nie. Ludzie zawsze wymagają czegoś więcej. Zwłaszcza od zawodników takiego klubu jak Legia, to normalne. Z drugiej strony, warto spojrzeć na to trzeźwym okiem. Przeanalizować, co dany zawodnik daje drużynie. I pod tym względem oceniać. Ze mną jest tak, że niezależnie od tego jak gram, byłem, jestem i będę krytykowany. Niektórzy mają o mnie wyrobioną opinię i szybko się to nie zmieni.

Gol w końcówce meczu z mistrzem Irlandii był dla Pana najpiękniejszą chwilą w karierze?
Można to tak określić. Nie na co dzień zdobywa się bramkę, która pieczętuje awans twojego klubu do Ligi Mistrzów. Tym bardziej, że nie gramy tam co roku. Legia po raz ostatni była tam 21 lat temu. Mecz z Dundalk na pewno zapamiętam do końca życia. Zobaczymy, czy będę miał jeszcze więcej podobnych momentów.

Ten awans to spełnienie dziecięcych marzeń?
Kiedy Legia grała w Lidze Mistrzów, miałem cztery lata. Rok później, gdy awansował tam Widzew, pięć. Nawet nie pamiętam tamtych czasów. A niektórych chłopaków z drużyny nie było nawet wtedy na świecie. Bardzo długo czekaliśmy na ten awans. Ja, jako chłopak z małego miasteczka, jako dziecko nawet nie marzyłem, że zagram w Champions League. Trenowałem, bawiłem się sportem. Wiadomo, miałem jakieś ambicje. Kiedyś przychodzi moment, że trzeba postawić sprawę jasno. Jeśli chce się uprawiać ten sport i osiągnąć coś w życiu, trzeba stawiać sobie najwyższe cele. W Legii mieliśmy ten cel już od kilku lat. W ostatnich pięciu sezonach cztery razy zagraliśmy w fazie grupowej Ligi Europy. Walczyliśmy też o Ligę Mistrzów, raz odpadliśmy bramkami na wyjeździe ze Steauą, raz przez walkower z Celtikiem. Cóż, do trzech razy sztuka. W końcu się udało. Może nie po cudownej grze, ale wybiegaliśmy i wywalczyliśmy ten awans. Wszyscy cieszymy się, że po tak długiej absencji wróciliśmy do grona najlepszych zespołów w Europie.

Chyba każdy spodziewał się, że ze Zrinjskim Mostar, Trenczynem i Dundalk będziecie mieli mniej problemów. Z każdym z tych rywali jeden mecz wygrywaliście, jeden remisowaliście. Styl, w jakim zdobyliście awans był rozczarowaniem?
Jeśli za rok uda się nam ponownie awansować, to nikt nie będzie wtedy pamiętał tego, że teraz trochę męczyliśmy się w kwalifikacjach. Mam nadzieję, że na nasz awans nie trzeba będzie czekać kolejnych 21 lat. Ale gdyby, odpukać, w kilku kolejnych sezonach nie wychodziło, to nie wydaje mi się, że ludzie będą rozpamiętywać to, że zremisowaliśmy w Mostarze czy nie wygraliśmy u siebie z Trenczynem i Dundalk. Ważniejsze będą dla nich raczej nasze mecze z Realem czy Borussią Dortmund.

Już w środę zagracie pierwszy mecz fazy grupowej, z Borussią. Myślicie już o tym spotkaniu?
Skupiamy się na Niecieczy. [rozmawialiśmy przed tym spotkaniem - red.] Liga jest teraz najważniejsza. Jeśli nie obronimy tytułu, nie będziemy mogli przeżyć takiej przygody jak w tym roku. No, chyba że wygramy Ligę Mistrzów! (śmiech) O Borussii porozmawiamy później. Ale postaramy się podejść do tego na spokojnie. Gdy wyjdziemy na boisko, większość z nas pierwszy raz usłyszy hymn Ligi Mistrzów przed meczem fazy grupowej. Co my mamy do stracenia? Trafiliśmy do bardzo silnej grupy. Mierzymy w wyjście z niej. Zobaczymy, z którego miejsca.
Patrząc na sprawę bez wielkiego optymizmu - na co was stać?
To, co ugramy w Lidze Mistrzów będzie naszym sukcesem. Awansowaliśmy po długiej przerwie, trafiliśmy na bardzo mocną grupę. To będzie dla nas wielka piłkarska przygoda. I tylko od nas zależy, co z niej wyniesiemy. Trzeba zakładać, że stać nas na wyjście z grupy. Choćby na trzecim miejscu, żeby wciąż grać w pucharach, w tym przypadku w Lidze Europy. W to będziemy celować.

Grupa jest mocna, ale bardzo ciekawa dla kibiców. Liczył Pan na innych rywali?
Po cichu liczyłem na grupę z Barceloną, Manchesterem City i Mönchengladbach. Bardzo chciałem zagrać na Camp Nou. Nie udało się, ale płakał z powodu meczu na Santiago Bernabeu też nie będę. (śmiech) Na takich stadionach nie gra się co tydzień. Teraz nie zamieniłbym naszej grupy na żadną inną.

Cieszy się Pan z tego, że możecie zrewanżować się Sportingowi za porażkę w 1/16 finału Ligi Europy z 2012 roku?
Przez te 4,5 roku sporo się pozmieniało. U nas zostało trzech zawodników, ja, Kuba Rzeźniczak i Miro Radović, który ostatnio do nas wrócił. U nich - nawet nie wiem. [Spośród tych, którzy zagrali przeciwko Legii dwóch: Rui Patricio i João Pereira, który też powrócił do klubu po zagranicznych transferach - red.] Było tyle roszad, że i Sporting i Legia to teraz zupełnie inne drużyny.

Kiedy jeszcze nie byliście pewni awansu, trener Besnik Hasi postawił na jedną kartę, pucharową. Cel został osiągnięty, ale w lidze wygraliście tylko dwa z siedmiu meczów, odpadliście też z Pucharu Polski. Z czego wynikała słabsza dyspozycja Legii na krajowym podwórku?
To, że osiągnęliśmy fazę grupową Ligi Mistrzów, nie znaczy, że jesteśmy usprawiedliwieni z tracenia punktów w lidze. Niestety trochę tak było, każdy z nas przeżywał w głowach dwumecze kolejnych rund eliminacji. Kiedy Liga Mistrzów jest na wyciągnięcie ręki, trudno o tym nie myśleć. Największa fala krytyki spadła na nas przed decydującymi meczami z Dundalk. Odpadliśmy z Pucharu Polski, przegraliśmy bez walki z Łęczną i Arką. W tamtym momencie wiedzieliśmy, co jest dla klubu priorytetem. I o jak ogromną stawkę gramy. Staraliśmy się o tym nie myśleć wychodząc na boisko, ale dwumecz z Dundalk siedział gdzieś z tyłu głowy.

Krajowi rywale nie uciekli jednak daleko, do liderującej grupy tracicie tylko cztery punkty.
Dokładnie. Tak naprawdę to tylko jeden mecz, w końcu po 30. kolejkach punkty zostaną podzielone. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. W 2015 roku mieliśmy 10 punktów przewagi nad Lechem, a po podziale zrobiło się ich pięć. Zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej wskoczyć na pozycję lidera i zostać tam do końca sezonu.

Myśli Pan o zagranicznym transferze?
To już osobny temat. Żeby myśleć o transferze trzeba grać na wysokim poziomie, zainteresować sobą inne kluby. Później przychodzą takie kwestie. Dla mnie to w tym momencie odległa sprawa.
Ma Pan 25 lat, ale przy tym jeden z najdłuższych staży w Legii z obecnej kadry. W pierwszej drużynie gra Pan nieprzerwanie od sześciu lat. Jak zmienił się klub przez ten czas?
Oj, diametralnie. Grałem choćby dla pięciu trenerów: Macieja Skorży, Jana Urbana, Henninga Berga, Stanisława Czerczesowa i teraz Besnika Hasiego. Z szatni, do której przychodziłem w 2010 roku, teraz zostali tylko „Rzeźnik” i „Rado”. Wszystko jest nie do poznania. Rozmawiałem o tym ostatnio z „Radko”. Mówi, że to niemożliwe, że w przeciągu kilku lat zmieniło się aż tyle. Człowiek przychodzi i widzi dookoła prawie same nowe twarze. Trochę dziwne uczucie.

Ta Legia jest jedną z mocniejszych, w których Pan grał?
Trudno to ocenić. Może po latach będzie łatwiej zdecydować, która ekipa była najlepsza. Ale w ciągu ostatnich sześciu lat zdobyliśmy trzy mistrzostwa, pięć pucharów i cztery razy graliśmy w fazie grupowej Ligi Europy. A teraz awansowaliśmy do Ligi Mistrzów. Chyba można powiedzieć, że każda z tych drużyn była bardzo mocna.

Był Pan dużą częścią każdej z tych drużyn. Po tylu latach spędzonych w klubie i zdobytych trofeach czuje się Pan ikoną Legii?
Ikonami z obecnego składu mogą być Miro i Kuba, ja jestem gdzieś z boku. Dużo pracy przede mną by zasłużyć na takie miano.

Do miana legendy urósł Pan za to w internecie. Jako „Kuchy King” jest bohaterem komiksów, memów i żartów. Jak traktuje Pan tę radosną twórczość?
Jest wiele takich akcji. Ktoś wymyślił „Kuchego Kinga” i się przyjęło. Zdaję sobie sprawę z jaką - w cudzysłowie - popularnością spotyka się moja osoba. W wielu społecznościach jestem medialny. Pod scenkami czy komiksami o „Kuchym Kingu” się nie podpisuję, to oczywiście kompletna fikcja. Ale jeśli komuś sprawia to radość czy może się dzięki temu wyładować to proszę bardzo. Mnie to nie rusza. Gdyby było inaczej, dawno by mnie tu nie było. Podchodzę do takich akcji z dużym dystansem. Lubię się pośmiać, niektóre są naprawdę dobre, ale większość to jednak przesada. Wykorzystywanie wizerunku bez mojej zgody jest bardzo słabe. Podszywanie się pod moją osobę jeszcze gorsze. Ale żyjemy w takich czasach, że w ułamku sekundy można coś w internecie znaleźć, przerobić i podać dalej. Oczywiście bez wiedzy najbardziej zainteresowanego.

Odczuwa Pan popularność w życiu codziennym?
Czy ja jestem taki popularny? Jasne, kibice Legii często poznają mnie na ulicy. Podejdą, zagadają, zrobią sobie zdjęcie. Nie mam z tym problemu. Ale jakiejś wielkiej popularności nie odczuwam. Może dlatego, że ludzie oceniają mnie przez pryzmat tego, co widzą w mediach. Gdyby spojrzeli na mnie z perspektywy znajomych czy osób z mojego bliskiego otoczenia, pewnie zmieniliby zdanie.

Michał Kucharczyk prywatnie jest inny niż „Kuchy” na boisku?
O 180 stopni. „Kuchy” na boisku i przed kamerami nie ma nic wspólnego z tym, jak zachowuję się na co dzień. Trzeba umieć rozdzielić życie prywatne od pracy. Staram się to robić, chociaż czasem jest ciężko. Kiedy przegramy i jestem na siebie zły, trudno zostawić to za sobą i przejść do rzeczy codziennych. Ale coraz częściej udaje mi się zostawić sprawy piłkarskie w szatni i nie zabierać ich do domu. Im dłużej jestem w Legii, tym mniej sprawia mi to problemów.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny: Kucharczyk: W Lidze Mistrzów nie mamy nic do stracenia. Mierzymy w wyjście z grupy [WYWIAD] - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

r
roman

mecze LM za darmo

sport-tv.strefa.pl

j
jóźwa

A mówi się, że idiotów nie sieją, to skąd się wziąłna świecie taki psychol jak Kucharczyk  ?

r
realista

Co? Hahahahahahahahahahahahahah

W
Warszawiak z Powiśla

Niestety zespoly z Zachodu Legię zabiegaja, wyklepią, pokonają ustawieniem, taktyką gry i indywidualną techniką. Tym sie różni liga polska od lig niemieckiej czy portugalskiej. Inna sprawa, że BVB Dortmund też przegrała swój ostatni (wczorajszy) mecz ligowy z zespołem z końca tabeli. Ale grać trzeba i warto, bo w piłce nożnej liczy się też szczęście, jakaś niespodziewana kontra, słupki, poprzeczki, błędy sędziów, kontuzje, kartki. Co ciekawe u bukmacherów przewaga Borussi Dortmund nad Legią nie jest wysoka.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3