Lekarze z Jarosławia przyszyli pacjentowi odciętą dłoń

Norbert Ziętal
Tylko profesjonalizmowi i błyskawicznemu działaniu jarosławskich lekarzy Józef Pajda z Malenisk pod Jarosławiem zawdzięcza ocalenie dłoni. Norbert Ziętal
Ciął drzewo na cyrkularce. Podpychał kolejne gałęzie. Nagle zobaczył mnóstwo krwi i własną dłoń wiszącą jedynie na skrawku skóry. Po pięciogodzinnej operacji jarosławscy lekarze zdołali przyszyć pacjentowi odciętą rękę.

To była sobota, zbliżał się wieczór. 48-letni Józef Pajda z podjarosławskich Malenisk kończył ciąć sporą hałdę drzewa. Pracował w przydomowym warsztacie, na typowej cyrkularce. Nic specjalnego, prawie w każdym domu na wsi jest taka. A i on nie wykonywał tej roboty pierwszy raz.

- W zwykły dzień, jak się wróci z pracy, to człowiek nie ma chęci stanąć przy pile. Jest się zbyt zmęczonym. Dlatego do takich robót wybieram soboty. Wtedy przez większość dnia ciąłem drzewo - wspomina.

Jego ręce, a w zasadzie palce, miały już "bliższy" kontakt z piłą tarczową. Pamiątka to dwa obcięte palce lewej dłoni. Stało się to kilka lat temu. Wtedy nawet nie próbował ich ratować.

W pechową sobotę powoli kończył pracę. Podpychał kolejną gałąź. Jakoś lewa ręka sama się ześlizgnęła. Wprost pod ostrze piły.

- Tak naprawdę, to początkowo nawet nic nie poczułem. Trysnęła krew. A ja zobaczyłem, że moja lewa dłoń jest odcięta. Po prostu wisiała na kawałku skóry. Obcięta tuż przy kciuku. Nagle przeszył mnie ogromny ból, nie do opisania - wspomina pan Józef.

Po nieszczęściu miał sporo szczęścia

Wyjątkowo spokojny człowiek. O tym zdarzeniu mówi tak flegmatycznie i cicho, jakby opowiadał nudny film w telewizji. Jednak prawdopodobnie tylko dzięki temu opanowaniu zdołał uratować rękę. Ktoś inny wpadłby w panikę, nie wiedziałby co robić.

- Choć starałem się być spokojny, to czułem, że cały się trzęsę. Bałem się, że zaraz stracę przytomność. Ale podświadomie czułem, że muszę działać, aby ratować rękę - wspomina.

Ktoś inny być może zemdlałby ze strachu albo z widoku krwi. Pan Józef zachował zimną krew. Działał jednak jak automat, jakby w amoku.

- Jakąś starą koszulą owinąłem rękę i wiszący kawałek dłoni. Na szczęście syn był w domu. Popędziliśmy prosto do szpitala - opowiada pan Józef.

Dzisiaj, na chłodno twierdzi, że miał sporo szczęścia. Szybko udało mu się sprowadzić syna. Natychmiastowy wyjazd do szpitala. Ale to sobota wieczór. Przecież mogło nie być pełnego personelu, tylko dyżurujący lekarze.

Szybko dojechał na izbę przyjęć Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu i został skierowany pod opiekę fachowych lekarzy.

Pięć godzin operacji

[obrazek3] Dłoń tuż po zabiegu. (fot. Archiwum)- Kiedy pacjent trafił do nas musieliśmy szybko zdecydować, czy opatrujemy ranę czy podejmiemy próbę przyszycia obciętej ręki - wspomina lek. med. Jerzy Błażejewski, ordynator oddz. urazowo - ortopedycznego COM.

Szybka konsultacja z lekarzami chirurgami Jarosławem Nitoniem i Radosławem Gutem. i decyzja: przyszywamy.

Ok. godz. 20.30 pan Józef trafił na stół operacyjny. Operacja trwała kilka godzin, skończyła się dopiero przed godz. 2 w nocy.

Skomplikowany zabieg. Najpierw lekarze scalili i ustabilizowali kości, później zajęli się odtworzeniem połączeń układu naczyniowego. Mikroskopijnych nerwów, tętnic i ścięgien. Chodziło o przywrócenie krążenia. Nie można było nic pominąć. Na koniec ręką została przyszyta do brzucha. Chodziło o poprawę krążenia.

To była pierwsza taka operacja w jarosławskim szpitalu i najbliższej okolicy.
W Podkarpackiem jedynie szpital w Jaśle ma większe doświadczenie przy podobnych zabiegach. Choć trójka jarosławskich lekarzy wiedziała już, że odniosła sukces to nie rozgłaszała tego dalej. Woleli poczekać na efekty, tzn. mieć pewność, że przyszyta ręką "przyjmie się".

O tym, jak skomplikowany jest zabieg przyszycia skomplikowanego "urządzenia" jaki jest ręka, świadczy choćby to, że jeden z przedmiotów podczas studiów medycyny, w całości poświęcony jest tylko ręce. Wykłady i ćwiczenia trwają cały semestr i kończą się ciężkim egzaminem. W Polsce są już wyspecjalizowane kliniki zajmujące się tylko ręką.

Teraz długotrwała rehabilitacja

- Po pewnym czasie zaczęło mi powracać czucie do palców tej przyszytej ręki. Dopiero wtedy pomyślałem, że będzie dobrze - mówi z uśmiechem pan Józef.

Dzisiaj wiadomo, że największym sprzymierzeńcem tej operacji był czas. Pan Józef natychmiast po wypadku trafił na izbę przyjęć. Tutaj szybko podjęto decyzję o zabiegu. Według fachowców, okres od obcięcia dłoni do jej przyszycia nie powinien być dłuższy niż sześć godzin.

Pan Józef regularnie jeździ na zmiany opatrunków. Nosi rękę pod koszulą. Szczęście w nieszczęściu, że uszkodził dłoń lewej ręki. Jest praworęczny, więc przynajmniej koło siebie może coś zrobić.

- Być może za kilka, kilkanaście dni będą mi mogli odczepić rękę od brzucha. Jednak lekarze uprzedzają, że choć najtrudniejsze mam za sobą, to czeka mnie długotrwała rehabilitacja. Tylko od tego zależy, czy będę miał pełną władzę lewej dłoni - mówi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie