reklama

Maciej Rzeźnik: bywa tak, że na ułamki sekund przestaje bić serce

Miłosz BieniaszewskiZaktualizowano 
Maciej Rzeźnik
Maciej Rzeźnik archiwum
Rozmowa z MACIEJEM RZEŹNIKIEM, rajdowym wicemistrzem Polski.

- Za Tobą najlepszy sezon w karierze. Spodziewałeś się aż tak dobrego wyniku?

- Dwa lata temu zakładaliśmy sobie, żeby w przeciągu dwóch lat znaleźć się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej mistrzostw Polski. Z góry zakładaliśmy, że najprawdopodobniej będzie to trzecie miejsce. Jesteśmy jednak wicemistrzami Polski i to spore osiągnięcie. Tym bardziej, że ten sezon był najtrudniejszy z dotychczasowych.

- W Rajdzie Dolnośląskim, ostatniej eliminacji RSMP, postarałeś się o to, żeby emocje były do końca...

- Rajd Dolnośląski zapowiadał się bardzo dobrze. W trzecim dniu zdarzyło nam się jednak tyle sytuacji, że wyglądało to tak, że nie ukończymy tego rajdu. Na metę wjechaliśmy na kapciu, ale ważne, że do niej w ogóle dojechaliśmy. Wszystko zaczęło się od tego, że przy 150 km/h wylecieliśmy z drogi. Na moje szczęście obróciliśmy się na drodze i dopiero na koniec przy braku kontroli wpadliśmy do rowu. Przy pomocy kibiców i Michała Bębenka, który akurat stał w tym miejscu i koordynował całą akcję wyciągania nas, wróciliśmy na trasę. Na kolejnej pętli mieliśmy awarię skrzyni biegów, co bardzo utrudniało nam jazdę, a na trzeciej pętli, na której już nie miało prawa się nic zdarzyć, złapaliśmy w połowie kapcia. Były też historie, że przestaliśmy się słyszeć, bo był problem z intercomem. Można powiedzieć, że były nerwy z happy endem.

- Sukces jest tym większy, że nie masz takich możliwości, jak część twoich rywali...

- Powygrywaliśmy z dużo większymi zespołami. Wiadomo, że jest to bardzo drogi sport, a budżety decydują, o tym, kto jakie ma przygotowanie. My kilometrów testowych przed rajdem robimy w granicach 30-50, a konkurencja robi ich po 300. To powoduje m.in., że ja największe czucie samochodu mam pod koniec zawodów, a rywale już mają ten komfort na starcie. Te braki wymagają od nas sporego poświęcenia, ale cieszymy się, bo możemy się ścigać i spełniać swoje marzenia.
- Zostawić za plecami choćby kogoś takiego jak Tomasz Kuchar, to na pewno powód do zadowolenia?

- Tomek Kuchar jeździ w rajdach trzy razy dłużej niż ja i ma trzy razy więcej doświadczenia ode mnie. Dysponuje na pewno większym zespołem, a i pewnie budżetem. On, Maciek Oleksowicz, czy Wojtek Chuchała to są dużo większe zespoły od naszego.

- Kajetan Kajetanowicz ponownie był nie do ugryzienia. Jest na niego jakiś sposób?

- Na pewno jakiś jest, ale jeszcze nie wiemy jaki. Kajetan ze swoim zespołem jest przygotowany na każde warunki panujące na drodze. Sporo ludzi nad nim pracuje. Ma ogromny budżet, co umożliwia mu duże ilości testów. Na ten moment "ugryźć" się go nie dało, ale wierzymy, że jesteśmy w stanie się z nim ścigać.

- Nie brakowało Tobie w stawce Grzegorza Grzyba? Jakby nie patrzeć z nim znasz się najlepiej...

- Można powiedzieć, że Grzesiek wytyczył mi drogę, w sensie startowania na Słowacji i z nim zaczynałem całą przygodę rajdową. Teraz dostał możliwość startowania właśnie na Słowacji, ale życzyłbym mu, aby znów startował u nas w Polsce.

- Można powiedzieć, że sezon miałbyś w pełni udany, gdybyś wygrał któryś z rajdów. Zabrakło tej wisienki na torcie?

- Może właśnie ta chęć wygrania była powodem, tego że w ostatnim rajdzie wypadliśmy z drogi. Po dwóch dniach byłem drugi z małą stratą do lidera i po głowie chodziła myśl, że fajnie byłoby zaatakować i zobaczymy co się stanie. Wszystko się zgadzało do pewnego momentu (śmiech). Po tej sytuacji już wiedzieliśmy, że wygrana w rajdzie jest niemożliwa. Priorytetem cały czas było jednak wicemistrzostwo Polski i na tym koncentrowaliśmy się.

- Pomimo tylu przygód najbliżej wygranej byłeś właśnie na Dolnym Śląsku?

- Tam byłem tego najbliżej. Rajd był ciężki, bo padało, było ślisko, a na drodze leżało dużo liści i błota. My w tych warunkach, po odpowiednim nacięciu opon, wygraliśmy nawet najdłuższy oes i to z dużą przewagą. To dobrze prognozuje na przyszłość i pokazuje, że jesteśmy w stanie ścigać się w każdych warunkach.

- Sukces to, co oczywiste powód do zadowolenia, ale w naszym kraju nie brakuje ludzi zawistnych. Odczułeś już to na swojej skórze?

- Na razie spotkałem się z samymi gratulacjami i ludźmi życzliwymi. Nie zastanawiam się nad tymi zawistnymi.

- A może ktoś już próbował się "podpiąć" pod Twój sukces? W takim momencie szybko pojawiają się "przyjaciele"...

- Ja czegoś takiego nie zauważam. Może tak jest, może nie. Myślę jednak, że nie. Mam dużo znajomych i przyjaciół oraz ludzi, którzy we mnie wierzyli od samego początku i im za to bardzo dziękuję, bo to jest nasz wspólny sukces.

- Można powiedzieć, że byłeś bardzo regularny przez cały sezon. Trzykrotnie stawałeś na podium, i tyleż samo razy byłeś tuż za nim. To jest właśnie przepis na sukces?

- Faktycznie jechaliśmy bardzo równo w tym sezonie. Staraliśmy się popełniać jak najmniej błędów. Widzimy jednak jeszcze rezerwy w wielu miejscach i przy większej ilości testów jesteśmy w stanie dużo szybciej jeździć.

- Nie tylko na Dolnym Śląsku, ale przez cały sezon kłopotów i przygód na trasach nie brakowało?

- Generalnie rajdy to taki sport, że startując do oesu z punktu A do punktu B musimy jechać jak najszybciej. W jego trakcie jest wiele różnych akcji, na które my, jako zawodowcy już nie reagujemy. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Zwykły kierowca takich sytuacji przez całe życie może mieć trzy, a my na jednym odcinku mamy ponad trzydzieści. Jest sporo zabawy w wielu miejscach, ale są też takie sytuacje, że na ułamki sekund przestaje bić serce. To jest właśnie ta adrenalina, która nas do tego sportu przyciąga.

- Jaka atmosfera panuje w parku serwisowym? Jest miejsce na przyjaźnie?

- Między kierowcami atmosfera jest dobra, wszyscy ze sobą rozmawiamy i żartujemy. Kiedy jednak pojawia się czas na rywalizację, to jak w każdym sporcie koleżeństwo schodzi na drugi plan.

- Kto Ciebie zaskoczył na plus, a kto na minus?

- Spodziewałem się tempa, jakim jechali moi rywale. Może trochę więcej spodziewałem się po Maćku Oleksowiczu, który ma za sobą doświadczenia zebrane w mistrzostwach świata i Europy. Byłem przekonany, że będzie grał pierwsze skrzypce. Wszyscy staraliśmy się jechać bardzo szybko, niektórzy z większymi, a inni z mniejszymi przygodami.
- W Rajdzie Rzeszowskim było kilka nowości i zająłeś II miejsce. Jak z perspektywy czasu wspominasz ściganie w rajdzie domowym?

- Na tych trasach czuję się zdecydowanie najpewniej. Jazda w takich oesach, gdzie znamy większość drogi jest zupełnie inna, ale i presja jest dużo większa. Przychodzą znajomi, przyjaciele i zawsze chcemy wypaść jak najlepiej. To na pewno dla nas wyjątkowy rajd.

- Dla Ciebie chyba jest ważne, że tym drugim miejscem zatarłeś wspomnienia z poprzedniego roku, kiedy nie ukończyłeś Rajdu Rzeszowskiego?

- Dwa lata temu byliśmy drudzy, przed rokiem też jechaliśmy w pierwszej trójce, ale wyleciałem z drogi i urwałem koło. W tym roku znów zajęliśmy drugie miejsce. Chciałbym się doczekać takiego momentu, kiedy w Rzeszowie przyjadę pierwszy.

- W Rajdzie Polski miałeś okazję ścigać się z najlepszymi polskimi kierowcami, Robertem Kubicą czy Krzysztofem Hołowczycem. Na pewno to dla Ciebie ciekawe doświadczenie...

- Tegoroczny Rajd Polski wyglądał wyjątkowo dramatycznie, bo opady deszczu spowodowały, że droga wyglądała bardziej na samochody terenowe niż osobowe. Wielu kierowców miało wielkie problemy, włącznie z tymi fabrycznymi. Przykładem może być Robert Kubica, który już w pierwszym dniu urwał koło. To na pewno bardzo fajny rajd, ale trzeba się do niego mocno przygotować, a jak wspomniałem na początku, dysponujemy ograniczonymi możliwościami. My po szutrze i luźnej nawierzchni jeździmy bardzo mało, choć nie powiem, że jej nie lubię. Chyba większość kierowców woli się ścigać na luźnej nawierzchni, bo frajda z jazdy jest zupełnie inna.

- To był najtrudniejszy rajd tego sezonu?

- Ze względu na panujące warunki, zdecydowanie tak. Oczywiście nie ominął nas błąd, wylecieliśmy z drogi i rajd się dla nas skończył.

- Na którym rajdzie jeździło Ci się najlepiej?

- Wiadomo, w Rajdzie Rzeszowskim (śmiech).

- Przed wami jeszcze Barbórka, ale to już będzie tylko zabawa. Przed rokiem pojechałeś dla kibiców i zrobiłeś show. Tego samego możemy się spodziewać teraz?

- Barbórka jest o tyle specyficzna, że jeden błąd, nawet mały, czyli strata kilku sekund, powoduje, że ściganie się o najwyższe lokaty schodzi na drugi plan. Odcinki są bardzo krótkie i nie ma, gdzie odrabiać tych sekund. Planujemy wystartować autem klasy WRC i jeśli wszystko się poukłada tak jak chcemy, to na pewno będziemy robić show i jechać też oczywiście po zwycięstwo.

- Kiedy zaczynasz przygotowania do nowego sezonu?

- Teraz mamy przerwę i myślimy o wyjeździe na wakacje. Mocne przygotowania zaczniemy, jak tylko śnieg spadnie. Mój treningowy samochód jest w stu procentach gotowy do treningów. Najpewniej w przyszłym roku w kalendarzu pojawi się rajd zimowy w Arłamowie, więc jeżeli tylko pokaże się śnieg i warunki będą umożliwiały trenowanie, to wyjeżdżam i zamykam się w lesie na miesiąc.

- W nowym sezonie będziesz się ścigał tym samym autem?

- Myślę, że nie. Już w tym roku weszła nowa klasa R5. To samochód, jakim Kajetan Kajetanowicz wygrał Rajd Polski. Są bardzo podobne do tych, jakimi jeździłem do tej pory, czyli S2000, ale to są samochody turbinowe z silnikiem 1.6. Zobaczymy czy budżet nam na to pozwoli, ale chcemy i wierzymy, że do takiego auta się przesiądziemy w nowym sezonie.

- Planujesz jakieś starty zagraniczne?

- Jak co roku pewnie będą startował na Litwie, Łotwie i w Estonii. Tak bardziej treningowo. Są to piękne rajdy zimowe.

- W następnym sezonie Rajd Polski będzie w kalendarzu WRC...

- Myślę jednak, że większość kierowców z Polski nie pojedzie w nim. To nie jest runda mistrzostw Polski, a wiadomo z czym się wiąże taki rajd. Ma praktycznie dwa razy tyle kilometrów, co rajdy RSMP i sporo to kosztuje. Nas nie będzie stać na to, aby w nim wystartować. Tam przejechanie jednego kilometra kosztuje 200 euro.

- Jakie masz oczekiwania na nowy sezon?

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Będziemy chcieli wyjeździć mistrzostwo Polski, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, że nie będzie o to łatwo. Na pewno głównym celem będzie pierwsza trójka, ale nie ukrywam, że mamy smaki na coś więcej.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3