Makroregion juniorów. Podkarpacie porównało się do dobrych marek

Marcin Jastrzębski
Juniorzy młodsi Karpat Krosno (na niebiesko) w pojedynkach z Wisłą Kraków nie zdobyli punktów (bramki w dwumeczu 1-3), ale nie odstawali od makroregionalnego mistrza. – Grając z takimi drużynami, chłopcy zyskali cenne doświadczenia. Przekonali mnie, że nie mamy się czego wstydzić – uważa trener Jan Eustachiewicz.
Juniorzy młodsi Karpat Krosno (na niebiesko) w pojedynkach z Wisłą Kraków nie zdobyli punktów (bramki w dwumeczu 1-3), ale nie odstawali od makroregionalnego mistrza. – Grając z takimi drużynami, chłopcy zyskali cenne doświadczenia. Przekonali mnie, że nie mamy się czego wstydzić – uważa trener Jan Eustachiewicz. fot. Tomasz Jefimow
Z czwórki podkarpackich drużyn rywalizujących w zakończonych rozgrywkach makroregionalnych, dwie liczyły się w walce o najwyższe miejsce.

Zarówno w przypadku juniorów starszych Stali Stalowa Wola, jak i juniorów młodszych Stali Mielec, można mówić o niedosycie. Trzeba jednak pamiętać, ze oba kluby utalentowanymi chłopakami wspierały swoje pozostałe drużyny, w tym te seniorskie.

Dobra nadrzędne
Jasną sytuację miał Jaromir Wieprzęć, opiekun juniorów starszych Stali Stalowa Wola, który na wiosnę tymczasowo pełnił też rolę trenera I zespołu. II-ligowiec był zagrożony spadkiem i kadrę I drużyny wzmacniali najlepsi juniorzy.

- Odbijało się to na jakości gry zespołu młodzieżowego, ale dobrem nr 1 jest pierwszy drużyna. Na wiosnę kolejni chłopcy zaliczyli debiuty w II lidze i to jest nie mniej cenne doświadczenie od tego, które zebrali w makroregionie - zauważa Wieprzeć, którego zespół zakończył rozgrywki na 3. miejscu ze stratą 6 punktów do zwycięskiej Cracovii. Nasz zespół po porażce w Nowym Sączu (trzy kolejki przed końcem) stracił pewność siebie, ale w końcówce cała czołówka gubiła punkty i chłopcy ze Stalowej Woli mogli jeszcze namieszać.

- Jesteśmy zadowoleni z tego co pokazaliśmy, ale nie da się nie zauważyć naszych błędów. Po przegranej z Sandecją powinniśmy lepiej przyłożyli się do meczu z Widokiem (u siebie porażka 0-1). Moglibyśmy do ostatniej kolejki liczyć się w walce o 1. miejsce - zauważa Patryk Tur, zawodnik "Stalówki"

Za wąska kadra
Zakładanego planu nie wykonali juniorzy starsi Stali SprintExpress Rzeszów, którzy po nierównej grze zajęli szóste miejsce.

- Chcieliśmy być w pierwszej czwórce, ale nie powinniśmy rozpaczać - ocenił trener Jacek Sowa.

- Nasz zespół falował formą. Obok dobrych meczów, mieliśmy również zaskakująco słabsze. Nie wszystko można tłumaczyć brakiem podstawowych zawodników, których powoływano na mecze pierwszego zespołu do II ligi. Jednak nie mamy tylu zawodników na wysokim poziomie, którzy niezauważalnie mogliby wypełnić te luki - tłumaczył Sowa, który zwracał uwagę to, że niektórzy rywale mogli sobie pozwolić na rotacje w składzie bez obniżania poziomu sportowego.

- W dwumeczu z Koroną w zespole z Kielc, w rewanżu w Rzeszowie wystąpił tylko jeden zawodnik z pierwszego spotkania, które rozgrywaliśmy w Kielcach - przypomina Sowa.

Pomimo przedsezonowych zapowiedzi, rzeszowska młodzież mogła tylko pomarzyć o treningu na bocznym boisku trawiastym i o regularnej grze na naszej głównej płycie.

Konkretne pochwały
Juniorzy młodsi Stali Mielec na terenie zwycięscy ligi Wisły Kraków wygrały 3-0. Zespół Romana Borawskiego zanim złapał odpowiednią formę stracił mnóstwo punktów i po szarpanym starcie, przez moment był nawet na ostatnim miejscu w tabeli.

- Wtedy spotykaliśmy z krytyką, a nie każdy zwracał uwagę na przesunięcia w zespołach, które pozbawiły mnie 4 solidnych chłopaków. Jeśli dołożę do tego kontuzje i wyjazdy na zgrupowania kadry, to wychodziło na to, że np. w przegranym meczu w Krośnie grałem w sumie bez 7 podstawowych chłopaków - podkreślał Borawski, którego zespół obronił się imponującą formę w drugiej części rozgrywek.

- Nie ma przypadki w dobrej grze chłopaków pod koniec ligi. Jestem pewien, że sporo z nich zaistnieje w poważnej piłce - twierdzi trener Borawski, który dziękując chłopakom i ich rodzicom pożegnał się z tym zespołem.

Mieli porównanie
Na plus w pierwszych kolejkach zaskakiwali juniorzy młodsi Karpat Krosno, których atutem było własne (stosunkowo małe) euroboisko.

- Nie można nas oceniać tylko przez pryzmat zdobytych punktów. Cieszę się, że chłopcy dostali możliwość porównania się z mocnymi zespołami z m. in. Małopolski. Na tle Wisły Kraków czy Sandecji nie wypadliśmy blado - ocenił Jan Eustachiewicz, trener krośnian, który nie robi tragedii z tego, że jego juniorzy zakończyli makroregion na ostatnim (ósmym) miejscu.

- Było jasne, że nie będziemy grać o najwyższe cele. Choć rzadko punktowaliśmy, to żadnego meczu nie oddaliśmy bez walki. Mieliśmy spore braki. Nie ma co czarować, chłopakom brakuje zarówno umiejętności jak i ogrania. Najbardziej doskwierał nam brak rasowego napastnika - podsumował Eustachiewicz.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
OBSERWATOR

To co sie dzieje u juniorow starszych Stali Rzeszow to skandal i brak slow. Trener sie wypowiada ze chieli  miec 4 miejsce ??? Z czym do ludzi. Naprawde szkoda mi tych chlopakow. Te ,,treningi'' w niczym nie przypominaja treningow pilkarskich a poprostu zwykle wf-y szkolne. Najgorsze jest to ze jak wkoncu powstaly te 2 boiska, to nic się nie zmienilo. Z tego co widze to kazdy trening polega na rzuceniu pilki i niech sobie chlopaczki graja. Zalosne, a pozniej wielkie zdziwienie ze na tle innych druzyn juniorzy stali graja ,,kick and rush''. Szkoda wiecej gadac...

Dodaj ogłoszenie