Marta Niewczas spotkała się z Marcinem Warchołem. Zostanie wiceprezydentką Rzeszowa?

Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska
Marta Niewczas: prezydent Rzeszowa powinien być gospodarzem, który ma w sercu problemy i oczekiwania mieszkańców miasta. Jest w końcu za Rzeszów odpowiedzialny. Bartosz Frydrych
"Przygotowanie do walki z mistrzynią świata" - napisał w sieci minister Marcin Warchoł pod zdjęciem z Martą Niewczas. Czy kandydat na prezydenta Rzeszowa naznaczony przez Tadeusza Ferenca, szuka sojuszników wśród znanych rzeszowian? Czego dotyczyło spotkanie? Jakie padły propozycje? O to pytamy samą Martę Niewczas, byłą rzeszowską radną.

Pani spotkanie z ministrem Warchołem wywołało spore zainteresowanie. Zamierzacie Państwo współpracować w nadchodzących wyborach na prezydenta Rzeszowa?

Rozmowy trwają. Rozmawiam z każdym, kto zaprasza mnie na polityczną kawę. Jestem otwarta na rozmowy o tym, co jest dla nas - wszystkich mieszańców miasta - ważne.

Rzeszów i jego mieszkańcy są mi bliscy. Przez ostanie 18 lat, prezydentury Tadeusza Ferenca, był tutaj odstawiony kawał dobrej roboty, a my staliśmy się dumnymi rzeszowianami w Polsce. Teraz przyszedł moment, w którym jest kryzys, ponieważ nie mamy wyraźnej politycznej elity, która chwyciłaby byka za rogi. Dlatego podkreślam, że trzeba rozmawiać. Na razie z mojej strony nie ma żadnych decyzji, ani żadnych propozycji. Jest dialog o tym, co jest ważne dla Rzeszowa.

Czy otrzymała Pani inne zaproszenia na "polityczną kawę"?

Spotykałam się i odbierałam telefony od różnych osób zaangażowanych w politykę. Pan minister Warchoł bardzo profesjonalnie podchodzi do sprawy. Buduje drużynę ludzi, którzy są związani z Rzeszowem nie tylko rodziną, edukacją, czy zamieszkaniem, ale także mają ten rzeszowski gen i mentalność rzeszowianina. Znają potrzeby, które są oczywiste dla ludzi, którzy się tu urodzili i którzy na co dzień funkcjonują.

Pani zdaniem można odczuć, że minister Warchoł bardzo chce być przywódcą rzeszowian?

Bardzo chce. Zamierza wprowadzić młodość do Ratusza, zmienić oblicze tego miasta, jednocześnie nie robiąc rewolucji. Jeśli chodzi o rozwój miasta, jego poszerzanie, innowacyjność, chce on kontynuować politykę Tadeusza Ferenca. Jednak dla mnie najmniejszą wartością w mieście powinna być polityka. Jeśli droga nie zostanie zrobiona, to nie będzie nią jeździł i przedstawiciel PO, i PiS, i Lewicy. Po 12 latach bycia w Radzie Miasta Rzeszowa, mam inne postrzeganie pracy na rzecz miasta.

Dla mnie kandydatem na prezydenta musi być człowiek, który kocha Rzeszów, jest pracowity, potrafi poświęcić się dla tego miasta, wyrzec się - bardzo często - życia prywatnego. Tworzę w głowie obraz "idealnego prezydenta" i mówię głośno swoje oczekiwania, bo też taka jest moja rola.

Rozumiem, że rozmowy z Marcinem Warchołem przebiegały w dobrej atmosferze?

Tak. Głównie dyskutowaliśmy o Rzeszowie. O tym, co powinniśmy wszyscy zrobić, aby wszystkim się żyło lepiej. Nie były to rozmowy polityczne, a pan minister uszanował moją prywatność i poglądy. Jeśli z kimś będę współpracować, to właśnie wymagam szacunku do moich poglądów, niezależności i indywidualnego myślenia.

A czy prezydent Rzeszowa nie powinien być przede wszystkim rzeszowianinem?

Prezydent Rzeszowa powinien być gospodarzem, który ma w sercu problemy i oczekiwania mieszkańców miasta. Jest w końcu za Rzeszów odpowiedzialny. Prezydent Ferenc wyznaczył tak wysoką poprzeczkę, że teraz nikomu nie będzie łatwo, żeby dorównać mu w przeciągu tych najbliższych dwóch lat. A przecież każdy kandydat musi przedstawiać pomysł na program na kilka lat.

Uważam, że to czeka nas fajny czas, żebyśmy się wszyscy, jako mieszkańcy, obudzili i potrafili wybierać i rozstrzygać, kto ma potencjał i dobre wykształcenie. Czy to jest człowiek mądry? Czy potrafi mówić w języku angielskim? Czy jest to człowiek, dla którego estetyka i etykieta jest ważna? To w jaki sposób przemawia, nas wszystkich reprezentuje. Dla nas wszystkich szykuje się niezwykły challanege.

Co Pani myśli o tak dużej liczbie chętnych na fotel prezydenta Rzeszowa?

To, że ta paleta kandydatów będzie duża, to chyba dobrze. Arsenał broni można mieć, ale i tak wybieramy tę najskuteczniejszą. I zapewne ta liczba jeszcze urośnie. Rzeszowianie muszą podczas niedzielnych obiadów rozmawiać nie tylko o samym prezydencie, ale też o jego współpracownikach. Kandydat powinien ich przedstawić, bo to jest zaplecze odpowiedzialne za wiele decyzji w mieście. Rodziny nie powinny patrzeć na nich przez pryzmat polityczny.

Widziałaby się Pani w roli wiceprezydentki Rzeszowa?

Nie rozmawiam z nikim na ten temat. Jestem w trakcie przewodu habilitacyjnego, realizuję się naukowo, pracuję z zawodnikami, których przygotowuję do europejskich i światowych zawodów sportowych. Nie myślę o tym, ale jeśli pojawi się to dobra propozycja, to ją przyjmę. Będzie to dla mnie honor i zaszczyt pracować na rzecz mieszkańców i naszego miasta.


ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z Markiem Bajdakiem, po. prezydenta Rzeszowa

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Kolejna celebrytka na sznurkach... źle to świadczy o panu Warchole

G
Gość

Nikt jeszcze nie został prezydentem, a już powołują wice.

Ludzie nie dajcie się tam mamić. Wybierzmy dobrze, bo później znowu będzie tylko narzekanie.

Trzeba skończyć z tą hołotą polityczną. Tylko prezydent obywatelski nie połączony pępowiną z partią jakąkolwiek.W tych czasach wszyscy politycy to świnie, dla których najważniejsze jest koryto nic więcej.

Druga sprawa czy taka odważna osoba jest w Rzeszowie.

G
Gość

Pancia przyklei się do każdego. Tfu!

Dodaj ogłoszenie