Marta Niewczas: zalepianie dziur to nie nasze zadanie

Rozmawiał Tomasz Ryzner
Marta Niewczas
Marta Niewczas Archiwum
Rozmowa z MARTĄ NIEWCZAS, radną Rzeszowa, członkiem Komisji Sportu w UM w Rzeszowie, wielokrotną mistrzynią świata w karate tradycyjnym

- Wstrzymała się pani od głosu podczas głosowania w komisji sportu nad wnioskiem o dodatkowe dotacje dla kilku rzeszowskich klubów. Zaskakujące jak na sportsmenkę z krwi i kości.
- Poczucie odpowiedzialności kazało mi się wstrzymać od głosu.

- Miasta nie stać na półmilionową dotację?
- Nie jest to suma, którą, ot tak, bez trudu można wygospodarować. Chodzi jednak o coś innego. Potrzebny jest jasny system przyznawania dotacji. Zanim zaczniemy dzielić pieniądze, należałoby wiedzieć na przykład, jak w tych klubach pracują trenerzy, czy mają sukcesy, ilu sportowców tam trenuje, czy na trybunach są kibice, jak masowe to dyscypliny. Przed przyznaniem kredytu bank sprawdza wiarygodność klienta. Przy dotacjach dla klubów zasady powinny być podobne.

- Dużo tych wątpliwości, a czas ucieka. Kluby muszą się zgłaszać do rozgrywek, przedstawić gwarancje finansowe.
- Rozumiem, ale chciałabym podkreślić, że zadaniem miasta jest wspieranie sportu dzieci i młodzieży, a nie utrzymywanie seniorskich zespołów. Nie może być tak, że z klubu odchodzi sponsor i my mamy zalepiać dziury w budżecie.
- W mniejszych miastach klub potrafi dostać z ratusza milion, albo i więcej.
- W Rzeszowie mamy kilka drużyn w ekstraklasie, sporo w niższych ligach. Każdy oczekuje pomocy. Ba! Kiedy powstanie jakieś stowarzyszenie, już woła o pieniądze, choć jeszcze nic nie pokazało. Należy pomagać, ale trzeba się zastanowić, jak to zorganizować, by efekt był jak najlepszy. Milionowe dotacje dla poszczególnych klubów to nie rola miasta. Z drugiej strony dawanie każdemu, kto się zgłosi po 5, 10 tysięcy też nie ma sensu, bo za takie pieniądze też nic się nie zdziała. Powtórzę, musimy się zastanowić nad kryteriami przy przekazywaniu dotacji. Przypadkowe akcje nie rozwiążą kłopotów.

- Prezesi klubów mówią, że bez wsparcia miasta wyczynowe piłkarstwo upadnie.
- Nikomu nie życzę upadków. Ale z tą piłką to jest dziwnie. Przeznaczamy środki na szkolenie, a klub sprzedaje zawodnika, gra na chwałę tego czy innego miasta. A co z tego ma Rzeszów? Pracuję w urzędzie 12 lat i znam problemy sportu. Walczyłam o stypendia sportowe, środki dla trenerów. Pisałam uchwałę, przekonywałam ludzi. Nie stawiam pytań złośliwe, tylko uważam, że reguły muszą być klarowne. Witek wpadł na pewien pomysł (Witold Walawender, członek komisji sportu, który zainicjował akcję pomocy klubom - przyp. red.), ale w czasie posiedzenia komisji mówiliśmy o wszystkim, tylko nie tym, skąd wziąć pieniądze. Poza tym, jeśli je wypłacimy, mogą się zgłosić działacze kolejnych klubów i usłyszymy "ejże, my też mamy kłopoty, daliście im, to i nam pomóżcie".

- Powiedzmy jednak, że pojawi się te pół miliona i na sesji rady miasta odbędzie się głosowanie nad przyznaniem dotacji. Co pani zrobi?
- Nie lubię populizmu, ale nie jestem zajadłym wrogiem tego pomysłu. Dlatego też jedynie wstrzymałam się od głosu. Mam prawo mieć zastrzeżenia. Jeśli pieniądze się znajdą, prezydent poprze pomysł, będę za pomocą dla klubów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie