MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Martwe zwierzęta, zniszczone domy i pola. Harta próbuje pozbierać się po wielkim gradobiciu. Wojewoda: przysługują trzy zasiłki

Wideo
od 16 lat
Martwe zające, sarny i bociany w polach, a drób w przydomowych gospodarstwach. Elewacje domów, jak po ostrzale z broni ręcznej, zdewastowane panele fotowoltaiczne na dachach, wybite okna, z upraw rolnych niewiele zostało. To efekt kilku minut sobotniego gradobicia w Harcie.

Jerzy Karnas pokazuje kompletnie potrzaskane korytka rynnowe, okalające dach domu i dziury w elewacji budynku.

- Woda ze śniegiem i gradzinami waliła drogą i przelewała się przez moje podwórko - opowiada, pokazując pochyłą dróżkę przy domu. - Nagle czarna chmura i grad, jak gołębie jaja. Nie było co i jak ratować, z domu nie wychodziłem, bo by mnie zabiło. I tak dziwnie z ukosa waliło.

Kilka minut kataklizmu

Od godz. 12.30 w sobotę telefon alarmowy Ochotniczej Straży Pożarnej w Harcie nie przestawał dzwonić. W krótkim czasie druhowie odebrali ponad 200 zgłoszeń z błaganiem o pomoc.

- Najgorzej ucierpiała południowa strona Harty - opisuje Krzysztof Kuś, członek zarządu miejscowego OSP. - To takim pasem szło. U kolegi dwie kule wybiły okno i wpadły do salonu, budynek remizy też ucierpiał, bo nowa elewacja została potrzaskana, plastikowe obudowy klimatyzatorów porozbijane, przednia szyba wozu operacyjnego całkiem potrzaskana zbita.

Wesele w remizie też było wyjątkowe. Parkujący wóz firmy cateringowej stracił szyby, podobnie, jak samochód zespołu muzycznego, w którym kule gradu roztrzaskały i szyby i gitarę wewnątrz. Prezes OSP bawił właśnie na weselu brata.

- Musiałem natychmiast zmienić garnitur na mundur i do akcji - opowiada Artur Szczutek. - Pod moim domem stoją trzy samochody z rozbitymi szybami, elewacja też do remontu.

W sobotę o godz. 14. strażacy z Harty mieli rozpocząć manewry, półtorej godziny wcześniej zaczęli plandekami zabezpieczać podziurawione dachy i wybite okna. W sumie 17 zastępów, także z sąsiednich OSP, próbowało ratować sytuację. Ci z Harty łatali budynki jeszcze całą niedzielę i poniedziałek.

Straty, wszędzie straty

- Najstarsi z mieszkańców nie pamiętają takiego gradobicia - zapewnia Maria Pałac, sołtyska Harty. - Najbardziej ucierpiały stare domy, kryte dachówką, ale nawet te nowe, jeszcze nie zamieszkałe, będą wymagać remontu. I mnóstwo budynków gospodarczych. Ludzie w rozpaczy, szczególnie rolnicy, bo niektórzy z stracili całe uprawy. Pan wójt Dynowa zorganizował w remizie sztab kryzysowy, poszkodowani dzwonili nieustająco, niektórzy mocno zniecierpliwieni, bo każdy chciał, żeby jego dobytek zabezpieczyć jak najszybciej.

Trzy samochody parkujące pod jej domem też nadają się do serwisu, a ściany do remontu. Córkę nawałnica zastała w przestrzeni otwartej, nim zdążyła schronić się przed lodem z nieba, pięć kul trafiło ją w plecy i nogi. Na szczęcie żadna w głowę. Cudem uniknęło tragedii małżeństwo, które podróżowało samochodem z maleńkim dzieckiem. Zdążyli się zatrzymać i uciec do najbliższego budynku, gdzie znaleźli schronienie. Z szyb auta niewiele zostało. Na drogach Harty co rusz można natknąć się na samochód bez tylnej szyby. Najbardziej zapobiegliwi zamaskowali potrzaskane szkło folią, te z pokruszoną przednią nie ruszają się z podwórek.

Nie sposób odgadnąć, jakim algorytmem kierowała się natura: jeden budynek z posiekaną elewacją ściany północnej lub zachodniej, na niektórych dachach panele fotowoltaiczne w strzępach, sąsiedni budynek niemal nietknięty, także na panelach brak śladów zniszczeń. Za to pola, jak po przejściu szarańczy.

- Straciłem 13 hektarów kukurydzy, razem z rzepakiem, grochem i innymi, to razem będzie ze 30 ha - denerwuje się Dominik Sieńko. Szczęście w nieszczęściu, że areał ma rozsiany w kawałkach po okolicy, bo nie będzie miał co zbierać „tylko” z połowy.

- Sąsiad stracił 20 ha kukurydzy. Jak się zaczęło, to był w tunelu foliowym, trzymał się konstrukcji, żeby go razem z folią nie porwało. Ja wtedy byłem w hali magazynowej, kiedy z działki sąsiada przywiało mi na halę jego dwa blaszane garaże. Miałem szczęście, że mnie nie trafiły - dodaje Sieńko.

Wójt Dynowa Wojciech Piech jest wyraźnie porażony tym, co zobaczył podczas niedzielnej inspekcji w Harcie.

- Mamy nadzieję, że będzie można skorzystać z zasiłków celowych dla poszkodowanych w wyniku klęsk żywiołowych – mówi. – Wartość pomocy - do 200 tysięcy złotych, przy czym ubezpieczeni będą musieli odliczyć z tej pomocy sumę otrzymaną od ubezpieczycieli. W szczególnie trudnej sytuacji są rolnicy, w zasadzie każdy z nich stracił sto procent upraw.

On, a przede wszystkim rolnicy, czekają na komisje Podkarpackiej Izby Rolniczej i Ośrodka Doradztwa Rolniczego, które maja oszacować wartość strat w uprawach. Tymczasem gminna komisja już zaczęła określać straty, jakie gradobicie poczyniło na budynkach mieszkalnych.

Pomoc finansowa dla poszkodowanych

Jak przekazała wojewoda, poszkodowanym przysługują trzy zasiłki. Na pomoc doraźną w wysokości do 6 tys. zł, na remont budynku gospodarczego do 100 tys. zł, a na pomoc w odbudowie domu do 200 tys. zł.

- Jesteśmy gotowi uruchomić pomoc z dnia na dzień. Prosiłam samorządowców, żeby nie czekali, aż zbiorą wszystkie protokoły, wystarczy nam komplet dokumentów od pojedynczych osób i natychmiast przekażemy płatności dla mieszkańców - powiedziała wojewoda Teresa Kubas-Hul.

Martwe zwierzęta, zniszczone domy i pola. Harta próbuje pozb...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24