Między niebem a ziemią

    Między niebem a ziemią

    WANDA MOŁOŃ

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Christian Schmeissner prowadzi w Miłocinie sklep z akcesoriami modelarskimi.

    Christian Schmeissner prowadzi w Miłocinie sklep z akcesoriami modelarskimi. ©KRYSTYNA BARANOWSKA

    - Mentalność macie podobną do naszej, jedynie język nie przystaje do słuchu Austriaka, więc wszystkie szeleszczące i świszczące głoski zlewały mi się w jeden dźwięk. Ale czego się nie robi dla ciemnej blondynki?
    Christian Schmeissner prowadzi w Miłocinie sklep z akcesoriami modelarskimi.

    Christian Schmeissner prowadzi w Miłocinie sklep z akcesoriami modelarskimi. ©KRYSTYNA BARANOWSKA

    Christian Schmeissner opuścił rodzinny Salzburg dla kobiety. Był przedstawicielem austriackiej firmy w Polsce. Ani przypuszczał, że osiedli się w Rzeszowie dopóki nie poznał Beaty. Znała niemiecki ("ma talent do języków, w Salzburgu nie poznali, że to Polka"). On pół roku potrzebował na opanowanie polskiego i rozróżnianie językowych szelestów. Doczekali się dwóch córek. Starszej Dorotce wybrał imię ojciec, młodszą, niespełna miesięczną, nazwie żona. Mówi, że pracując w Niemczech nie zdołał zawrzeć żadnej przyjaźni, natomiast w Polsce może odwiedzić dom znajomych bez konieczności uprzedniego zapowiadania się. To lubi.
    Kiedy tylko słońce osuszy łąkę w Przybyszówce natychmiast wybiera się na latanie, czyli puszczanie modeli samolotów sterowanych z ziemi falami radiowymi. Pierwszy samolocik wysłał w powietrze w Salzburgu. Miał wówczas 15 lat i był, jak większość nastolatków, bez pieniędzy. Poszukał pracy. Pierwszą wypłatę przeznaczył na garnitur, drugą - na specjalne radio emitujące fale radiowe umożliwiające sterowanie statkiem powietrznym.

    Miotła może polecieć

    Przyznaje, że pierwszy rok budowania latających modeli przyniósł same straty. Pierwszy samodzielnie skonstruowany samolocik wzbił się w powietrze dopiero po półtorarocznych próbach. - Latał dwie, trzy minuty i rozbił się podczas lądowania - śmieje się wytrawny modelarz, dla którego żadna konstrukcja nie ma tajemnic. - Miotła też może polecieć w przestworza, nawet kosiarka. To tylko kwestia napędu, odpowiedniego silnika lub zespołu silników.
    Z każdym nowym sezonem, wiosną, kiedy dojeżdża na lotnisko w Przybyszówce czuje ten sam niepokojący ucisk w trzewiach - czy model wystartuje? Zwyżkuje adrenalina, człowiek nie wie jak model zachowa się w powietrzu?
    W zimie, aby nie wyjść z wprawy, modelarze pasjonaci trenują "na sucho", na komputerach. Co trzeba, aby zbudować model? - Niewiele, kilka listewek sosnowych, klej, japoński papier i można zaczynać - doradza Christian, od ponad dwudziestu lat zajmujący się modelarstwem. Skonstruował w życiu ponad czterdzieści modeli, również najtrudniejszych w realizacji helikopterów.

    Znikają z oczu

    - Helikopter ma brzydki charakter - śmieje się modelarz - ponieważ jest tak skonstruowanym urządzeniem, że bez pomocy człowieka nie poleci jednego metra. Trzeba czuwać nad pracą modela w powietrzu, który w przestworzach pozostaje dziesięć, piętnaście minut.
    Największy samolot salzburskiego (obecnie rzeszowskiego) modelarza miał rozpiętość skrzydeł trzy i pół metra, najmniejszy - sześćdziesiąt centymetrów. Utrzymują się w powietrzu tak długo, jak długo wystarczy paliwa - od kilkunastu minut do kilku godzin. Szybowiec może cały dzień latać w przestworzach.
    - Dwudziestu kilku modelarzy kosi trawę i lata - mówi Ch. Schmeissner. - Nie ma lepszego relaksu po pracy, sposobu na odreagowanie napięć. Jest człowiek, model i niebo. Tylko tyle i aż tyle.
    Prywatne lotnisko, ze stumetrowym pasem startowym, przygotowali w Przybyszówce, na polu wynajętym od miejscowych rolników. Piloci, Marek Szufa i Andrzej Perłowski, latający Boeingami na trasie Warszawa - Nowy Jork mówią - jak przypomina modelarz - że łatwiej im prowadzić potężne maszyny, niż sterować modelem helikoptera.
    Bywa że modelarze z pomocą lornetki śledzą bieg samolocików. Ruchy powietrza mogą wyciągnąć nawet trzymetrowej rozpiętości model tak wysoko, że zniknie z oczu.
    - To są chore ludzie - mówi Austriak o sobie i kolegach modelarzach. W głosie akceptacja. - Jeden z naszych kolegów rozbił kilka modeli i odgrażał się wielokrotnie, że rzuca wszystko, jedzie do domu. Po kilku dniach pojawił się w "Model-sporcie", moim sklepie, po listewki i balsę, najlżejsze drzewo na ziemi. Klei od nowa, bo modele wciągają niczym narkotyk.

    Latanie zamiast szwendania

    Zachował członkostwo w klubie salzburskim, skupiającym ponad 300 osób. Mówi, że tamtejsi modelarze zajęli się upowszechnianiem modelarstwa, jako sposobu na wypełnienie młodzieży czasu wolnego od zajęć, antidotum na papierosy i narkotyki. Młody człowiek pochłonięty modelami wyda na listewki zamiast na alkohol. Może by tak w Polsce szerzej upowszechniać modelarstwo? Istnieje mocny ośrodek w Krośnie, ze świetnymi modelarzami - Kazimierzem Ginalskim, prekursorem modelarstwa podkarpackiego oraz Grzegorzem Peszke, zapalonym pasjonatem. Tym bardziej, że już za kilkanaście złotych można zbudować model szybowca. Nie potrzebuje silnika, sznurkiem wyciągnie go w powietrze. Starzy modelarze posiadają po kilkanaście modeli samolotów. Niektóre latają z prędkością ponad 140 km na godzinę. Rzeszowska grupa planuje większe lotnisko w Świlczy, na czterech hektarach, z dwustumetrowej długości pasem startowym.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo