Najpierw we wsi Kraczkowa zaginęły dwa psy. Następnie w odległości 200 metrów od domów jeden z mieszkańców znalazł zwłoki jednego z nich. Martwe zwierzę było niemal doszczętnie zjedzone. Tego samego dnia kawałek dalej, pod lasem widziano wilka.

Kraczkowa to duża wieś leżąca między Rzeszowem, a Łańcutem. Jest największym sołectwem gminy Łańcut, mieszka w niej ponad 3700 osób. Dotychczas mieszkańcy narzekali jedynie na duży ruch samochodów na drodze krajowej nr 94, gdzie często dochodziło do wypadków i potrąceń pieszych. Od tygodnia boją się wyjść z domu.

Dzikie zwierzę blisko zabudowań

W ubiegłym tygodniu jednemu z mieszkańców Kraczkowej zaginął pies dużej rasy. Chociaż było to drugie tego typu zaginięcie czworonoga w niedługim czasie, nikt nie podejrzewał, że psom mogło się stać coś złego.

- Aż do wtorku. Jeden z sąsiadów wracając z pracy samochodem zauważył, że na łące przy drodze leży coś czarnego. Zatrzymał auto poszedł sprawdzić co to takiego. Okazało się, że to jeden z zaginionych psów. Był zagryziony. Zostały z niego w zasadzie same kości. Tylko po głowie można było rozpoznać, że to właśnie to zwierzę

– mówi Łukasz Techman, sołtys Kraczkowej.

CZYTAJ TEŻ: Była zgoda na odstrzał wilka w Wołkowyi, ale drapieżnik nie dał się zabić

Niedługo później ten sam mężczyzna, który znalazł zwłoki psa, dostrzegł nieco dalej i sfotografował wilka. Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że to on zagryzł znalezionego psa. Co sie stało z drugim, nie wiadomo.

- Do dzisiaj nie wrócił do domu, prawdopodobnie także został zagryziony. Mieszkańcy są zaniepokojeni, gdyż to wszystko miało miejsce w odległości 200 metrów od zabudowań. A przecież równie dobrze ofiarą mógł paść człowiek. Tym bardziej, że robi się coraz cieplej i mieszkańcy coraz chętniej wychodzą na spacery – mówi Łukasz Techman. Tłumaczy, że w bezpośrednim sąsiedztwie znaleziska jest osiem domów, ale 200 metrów dalej zaczyna się Cierpisz, gdzie teren jest znacznie gęściej zabudowany. Przebiega tędy także popularna droga na Magdalenkę.

ZOBACZ ZDJĘCIA
Zobacz galerię
- Próbowałem szukać pomocy w kole łowieckie, ale mają związane ręce, gdyż wilki są pod ochroną. Polecono nam kontakt z policją i urzędem marszałkowskim. Na odpowiedź na jakiekolwiek pismo trzeba jednak długo czekać, a do tragedii może dojść w każdej chwili – rozkłada ręce Łukasz Techman.

Sygnały nie tylko z Kraczkowej

Mieszkańcy Kraczkowej o pomoc poprosili władze gminy. Okazuje się, że takich sygnałów do gminy dotarło więcej.

- Mamy zgłoszenia nie tylko z Kraczkowej, ale także z innych miejscowości. Obecność wilków w naszej okolicy potwierdzają nadleśniczy i koła łowieckie. Sami też obserwujemy ich obecność, chociażby poprzez zmniejszenie populacji saren, na które wilki najpewniej polują

– mówi Jakub Czarnota, wójt gminy Łańcut.

WIĘCEJ: Wilczy terror w Wołkowyi - drapieżniki przestały się bać. Wilcze watahy wchodzą między domy

Z obserwacji urzędników i leśników wynika, że zwierzęta są obecne w lesie między Kraczkową, Cierpiszem i Albigową.

- Wilk to zwierzę objęte ochroną, a więc koła łowieckie odmawiają odstrzału tych zwierząt. Musiałoby na to wyrazić zgodę ministerstwo. W tej sytuacji wystąpiliśmy z pismem do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Prosimy w nim o pomoc i kontrolę przyrostu populacji wilków, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Czekamy na odpowiedź – mówi Jakub Czarnota.

ZOBACZ TEŻ: Wilczy terror w Wołkowyi

POPULARNE NA NOWINY24: