Muzyka to kwiaty w ogrodzie

    Muzyka to kwiaty w ogrodzie

    KRZYSZTOF URBAŃSKI

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Muzyka to kwiaty w ogrodzie

    ©AUTOR

    Rozmowa z GWENDOLYN BRADLEY, amerykańską sopranistką, gościem V Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego MIELEC 2003: - Często pani występuje w miastach, takich jak Mielec?
    Muzyka to kwiaty w ogrodzie

    ©AUTOR

    - Z tego co wiem, mieszka tu ponad 60 tys. ludzi, a więc nie jest to małe miasto. Poza tym w śweicie muzycznym jest takie powiedzenie, że nie ma małych miejsc i części świata, czasami są tylko małe umysły. Zdarza się, że występuję w miastach podobnych do Mielca. Muszę przyznać, że właśnie one są najczęściej słodkimi miejscami. Tak też było i tym razem. Tutejsza publiczność była wspaniała, gorąca i chcę jej za to podziękować

    - Mielec nie ma dużej sali koncertowej, dlatego Festiwal odbywa się w kościele.
    Co pani sądzi o takim pomyśle?

    - Koncert w kościele to nie tylko wyjątkowa sceneria. To także pewne uduchowienie, które odczuwam. Atmosferę tego miejsca odzwierciedlał program koncertu, który był dobrany odpowiednio do nastroju i charakteru miejsca. Jednocześnie kościół nie nadaje się do prezentacji każdego rodzaju muzyki, więc jest też pewne ograniczenie organizacyjne. Ale z mojego punktu widzenia, jako wykonawcy, wszystko było wspaniale. Jak odebrała koncert publiczność trzeba zapytać tych, którzy zasiedli w ławach kościoła.

    - W swoim repertuarze ma pani utwory zarówno kompozytorów klasycznych, barokowych, jak i religijne pieśni współczesne. Który z tych nutrów jest pani najbliższy?
    - Rzeczywiście, są to różne style pochodzące z różnych okresów w historii ludzkości. Chcę porównać muzykę, którą wykonuję do kwiatów w ogrodzie. Jeden kwiat, kwiat jednego gatunku może być całym ogrodem, ale ogrodem może być także wiele kwiatów o różnych kolorach i zapachach. I ten drugi typ ogrodu jest na pewno piękniejszy. Dlatego o wiele bardziej preferuje muzykę bogatą w różne style. A poza tym muzyka to muzyka...

    - W 1999 r. występowała pani na festiwalu w Łańcucie. Pamięta pani ten koncert?

    -O tak, doskonale. Pamiętam wspaniały zamek i niezwykłą scenerię. Z tego czarującego występu mam pamiątkę, która powoduje, że bardzo ciepło wspominam Łańcut. Podczas koncertu jeden z panów zasiadających na widowni namalował mój portret przy fortepianie i podarował mi go. To był wyjątkowy prezent, który odebrałam jako wyraz sympatii i podziękowania za występ. Tak szczególny podarunek mogłam otrzymać tylko w Polsce.

    - W naszym kraju występuje pani w towarzystwie polskich muzyków. Jak ocenia pani tę współpracę?

    - Po raz pierwszy towarzyszył mi pianista Artur Jaroń i nasz występ uważam za wspólny sukces. Poza tym bardzo cenię polskie orkiestry, które mogę porównać do najlepszych na świecie. Wasi muzycy są profesjonalistami, co wpływa na wysoką jakość współpracy.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo