Każdego roku na Podkarpaciu organizowanych jest około dziesięć polowań zbiorowych. Reporterka "Uwaga! TVN" uczestniczyła w jednym z nich. Polowanie zostało zaplanowane w kole łowieckim „Bór” w Birczy. Uczestniczyło w nim dziesięciu myśliwych i naganiacze.

- Polowanie to nasze hobby. Chodzi przede wszystkim o obcowanie z przyrodą. Nie poluje się po to, by zabijać. W powszechnej świadomości mamy kiepski wizerunek. Ludzie, którzy mieszkają w miastach nie mają pojęcia o tym, co robimy i dlaczego. Myśliwi zajmują się gospodarką łowiecką, regulują populację zwierząt – podkreśla Tomasz Łaski, myśliwy z koła łowieckiego „Bór” w Birczy.

Myśliwi zostali rozstawieni przez głównego łowczego, co około sto metrów. Wcześniej wylosowali swoje stanowiska. Naganiacze mieli do przejścia pod górę około dwa kilometry.

- Polowanie to mądra ingerencja w świat przyrody. Musi być poprzedzona wieloma obserwacjami. Kiedy tak się na nie spojrzy, dopiero wówczas rozumie się sens naszej pracy – dodaje Tomasz Janowicz, leśnik i myśliwy.

Napięcia na linii społeczeństwo – myśliwi nie są niczym nowym. Zwierzęta, głównie dziki przeszkadzają rolnikom. To im koła łowieckie płacą odszkodowania za wyrządzone szkody.

- Linia napięcia między myśliwymi a rolnikami istnieje od zawsze. Rolnicy mają żal, że watahy dzików przychodzą i niszczą ich uprawy. Z perspektywy rolników najlepiej byłoby gdyby dzik zniknął całkowicie, ale nie możemy na to pozwolić - mówi Janowicz.

Z początkiem stycznia wybuchła medialna burza. Ministerstwo środowiska ze względu na występowanie groźnej dla świń choroby, afrykańskiego pomoru świń (ASF) , wskazało na konieczność wzmożonego odstrzału dzików.

- W Gdańsku zdarzało się, że dziki chodziły po ulicach. Jeśli nie regulowalibyśmy ich ilości, to w niedługim czasie, te dziki były tak liczne jak samochody na naszych ulicach – komentuje Stanisław Pajączek, myśliwy.

Wniosek ministerstwa odczytano jako wezwanie do masowego odstrzału, grożącego eliminacją gatunku. Zaczęły się protesty.

- Nie może być sytuacji, w której nie będzie okresu ochronnego dla dzików. Nie ma możliwości by myśliwi strzelali do prośnych loch, albo przekraczali ilość sztuk do odstrzału. Etyka myśliwego na to nie pozwala. To nie tak, że jesteśmy mordercami i wystrzelamy wszystko, co się rusza – zaznacza Stanisław Pajączek.

Niedługo po wniosku ministerstwa okazało się, że planowany odstrzał ma być nawet mniejszy niż w zeszłym roku, a także, że ministerstwo nie wydało nakazu strzelania do prośnych loch.

- Są żelazne zasady, których się trzymamy. Chodzi między innymi o szybkie dobicie trafionej zwierzyny, tak aby się nie męczyła oraz nie strzelanie do samic w okresie ochronnym – komentuje Stanisław Pajączek.

- Jestem przeciwny żeby wybić wszystkie dziki, tego nie wolno nam zrobić. Ustrzelenie lochy w okresie ochronnym to hańba dla myśliwego – zaznacza Arkadiusz Wiśniowski.​