Nowy prezes Miejskiego Zakładu Komunikacji, który urzęduje od lipca, chce przywrócić zlikwidowane w przeszłości kursy. Jednak flota pojazdów, jaką dysponuje, nie pozwala mu na to.

Problem dotyczy przede wszystkim linii regularnych, czyli kursów poza granice miasta. W tej chwili jarosławskie MZK ma tylko dwie takie linie: nr 2 do Pełkiń i nr 12 do przystanku Wietlin-Osada. Jeżdżą na nich dwa 25-letnie mercedesy, a właśnie te linie przynoszą spółce duże zyski.

W przypadku awarii jednego z mercedesów, do obsługi linii regularnych pozostaje jedynie rezerwowy 22-letni autosan. Jest tak dlatego, ponieważ 10 autobusów marki SOR, kupionych 6 lat temu z unijnym dofinansowaniem, obsługuje jedynie linie miejskie i nie może wyjeżdżać poza granice miasta.

Takie ograniczenie na SOR-y nakładały warunki dotacji. Na dodatek zasada, która miała obowiązywać do końca przyszłego roku, została przedłużona do końca 2018 r., ponieważ w przeszłości autobusy wyjeżdżały poza Jarosław, co wykazały kontrole Urzędu Marszałkowskiego.

Linie regularne i wynajem to czysty zysk

Kolejnym ograniczeniem „unijnych” SOR-ów jest to, że nie można ich wynająć, co też przynosiłoby duży dochód dla zakładu. - To byłby dla nas czysty zysk. Mercedesy są wolne tylko w weekendy, kiedy nie kursują linie regularne. Każdy woli jednak wynająć nowy autobus. Ale kolejne autobusy są nam potrzebne przede wszystkim do tego, żeby uruchomić linię regularną nr 5 oraz żeby mieć rezerwowy pojazd w przypadku awarii. Teraz zdarza się tak, że nasi mechanicy muszą pracować w nocy, żeby kurs nie był następnego dnia zawieszony - wyjaśnia prezes MZK Władysław Gruba.

Sytuacja finansowa, którą nowy prezes zastał w spółce nie była dobra. Strata 1,2 mln zł, nadal spłacany kredyt za wkład własny do zakupu SOR-ów (do końca 2017r.) i debet na bieżące wydatki. - Musimy uruchomić linię nr 5, którą dziennie jeździło 1,5 tys osób i mamy sygnały, że jest taka potrzeba. Ta linia przynosiła spore dochody – mówi Władysław Gruba.

Pytany o konkurencję ze strony prywatnych przewoźników mówi, że linie 2 i 12 radzą sobie dobrze, również dzięki dużej ilości wykupionych biletów miesięcznych, a MZK jest postrzegany jako solidny przewoźnik. Prezes planuje też uruchomienie nowego kursu w mieście. - Gdybyśmy mieli więcej autobusów, moglibyśmy uruchomić też dodatkowy kurs linii "0", przed godz. 5 rano z PZZ. Mamy sygnały, że wiele osób nie ma jak dojechać stamtąd na dworzec, na najwcześniejsze pociągi do Rzeszowa - dodaje.

Kolejny problem ze starymi autobusami, pojawi się od lipca przyszłego roku.

- Każdy autobus będzie musiał mieć podjazd dla osób niepełnosprawnych - mówi Władysław Gruba. - W mercedesach mamy szerokie drzwi, powyżej 1 m. Przeróbki postaramy się zrobić jak najszybciej, ale w autosanie już tego nie zrobimy. Może być taka sytuacja, że wypadną mi 3 autobusy, dlatego nie mogę czekać do ostatniej chwili - zapowiada.

Na razie prezes MZK poprosił burmistrza o pieniądze na zakup dwóch używanych autobusów. Jeden kosztuje ok. 250 tys zł. Spółka chce kupić dwa identyczne 9,5 metrowe SOR-y jak te, które jeżdżą teraz po liniach miejskich. Różnica byłaby jednak taka, że te mogłyby wyjeżdżać poza miasto i być wynajmowane. - Co prawda byłyby to autobusy używane, ale jedynie trzyletnie, więc i tak o połowę młodsze od tych SOR-ów, które jeżdżą teraz na liniach miejskich – zauważa.

Rada miasta jednomyślnie poparła uchwałę przygotowaną przez burmistrza Jarosławia o przekazaniu 200 tys. zł do MZK. Jest to jednak za mało nawet na jeden autobus. Prezes obiecał, że postara się znaleźć brakujące pieniądze na pierwszy z autobusów. Zapowiada jednak, że ze starań o zakup drugiego nie zamierza rezygnować.