„NA PSA UROK!”. Licealistki z Rzeszowa odczyniają zły los zwierząt, czyli zbiórka na schronisko Kundelek

dw
Krzysztof Łokaj
Dziś (5 maja) na rzeszowskich bulwarach odbędzie się zbiórka pieniędzy na rzecz schroniska Kundelek. Wśród atrakcji koncerty i pokazy tresury psów

Impreza odbędzie się w godzinach 14-22. W godz. 14-19 organizatorzy zapraszają na piknik rodzinny. Przygotowano liczne atrakcje: zjeżdżalnie, balony, popcorn i food trucki. Będą im towarzyszyć pokazy tresury psów, wywiady z wolontariuszami schroniska i weterynarzami. O godz. 15 odbędzie się rozstrzygnięcie konkursu plastycznego dla szkół podstawowych. Od godz. 19 zacznie się część koncertowa dla miłośników dobrej muzyki. Wystąpią Dominika Kobiałka, Clockwork Mind, Insani, The Louders oraz finałowo - Le Moor.


ZOBACZ TEŻ: Pies Nero, który pilnował bazaru na Dołowej w Rzeszowie, znalazł nowy domy

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Miastowy a mimo to mądry
W dniu 05.05.2018 o 14:42, Tomek napisał:

Też tak uważam. Właściciel tego psa do mądrych nie należy, bo pozwala by jego pupil robił szkodę sąsiadowi.


Ja z kolei używam petard. Też robią dobry skutek. Obszczymurki przerywaja sikanie i startują jak z procy.
k
konrad

Kuratorium Oświaty zgodnie z obowiązującym prawem powinno stanowczo zabronić szerzenia komunistycznych praktyk jakie związane są z koszarowaniem naszego wspólnego dobra jakim są psy.
Pies powinien mieć prawnego właściciela a nie być własnością wszystkich podatników.
Trzeba młodych ludzi edukować w duchu odpowiedzialności za swoich podopiecznych a nie uczyć ich skrajnej nieopowiedzialności jakim jest scedowanie starszych ludzi czy psów na garnuszek gminy.

k
komendant OSP

A ty "Bing (1)" co sądzisz o losie bezdomnych psiuń i suń?

m
mec. February Furga
Moja znajoma ekolożka, miłośniczka zwierząt, wegetarianka, feministka, zwolenniczka wolnej miłości, jak też eutanazji i przerywania ciąży na życzenie, przeciwniczka kary śmierci, wierząca w horoskopy, czary, magię i we wróżby oraz interesująca się tarotem, astrologią, ezoteryzmem, okultyzmem, wampiryzmem, neopogaństwem, świętymi księgami religii Wschodu, reinkarnacją, neomarksistowską ideologią gender, zjawiskami paranormalnymi i UFO, należąca do „Stowarzyszenia Obrońców Prawa do Życia Zwierząt Rzeźnych”, aktywistka „Frontu Wyzwolenia Zwierząt Łownych”, przeciwniczka łowienia ryb i zbierania grzybów, fanka Ryszarda P. i jego ruchu, wyborczyni postępowych, antyklerykalnych i proeuropejskich ugrupowań politycznych, mówiąc krótko – w każdym calu postępowa i tolerancyjna Europejka, uważa, że pies to jeszcze nie człowiek, ale już nie zwierzę. To jest po prostu nasz młodszy, szarobury brat, żywa, mająca duszę, czująca i umiejąca kochać istota, której należy się poszanowanie, co warto podkreślić, jest wyraźnie napisane w ustawie o ochronie zwierząt. Dlatego też właśnie z tego powodu nigdy nie zwróciłaby najmniejszej uwagi właścicielowi pieska nawet za to, że jego ulubieniec zrobił kupkę na chodniku, plaży czy trawniku lub nawet pod oknem, niezależnie od wielkości tej kupki. Wszak nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa.
Moja znajoma czasami w ramach wolontariatu popracuje w schroniskach dla bezdomnych zwierząt, gdzie każda psiuńka ma swoją zamykaną na kłódkę drucianą klatkę o wymiarach zgodnych z polskim, wzorowanym na unijnych standardach, prawem i przebywa tam na koszt podatnika aż do naturalnej śmierci. Z jednego schroniska raz ją pogonili, bo zauważyli, że zjadła trochę kaszy, którą gotowali dla psiaków. Po prostu była głodna, niemniej jednak było jej bardzo głupio z tego powodu, ponieważ przez nią jakiś bezdomny pies też mógł być głodny. Mimo tej drobnej wpadki, muszę z całą stanowczością stwierdzić, że koleżanka ta jest naprawdę prawdziwą ideową ekolożką. Myje się wyłącznie w czystej i zimnej wodzie, nie używa żadnych mydeł, szamponów, balsamów, odżywek i tym podobnych bzdur, a wokół niej na dość znaczną odległość rozchodzi się zapach potu, moczu, kału lub ryb w zależności od pory dnia i pory roku. W jej skromnym mieszkaniu nie ma łóżka, jest tylko materac wypchany słomą czy trzciną. Bardzo porządna dziewczyna, ma tylko pewien problem, nie może znaleźć pracy no i jakiegoś chłopaka. Ale zawsze z wielką, nieukrywaną troską i ze łzami w oczach pochyla się nad każdym bezdomnym pieskiem, rozdeptanym robaczkiem, czy ptaszkiem ze złamanym skrzydełkiem. Na początku stycznia każdego roku i to za darmo wycina czerwone serduszka i klei kolorowe puszki dla wolontariuszy Jurasa. Nigdy też nie opuściła żadnej manify, parady równości i miłości, czy przystanku, uczestniczy praktycznie we wszystkich protestach ekologicznych łącznie z przywiązywaniem i wieszaniem się na drzewach, a za udział w tego typu akcjach zawsze dostanie od organizatorów, tak jak i inni protestujący, parę ładnych groszy. Ma dziewczyna potem z czego żyć.
Spytała mnie, czy słyszałem o piesku „baliticu”, który sobie dryfował w zimie kilka lat temu na krze po Zatoce Gdańskiej. Nie słyszałem, mimo że podobno o tym ważnym wydarzeniu było głośno w mediach całego świata. Okazało się, że psinka ta dostała honorowe obywatelstwo miasta Gdyni. A w czasie powodzi w maju i czerwcu 2010 roku podobno uratowano kilka tysięcy psów z zalanych terenów. Taka liczba po prostu w głowie się nie mieści. Moja koleżanka rozpłakała się, gdy usłyszała tą niesamowitą wiadomość. Nawet więźniowie z Zakładu Karnego w Dębicy uznali, że trzeba pomóc psom, które ucierpiały w czasie powodzi i za darmo zbudowali dla nich kilkadziesiąt drewnianych, przestronnych i ocieplanych bud. Jest to bardzo piękny gest ze strony osadzonych oraz wielka pomoc, na którą to w pierwszej kolejności i z wielkim utęsknieniem oczekiwali powodzianie. W jesieni tego samego roku do bulwersującego zdarzenia doszło na Śląsku, które również otrzymało właściwą medialną oprawę. Otóż wyrzucono z jadącego samochodu psa o imieniu „bąbel”. Tylko szybka oraz fachowa pomoc lekarska uratowała mu życie i zdrowie. Moja koleżanka wyraziła nadzieję, że śląska policja odłożyła na bok śledztwa w sprawie morderstw, gwałtów i rozbojów oraz dołożyła, bez zwracania uwagi na koszty, wszelkich starań mających na celu ujęcie i osadzenie w Strzelcach Opolskich, Wołowie, Rawiczu, Barczewie, czy w innym miejscu odosobnienia tego niezwykle groźnego przestępcy, który wyrzucił „bąbla” z pędzącego samochodu.
Moja znajoma zauważyła też, że kilka lat temu doszło do wiejącego zgrozą psiego dramatu w Świnoujściu. Jakiś nazista, gdyż trudno inaczej nazwać tego człowieka, w biały dzień zakopał sunię dobermana w ziemi na jednym z osiedli w tym mieście w taki sposób, że wystawała nad powierzchnię tylko głowa. Sunia samodzielnie próbowała się wydostać z tej pułapki lecz niestety nie udało się jej to. Przybyły na miejsce zdarzenia lekarz stwierdził zgon. Następnie przyjechali pracownicy schroniska, którzy z należytym szacunkiem i pietyzmem, co było wyraźnie zaprezentowane w programie interwencyjnym pewnej proeuropejskiej polskojęzycznej stacji telewizyjnej, wyciągnęli z dołu zwłoki poległego psa i ułożyli go z namaszczeniem na białym prześcieradle. W trakcie wykonywania tych czynności nikt nie odezwał się ani jednym słowem, a wokół panowała przejmująca grobowa cisza. Na szczęście, jeżeli można tak powiedzieć, w tym przypadku finał tego dramatu znalazł swój epilog w sądzie, ponieważ w wyniku doniesienia złożonego przez czujnych mieszkańców osiedla, na którym doszło do tego zabójstwa, policja zdołała ująć mordercę psa. Miejmy nadzieję, że sprawca tej wyjątkowo podłej zbrodni został należycie ukarany z całą surowością polskiego i unijnego prawa. Jednak należy w tym miejscu wyrazić ubolewanie, iż świadkowie tej tragedii, widząc co się dzieje, nie wzięli sprawy w swoje ręce i nie przeszkodzili w zabójstwie psiuni. Szkoda też, że nie podano terminu pogrzebu zamordowanego dobermana oraz w jakim rycie i na czyj koszt odbyła się ta smutna ceremonia, która mogłaby zgromadzić wielotysięczne rzesze postępowych Europejczyków, w tym gejów, ekologów, obrońców praw zwierząt, roślin i grzybów, przedstawicieli masonerii, solidaryzujących się w pogrążoną w żałobie psią rodziną.
Kilka lat temu do zapierającego dech w piersiach horroru doszło w Mielcu. Otóż psy ze schroniska w tym mieście były wywożone do Niemiec. Dopiero ostry protest tamtejszych miłośników zwierząt o wyjątkowo patriotycznym nastawieniu położył kres tym haniebnym praktykom. Prawdopodobnie mieleckie psy po przywiezieniu na miejsce, były poddawane ostrej selekcji rasowej. Osobniki o czystym aryjskim pochodzeniu, np. owczarki alzackie i niemieckie, dobermany, brodacze monachijskie – sznaucery, płochacze niemieckie, posokowce bawarskie i hanowerskie, gończe niemieckie i westfalskie, czy dogi niemieckie, były umieszczane w ośrodkach Lebensbornu, gdzie poddawano je germanizacji, a następnie przekazywano do adopcji niemieckim rodzinom. Natomiast pozostałe psiuńki o wybitnie polskim i słowiańskim rodowodzie oraz mieszańce (Mischling) były obiektem różnych eksperymentów pseudonaukowych, po zakończeniu których gazowano i przerabiano je na nawóz dla roślin doniczkowych. Całą tą sprawę ujawnili, wyspecjalizowani w poszukiwaniu tego typu niesamowitych historii, pracownicy opiniotwórczej i niezwykle poczytnej Gazety Wyborczej.
Nie do pozazdroszczenia jest los psów służbowych, które nie nadają się już do pracy w służbach mundurowych. Zamiast wysłać je na zasłużoną i pełnopłatną emeryturę, są przekazywane do eutanazji bez ich zgody. To skandal, jak można tak traktować naszych szaroburych braci.
Moja znajoma wyraźnie zaznaczyła, iż niemal codziennie można przeczytać, usłyszeć i zobaczyć w polskojęzycznych mediach o przypadkach znęcania się nad psami. Na przykład jakiś bandyta przywiązał psiuńkę do samochodu i potem go ciągnął, aż urwała mu się głowa, inny zwyrodnialec zostawił psa na przejeździe kolejowym na pewną śmierć pod kołami nadjeżdżającego pociągu, a jeszcze inny morderca zakopał „barrego” żywcem w lesie, jakieś bydlę zostawiło „fiszera” pod mostem na Wisłoku w Rzeszowie, lub jakiś inny oprawca zabił psa, wytopił z niego smalec, a resztę zwłok pożarł. Moja koleżanka, gdy usłyszała tą ostatnią wiadomość, z wykrzywioną od bólu miną, wykrzyknęła – to ludożerca! Mając na uwadze te wszystkie fakty, usilnie i to z pełną determinacją podkreśliła, iż to są niesłychane rzeczy, które są nie do pojęcia przez rozum przeciętnego cywilizowanego antyklerykalnego genderowego Europejczyka. Stosunkowo niedawno doszło do ujawnienia niesłychanie brutalnego pobicia psa „oczko” w okolicach Przemyśla. Zbulwersowani internetowi werbalni miłośnicy tej psiuńki skrzyknęli się i ponoć ufundowali nagrodę w wysokości 5 tys. złotych dla donosiciela, który ujawni sprawcę tego okrutnego czynu. Jak dotąd, nie ujawniono tego bandyty.
Zatem w świetle przytoczonych faktów należy skonstatować, że wszystkie te pieski, które zdołano uratować od niechybnej śmierci, oprócz honorowego obywatelstwa swoich miejscowości, powinny mieć jeszcze przyznane czynne i bierne prawo wyborcze. Niestety postulat ten nie został uwzględniony w znowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt, niezbędnej do prawidłowego rozwoju i funkcjonowania naszego kraju. Wprowadzenie zakazu obcowania płciowego ze zwierzętami, w tym, oczywiście z psami, nie załatwia sprawy. Nie uregulowano również kwestii dostępu psów do suk i odwrotnie w schroniskach, jak też kwestii przeprowadzania aborcji lub zapłodnień „in vitro” u suk na ich życzenie. A byłoby to politycznie poprawne, zgodne z duchem dzisiejszych czasów no i oczywiście korespondowałoby z obowiązującymi standardami w krajach Unii Europejskiej. A w czasie wyborów powszechnych zawsze można byłoby liczyć na dodatkowe psie głosy na jakąś proeuropejską genderową antyklerykalną partię.
T
Tomek
W dniu 05.05.2018 o 11:36, gosc napisał:

W przeciwienstwie do niektorych ludzi naprawde mądre.

Też tak uważam. Właściciel tego psa do mądrych nie należy, bo pozwala by jego pupil robił szkodę sąsiadowi.
g
gosc
W dniu 05.05.2018 o 10:59, Tomek napisał:

Mój sąsiad ma małego psa, który chodzi na wolności i z umiłowaniem obsikiwał moje tuje. Kupiłem wiatrówkę, a że mam celne oko to po wystrzale piesek z wielkim piskiem uciekał przed siebie. Od tej pory obsikuje jedynie betonowy słup. Psy to naprawdę mądre stworzenia.

 

W przeciwienstwie do niektorych ludzi naprawde mądre.

m
mec. February Furga
Drodzy miłośnicy i wielbiciele psiuń, suń i tym podobnych stworzeń, muszę pochwalić się, że też lubię psy. Inni zmieniają żony, a ja sobie średnio raz na rok zmieniam psa. Wolno mi tak postępować, ponieważ, zgodnie z obowiązującym prawem polskim i unijnym, można wziąć lub oddać za darmo każdego psiaka. Nie można nimi handlować, zakładać hodowli i ich rozmnażać, bez odpowiednich zezwoleń. Mając na uwadze te przepisy i fakty, nie muszę więc martwić się o jego ułożenie, wytresowanie, wyszkolenie, itp. Moim dzieciom pieski bardzo szybko się nudzą. Teraz to już siódma lub ósma psiunia jest w naszym domu. Zaraz ją śmiesznie nazwą, jakoś tak: „major”, „komuszko”, „bambi”, „gejek” lub „pedek” czy jakoś tak, trudno spamiętać te wszystkie imiona. Wyobraźcie sobie taką komendę „major do nogi”. Można paść ze śmiechu. Zawsze tak do wakacji trzymamy sobie takiego pieska, a jak już wyjeżdżamy na urlop, to oddajemy do schroniska, bo nie ma co z nim zrobić. Do samolotu z psem nas nie wezmą. Chociaż ostatnio to musiałem wywieźć na pewną wieś koło Warszawy, bo w schronisku nie chcieli i znajomi też nas pogonili. Pojechałem więc do tej wsi i zapytałem pierwszego lepszego chłopa z brzegu, czy nie chce psa, oczywiście za darmo. Nie chciał. Powiedziałem, że dopłacę do niego 50 zł. Chłop wtedy chętnie wziął i mało co ręki mi nie urwał. Stać mnie na taki gest, dałbym mu nawet stówę, gdyby chciał, jestem prawnikiem, pracuję w znanej warszawskiej kancelarii adwokackiej i dobrze tam zarabiam. Jednak nie wiem jak jest u was na prowincji, ale u nas to podwarszawskie chłopstwo jest strasznie pazerne na pieniądze, za parę groszy, to nawet gówno by wziął. Do lasu psa nie chcę wypuszczać, zabijać go siekierą, przywiązywać za głowę do samochodu, zostawiać na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem, czy wyrzucać do rzeki i w ten sposób pozbywać się kłopotu, bo to niehumanitarne, no i oczywiście niezgodne z polskim prawem i unijnymi standardami. Nie chciałbym też w ten sposób obciążać swojego sumienia. Przecież pies to nie zabawka, lecz zdolna do miłości i mająca duszę istota, która po śmierci trafia po „tęczowym moście” do nieba, a nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa. Innym razem sprzedałem kaganiec i smycz z mojego psa, a jego samego w ramach promocji dorzuciłem gratis znajomemu Wietnamczykowi (honor nie pozwalał mu brać czegokolwiek za darmo), który prowadzi taki przyuliczny bar o wdzięcznej nazwie „Hau hau”. Wolno mi było tak postąpić, prawo unijne i polskie zezwala na nieodpłatne przekazywanie psów jakimkolwiek osobom. Zawsze tak robię przed wakacjami, jak nie chcą wziąć psinki do schroniska. Dziwię się, że właściciele schronisk dla bezdomnych psów nie wejdą w układy z Chińczykami, Wietnamczykami czy Koreańczykami. Przecież oni bardzo lubią psy, tak jak my Polacy lubimy drób czy świnki. Taka współpraca byłaby korzystna dla wszystkich, no i naturalnie, zgodna z unijnym i polskim prawem, a w takich schroniskach byłoby czysto, schludnie i nie byłoby przegęszczenia, co też byłoby zgodne z wszelkimi unijnymi dyrektywami i standardami. A na prawie znam się, ponieważ jestem, jak już wspomniałem, prawnikiem.
Po powrocie z wakacji zawsze bierzemy nowego psiaka ze schroniska lub z zarejestrowanej hodowli, bo dzieci by zaraz się dopytywały gdzie piesek. Byłbym bez serca, gdybym tak nie postąpił, w przeciwnym razie moje dzieci mogłyby też mnie oddać do schroniska, gdy będę już stary. A tak mają nowego, a w domu robi się jakoś radośniej. Zawsze sprawiamy sobie młode pieski, mają takie fajne, mokre i pocieszne mordki, no i takie, wiadomo, nie odgryzą dziecku główki, rączki lub paluszka, no i oczywiście robią małe zdrowe kupki, podobne do kupek „bruna” z telewizyjnej reklamy, a jak się moim dzieciom znudzą, to zaraz ktoś ze wsi, czy ze schroniska je sobie weźmie. Oczywiście za darmo.
T
Tomek

Mój sąsiad ma małego psa, który chodzi na wolności i z umiłowaniem obsikiwał moje tuje. Kupiłem wiatrówkę, a że mam celne oko to po wystrzale piesek z wielkim piskiem uciekał przed siebie. Od tej pory obsikuje jedynie betonowy słup. Psy to naprawdę mądre stworzenia.

g
gosc
W dniu 05.05.2018 o 08:55, mec. February Furga napisał:

 Drodzy proeuropejscy, antyklerykalni, nowocześni i postępowi forumowicze, miłośnicy psiuń i suń, z ogromną niecierpliwością, jak też z nieukrywaną satysfakcją spieszę podzielić się z wami wielce optymistyczną wiadomością o jednym ze sposobów rozwiązania „psich” problemów. Otóż kilka lat temu w Warszawie ruszył pierwszy w Polsce ekskluzywny lokal o jakże wdzięcznej nazwie „Hau-Hau”, w którym są podawane dania sporządzane wyłącznie z psiego mięsa, przypominającego w smaku delikatną wołowinę lub kozinę w zależności od rasy i miejsca pochodzenia pozyskanego surowca. Na ten wyjątkowo ciekawy pomysł wpadł, urodzony w naszym kraju i mieszkający w Wólce Kosowskiej, pewien Wietnamczyk, gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie w powiecie otwockim. Uznał, że polskie prawo zakazuje obcowania płciowego, porzucania lub znęcania się nad psami, ale nie zabrania uśmiercania ich przez upoważnione osoby w celu skrócenia cierpień, a następnie wykorzystania pozyskanego w ten sposób surowca do celów kulinarno-konsumpcyjnych, oczywiście po uprzednim odpchleniu, odrobaczeniu, no i też po przeprowadzeniu wymaganych polskim prawem, wzorowanym na unijnych standardach, niezbędnych badań weterynaryjnych i sanitarno-epidemiologicznych. Około dwieście bezpańskich, bezdomnych psiuń i suń czekało tam na potencjalnych właścicieli, a później, jak się okazało, na potencjalnych konsumentów.Podzielam ten pogląd, gdyż, zgodnie z niepisaną starą rzymską zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nie było żadnych przeciwwskazań prawnych zabraniających temu odważnemu człowiekowi wejść na rynek z tak śmiałą inicjatywą. Lokal ten na pewno cieszy się dużym wzięciem i powodzeniem wśród smakoszy, a zwłaszcza wśród przyjaciół i miłośników psów, ponieważ konsumpcja potraw z psiny pozwala im, według wierzeń i przekonań ludów zamieszkujących wschodnią Azję, w pełni fizycznie i duchowo zespolić się z naszymi, mającymi duszę, (która w trakcie kulinarnej obróbki oddziela się od psiny i po „tęczowym moście” udaje się do psiego nieba), zdolnymi do miłości ulubieńcami i to bez naruszania zakazu zawartego w art. 6 ust. 2 pkt 16 ustawy o ochronie zwierząt. Należy przy tym zwrócić uwagę, że nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa. Nie zapominajmy o tym.Myślę też, że realizacja tego interesującego zamierzenia jest konkurencyjna cenowo do dań serwowanych w innych naszych lokalach, chociażby ze względu na fakt powszechności występowania w naszym kraju tzw. „wsadu do garnka” oraz łatwość jego pozyskania i to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Ponadto muszę stwierdzić, iż wyjście z tak interesującą ofertą na nasz ubogi rynek kulinarny bez cienia wątpliwości, wzbudziło żywe zainteresowanie wśród wszystkich wielbicieli psiuniek i suniek oraz pozwoliło nam Polakom, słynącym w świecie z tolerancji oraz otwartości do innych narodów i kultur, spojrzeć bardziej przyjaznym okiem na imigrantów ze wschodniej Azji, a szczególnie na ich bogate upodobania i doświadczenia kulinarne. Otwarcie tego lokalu na pewno spotkało się z życzliwym przyjęciem wśród warszawiaków i gości odwiedzających naszą stolicę. Przypuszczam również, że to niecodzienne wydarzenie odbiło się szerokim echem w pozostałych krajach Unii Europejskiej słynących z otwartości do wielokulturowości, a nam wypada złożyć temu Wietnamczykowi serdeczne gratulacje za nowatorski pomysł i życzyć mu samych sukcesów w prowadzeniu interesu.Już widzę oczyma wyobraźni kartę dań w tym lokalu – zupa „brązowe oczko” z fasolką, pekińczyk w warzywach, amstaf duszony w kapuście, jamnik w sosie koperkowym, doberman zapiekany w rondlu, marchewka z ozorem azora, befsztyk z buldoga, cynaderki z charta w buraczkach, pieczeń z owczarka, gulasz z bulteriera, brodacz po monachijsku, seter po irlandzku, rottweiler z pieca, potrawka z pudla, płucka z wyżła w sosie słodko-kwaśnym, kotlet mielony „a la kundel” z ziemniakami, a na deser – galaretka z suni w musie owocowym. No to cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć wszystkim miłośnikom psów przystępnych cen, no i oczywiście, „smacznego”. 

 

Zły dotyk boli całe życie.

m
mec. February Furga
Drodzy proeuropejscy, antyklerykalni, nowocześni i postępowi forumowicze, miłośnicy psiuń i suń, z ogromną niecierpliwością, jak też z nieukrywaną satysfakcją spieszę podzielić się z wami wielce optymistyczną wiadomością o jednym ze sposobów rozwiązania „psich” problemów. Otóż kilka lat temu w Warszawie ruszył pierwszy w Polsce ekskluzywny lokal o jakże wdzięcznej nazwie „Hau-Hau”, w którym są podawane dania sporządzane wyłącznie z psiego mięsa, przypominającego w smaku delikatną wołowinę lub kozinę w zależności od rasy i miejsca pochodzenia pozyskanego surowca. Na ten wyjątkowo ciekawy pomysł wpadł, urodzony w naszym kraju i mieszkający w Wólce Kosowskiej, pewien Wietnamczyk, gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie w powiecie otwockim. Uznał, że polskie prawo zakazuje obcowania płciowego, porzucania lub znęcania się nad psami, ale nie zabrania uśmiercania ich przez upoważnione osoby w celu skrócenia cierpień, a następnie wykorzystania pozyskanego w ten sposób surowca do celów kulinarno-konsumpcyjnych, oczywiście po uprzednim odpchleniu, odrobaczeniu, no i też po przeprowadzeniu wymaganych polskim prawem, wzorowanym na unijnych standardach, niezbędnych badań weterynaryjnych i sanitarno-epidemiologicznych. Około dwieście bezpańskich, bezdomnych psiuń i suń czekało tam na potencjalnych właścicieli, a później, jak się okazało, na potencjalnych konsumentów.
Podzielam ten pogląd, gdyż, zgodnie z niepisaną starą rzymską zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nie było żadnych przeciwwskazań prawnych zabraniających temu odważnemu człowiekowi wejść na rynek z tak śmiałą inicjatywą. Lokal ten na pewno cieszy się dużym wzięciem i powodzeniem wśród smakoszy, a zwłaszcza wśród przyjaciół i miłośników psów, ponieważ konsumpcja potraw z psiny pozwala im, według wierzeń i przekonań ludów zamieszkujących wschodnią Azję, w pełni fizycznie i duchowo zespolić się z naszymi, mającymi duszę, (która w trakcie kulinarnej obróbki oddziela się od psiny i po „tęczowym moście” udaje się do psiego nieba), zdolnymi do miłości ulubieńcami i to bez naruszania zakazu zawartego w art. 6 ust. 2 pkt 16 ustawy o ochronie zwierząt. Należy przy tym zwrócić uwagę, że nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa. Nie zapominajmy o tym.
Myślę też, że realizacja tego interesującego zamierzenia jest konkurencyjna cenowo do dań serwowanych w innych naszych lokalach, chociażby ze względu na fakt powszechności występowania w naszym kraju tzw. „wsadu do garnka” oraz łatwość jego pozyskania i to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Ponadto muszę stwierdzić, iż wyjście z tak interesującą ofertą na nasz ubogi rynek kulinarny bez cienia wątpliwości, wzbudziło żywe zainteresowanie wśród wszystkich wielbicieli psiuniek i suniek oraz pozwoliło nam Polakom, słynącym w świecie z tolerancji oraz otwartości do innych narodów i kultur, spojrzeć bardziej przyjaznym okiem na imigrantów ze wschodniej Azji, a szczególnie na ich bogate upodobania i doświadczenia kulinarne. Otwarcie tego lokalu na pewno spotkało się z życzliwym przyjęciem wśród warszawiaków i gości odwiedzających naszą stolicę. Przypuszczam również, że to niecodzienne wydarzenie odbiło się szerokim echem w pozostałych krajach Unii Europejskiej słynących z otwartości do wielokulturowości, a nam wypada złożyć temu Wietnamczykowi serdeczne gratulacje za nowatorski pomysł i życzyć mu samych sukcesów w prowadzeniu interesu.
Już widzę oczyma wyobraźni kartę dań w tym lokalu – zupa „brązowe oczko” z fasolką, pekińczyk w warzywach, amstaf duszony w kapuście, jamnik w sosie koperkowym, doberman zapiekany w rondlu, marchewka z ozorem azora, befsztyk z buldoga, cynaderki z charta w buraczkach, pieczeń z owczarka, gulasz z bulteriera, brodacz po monachijsku, seter po irlandzku, rottweiler z pieca, potrawka z pudla, płucka z wyżła w sosie słodko-kwaśnym, kotlet mielony „a la kundel” z ziemniakami, a na deser – galaretka z suni w musie owocowym. No to cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć wszystkim miłośnikom psów przystępnych cen, no i oczywiście, „smacznego”.
Dodaj ogłoszenie