Na święta wracamy do domu

Wojciech Malicki, Grzegorz Król
Janusz Małagocki na lotnisku w Jasionce długo witał się z żoną i synkiem. - Święta to przecież rodzina, rodzina, rodzina - mówi.
Janusz Małagocki na lotnisku w Jasionce długo witał się z żoną i synkiem. - Święta to przecież rodzina, rodzina, rodzina - mówi. WOJCIECH ZATWARNICKI
- Wigilia wśród obcych ludzi w Londynie? Nigdy! Musiałem wrócić do domu, do rodziny - mówi Janusz Małagocki. Mirek Lelek też chciał spędzić święta w kraju, ale bilet tanich linii lotniczych był za drogi. Musi mu wystarczyć opłatek wysłany z Polski.

Środa przed południem. Na dworze zero stopni, wieje silny wiatr, który potęguje uczucie przenikliwego zimna. Ale na podrzeszowskim lotnisku Jasionka z kilkudziesięciu zgromadzonych tu osób mało kto czeka w ogrzewanym terminalu. Wolą marznąć na zewnątrz, byle zobaczyć jak ląduje samolot z Londynu.

Agnieszka i Justyna z Górna czekają na wujka, Kasia z Niska na dziadka, Krzysztof z Rzeszowa na żonę. 3-letni Piotruś Małagocki ze Stalowej Woli też marznie, ale na zimno nie narzeka. Wraz mamą Marzeną cierpliwie wyczekuje taty., Nie widział go prawie trzy miesiące.

- Na pewno przywiezie mi prezenty. Najbardziej chciałbym dostać straż pożarną albo taaaki duży samolot - pokazuje chłopczyk.

Wielka radość

Samolot trochę się spóźnia, ale warto jest czekać. Bo gdy tata w końcu pojawia się z walizkami, Piotruś długo nie może się nim nacieszyć.

- To wielka radość - mówi Janusz Małagocki, kiedy już wyściskał się z najbliższymi. - Nie wyobrażam sobie, abym Wigilię i Boże Narodzenie mógł spędzić tam, w Londynie, wśród obcych ludzi. Święta to przecież rodzina, rodzina, rodzina.

[obrazek2] Janusz Małagocki na lotnisku w Jasionce długo witał się z żoną i synkiem. - Święta to przecież rodzina, rodzina, rodzina - mówi.
(fot. WOJCIECH ZATWARNICKI)Janusz wyjeżdża do pracy w Anglii od dwóch lat. Popracuje kilka miesięcy, wraca do domu i znowu wyjeżdża. Co tam robi? Buduje, remontuje i nie narzeka. Bo za 9 godzin pracy zarobi nieporównywalnie więcej niż w kraju. Małagoccy do tegorocznej Wigilii zasiądą w domu, w sporym, bo aż dziesięcioosobowym gronie rodzinnym.

- Potraw tradycyjnie będzie dwanaście, w tym śledź, którego mąż lubi najbardziej -zapowiada Marzena.

A Piotruś, choć nie dostanie taaakiego dużego samolotu, to z wielkiego pudła klocków i innych zabawek też powinien być zadowolony.

To nie te same święta

Do Mirka Lelka opłatek dotarł z Rzeszowa pocztą, w szarej "bąbelkowanej" w kopercie. W angielskim Peterborough raczej trudno go kupić, w ogóle prawie nie czuć tutaj atmosfery świąt. Witryny sklepowe i hipermarkety, które rok temu migotały tysiącami kolorowych lampek, dziś są jakieś przygaszone.

- Mniejszości religijne zabroniły wesołej bożonarodzeniowej oprawy - opowiada. - Nawet choinek jest niewiele. Przez to będzie nam jeszcze bardziej smutno.

W Anglii Mirek został z narzeczoną i kumplem z Rzeszowa. I chociaż - jak mówi -pocieszają się nawzajem jak mogą, to na pewno nie będą to takie święta jak w Polsce. Zwłaszcza że to dla niego pierwsze Boże Narodzenie za granicą. Chociaż w Anglii pracuje już od trzech lat, ale do tej pory na Wigilię zawsze przyjeżdżał do rodzinnego domu. W końcu to najbardziej rodzinne święta w roku.

Komplet na pokładzie

Komplet na pokładzie

Małgorzata Teleszyńska z Linii Lotniczych Ryanair: - Codziennie mamy komplet pasażerów na pokładzie naszych samolotów. Toteż łatwo obliczyć, że w ciągu ostatniego przedświątecznego tygodnia naszymi liniami przyleciało nimi z Londynu do Rzeszowa ok. 1300 osób. Prawie tyle samo poleciało w drugą stronę.

Za drogi bilet

- Wszystko przez to, że tanie linie lotnicze w tym okresie wcale nie są takie tanie - mówi.

Już we wrześniu lot do Polski na święta i powrót po Nowym Roku kosztował prawie 300 funtów czyli ok. 1700 zł (dla porównania - w połowie stycznia, można w obie strony przelecieć za 300 zł). Takie ceny, niestety, obowiązują w okresie świątecznym.

- Na szczęście to już ostatni rok za granicą. Końcem lutego wracamy na stałe do Polski - cieszy się Mirek.

Wigilię zjemy po polsku

Muzułmanie, których razi w Peterborough zbyt duża liczba choinek, przysłużą się jednak naszym rodakom. Od jakiegoś czasu ich sklepy wypełniają się polskim towarem. Można kupić pierogi, kiszoną kapustę i słoiki pełne kwaszonych ogórków. Allach tam chyba zbyt często nie zagląda, bo półki uginają się także od naszej wódki i wielu gatunków produkowanego nad Wisłą piwa.

Lelek wspomina, że jeszcze rok temu w Peterborough był tylko jeden polski sklep, a teraz u Pakistańczyków 75 procent towaru pochodzi z Polski.

- Może więc nie będziemy mieli aż dwunastu potraw, ale na pewno będzie to prawdziwie polska wigilia - zapewnia Mirek. - Problemy mogą być tylko z karpiem. Anglicy śmieją się i pytają, jak możemy jeść rybę na święta. Tutaj jest jak w Stanach - wszyscy obżerają się indykiem. W ogóle tutaj nawet nie używa się nazwy Boże Narodzenie. To po prostu Christmas Day, przed którym zakłady pracy robią Christmas Party - np. dyskotekę w stylu Jamesa Bonda.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie