NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Najstarsza mieszkanka Podkarpacia skończyła 107 lat! Jaką ma...

    Najstarsza mieszkanka Podkarpacia skończyła 107 lat! Jaką ma receptę na długie życie?

    Ewa Wawro

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Aleksandra Dranka zawsze po śniadaniu zasiada do maszyny. Bez tego nie potrafi żyć.

    Aleksandra Dranka zawsze po śniadaniu zasiada do maszyny. Bez tego nie potrafi żyć. ©Marek Dybaś

    W przypadku Aleksandry Dranki z Harklowej koło Jasła zwyczajowe życzenia 100 lat już dawno straciły sens. Jest najstarszą mieszkanką Podkarpacia, w Polsce łapie się do pierwszej dziesiątki. W tym miesiącu skończyła 107 lat!
    Aleksandra Dranka zawsze po śniadaniu zasiada do maszyny. Bez tego nie potrafi żyć.

    Aleksandra Dranka zawsze po śniadaniu zasiada do maszyny. Bez tego nie potrafi żyć. ©Marek Dybaś

    Najstarszy człowiek na świecie to Kama Chinen z Japonii, ma 114 lat. Rekordzistą była Francuzka Jeanne Calment, która żyła 122 lata 164 dni. Najstarszą żyjącą Polką jest Marianna Ostrowska z woj. podlaskiego. Ma 112 lat.



    Długowieczność jest w tej rodzinie wpisana w geny, ale tak sędziwego wieku nikt jeszcze nie dożył. Mama pani Aleksandry zmarła, mając 94 lata. Do końca cieszyła się dobrym zdrowiem i sprawnym umysłem. Pech chciał, że złamała staw biodrowy, zmarła w szpitalu.

    Młodszy brat sędziwej jubilatki ma 98 lat. Jemu zdrowie też dopisuje, wciąż jest pełen wigoru i już zaprosił całą rodzinę na swoje setne urodziny do Gliwic, gdzie mieszka.

    Ale tylko oni z jedenaściorga rodzeństwa z Harklowej koło Jasła odziedziczyli ten wyjątkowy gen po swojej mamie. Pozostali już nie żyją.

    Gdy zapowiedzieliśmy się z wizytą w domu jubilatki, pani Aleksandra chciała się jak najlepiej przygotować.

    - Przynoszę mamie ubranie, a ta patrzy na bluzkę i z dezaprobatą kręci głową. - Kremowa? Jak ja będę wyglądać, daj mi białą - opowiada Krystyna Dziedzic, 80-letnia córka pani Aleksandry. - Ale mama już taka jest z natury, zawsze niezadowolona, zawsze na początku narzeka, a później zmienia zdanie - śmieje się pani Krystyna. Ale bluzkę wymieniła mamie na białą, jak chciała.

    Przeżyła porwanie

    Pani Aleksandra przeżyła dwie wojny, wiele chwil grozy, głód i biedę. Wśród rodzinnych opowieści najsłynniejsza jest ta, o porwaniu małej Oli. Miała 2 latka, jak z rodzicami wyemigrowała do Ameryki.

    - Trzy lata tam żyliśmy, rodzice odłożyli trochę grosza i postanowili wrócić do kraju - opowiada. - Czekaliśmy na statek na nabrzeżu w Nowym Jorku. Tłum ludzi, ścisk, zamieszanie. Nagle jakiś mężczyzna wziął mnie na ręce i zaczął uciekać.

    Przerażony ojciec Oli zaczął krzyczeć, rzucił się w pogoń za porywaczem. Pomogli przypadkowi ludzie i udało się odzyskać dziecko. - Całe szczęście, że miałam czerwony płaszczyk - dopowiada pani Aleksandra.

    Bez szycia żyć nie potrafi

    Miała 16 lat, kiedy mama kupiła dla niej maszynę do szycia. - W tym czasie to nie było byle co - podkreśla jubilatka. - Ale mama prowadziła sklep, jakoś nam się powodziło, a że bardzo chciała mieć w domu krawczynię, tak to się kiedyś mówiło, to mi kupiła maszynę.

    Zaczęła szyć, ale z obowiązku pomagania w domu i w sklepie nie była zwolniona. W wolnych chwilach chodziła do wiejskiego kółka młodzieży, tańczyła, śpiewała w chórze. Śpiewa zresztą do dziś, choć już nie tak często jak kiedyś, ale wciąż nie gubi tekstu, rytmu i melodii.

    Jej życie wypełniało jednak głównie szycie. I tak zostało do dziś. Ma 107 lat i zawsze po śniadaniu siada do maszyny.
    - Przyszywa jakieś kieszonki, łatki, zszywa szmatki… Bez tego żyć nie potrafi, tylko igły trzeba jej nawlekać - mówi córka.

    Na lekarstwo "wzmocniona" herbatka

    - Odkąd pamiętam, babcia robiła domowe wino z porzeczek, które zamiast soku dodawała do herbaty - wspomina Piotr Dziedzic, 56-letni wnuk pani Aleksandry. - Jak już stuknęła babci setka, to nasz miejscowy lekarz przyniósł pewnego razu buteleczkę rumu. - Dla starszej pani przywiozłem ze Słowacji - powiedział, no to babcia do herbaty po łyżeczce sobie dolewała, jak lekarstwo. Buteleczka szybko się skończyła, a babcia innego niż taki, jak ten od doktora nie chciała. To pojechaliśmy całą rodzinką po ten rum na Słowację. Babcia pojechała z nami. Na granicy sprawdzali jeszcze wtedy dowody osobiste. Podaję celnikowi nasze i pokazując na babciny mówię żartem, że to jest ta najmłodsza.

    - Co? 1903 rok? Popatrz, popatrz, zawołał do kolegi. - Ja wpiszę w komputer: najstarszy Polak przekraczający granicę.
    - To niech pan jeszcze wpisze cel wyjazdu - dodałem. - Alkohol dla babci.
    To jedna z rodzinnych anegdotek, z której wciąż wszyscy się śmieją.

    Miód do wszystkiego

    Rodzice Aleksandry prowadzili dużą pasiekę. - Ponad 50 pni mieli, to miodu nie brakowało - opowiada córka jubilatki. - Na podwórku stała duża dębowa beka, pełniuteńka miodu. Drewniana chochla leżała na niej i kto przychodził, to sobie nią nalewał do garnuszka i pił.

    W domu miód dodawali niemal do wszystkiego. Królowała zbożowa kawa zabielona mlekiem i słodzona miodem, razowe kluski z białym serem polane obficie miodem i racuchy z miodem. Do dziś miodu nie może w ich domu zabraknąć.

    Potrafiła zadbać o swoje

    - Mama jest spod znaku wagi - podkreśla pani Krystyna. - A to są eleganckie kobiety, delikatne, trochę kokietki, takie, co to nie lubią się zbytnio poświęcać dla innych i mama taka zawsze była. Potrafiła odmówić, zadbać o swoje i myślę, że lekko przeszła przez życie, choć wciąż powtarza, że było ciężko. Bardzo prosto żyła, niczym się specjalnie nie przejmowała, większych stresów nie miała, a te które się trafiały, znosiła spokojnie, wierząc, że jakoś to będzie.

    Miała 83 lata, gdy pierwszy raz poważnie zachorowała. Skończyło się operacją i usunięciem woreczka żółciowego.
    Po setce trochę się posypało. Najpierw złamała rękę, potem operacja na przepuklinę i złamana miednica.
    - Lekarz nie krył, że żaden z nas by tego nie przeżył, a babcia przetrzymała wszystko - kiwając z podziwu głową mówi pan Piotr.

    Żal będzie odchodzić
    Wychodząc za mąż, Aleksandra miała prawie 26 lat. - Już się bałam, że starą panną zostanę, ale zakochał się we mnie taki jeden przystojniak … Całe życie byłam o niego bardzo zazdrosna - opowiada.

    Urodziła córkę, potem syna, doczekała się trójki wnucząt i czwórki prawnuków. Najmłodszy Marcin chodzi do pierwszej klasy, jest młodszy od prababci aż o 100 lat.
    - Żal mi będzie odchodzić z tego świata, ale to już niedługo… - kiwa głową pani Aleksandra.

    - Ale babcia już tak od osiemdziesiątki zapowiada - przerywa w pół zdania pan Piotr. - Lepiej już zaproś babciu panią redaktor na sto dziesiąte urodziny.
    - No to, zdróweczko - zachęca nas do spróbowania miodowego dwójniaka jubilatka. - Dwieście lat, pani Aleksandro - życzymy.
    Bo przecież zwyczajowe "sto lat" w tym przypadku byłoby nie na miejscu.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (12)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (12) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo