Nie każdy musi być wodzem

    Nie każdy musi być wodzem

    JAROMIR KWIATKOWSKI, PAWEŁ KUCA

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    rocznik 1940, profesor nauk technicznych (od 1979 r.), polityk. Ukończył Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Śląskiej, następnie pracował w

    rocznik 1940, profesor nauk technicznych (od 1979 r.), polityk. Ukończył Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Śląskiej, następnie pracował w Instytucie Inżynierii Chemicznej PAN w Gliwicach. Współzałożyciel NSZZ "Solidarność" w swym Instytucie, w latach 1980-81 zasiadał we władzach regionalnych i krajowych związku. W 1981 r. przewodniczył I Zjazdowi "Solidarności" w Gdańsku. Po wprowadzeniu stanu wojennego współtworzył struktury podziemne "S". W 1996 r. wchodził w skład ekspertów AWS, był jednym z autorów części gospodarczej jej programu. Po zwycięstwie AWS w wyborach parlamentarnych w 1997 r., został desygnowany na premiera. Funkcję tę pełnił do października 2001 r., najdłużej spośród premierów III RP. Od stycznia do października 2001 r. był przewodniczącym AWS. Po przegranych wyborach parlamentarnych złożył rezygnację z tego stanowiska. Jego gabinet przeprowadził reformy: administracji terytorialnej, zdrowia, ubezpieczeń społecznych oraz sądownictwa. Popierał dążenia państw bałtyckich do udziału w NATO i UE. Okres jego rządów był wypełniony falą strajków rolników, pracowników służby zdrowia i przemysłu zbrojeniowego. ©Tadeusz Poźniak

    Rozmowa z profesorem JERZYM BUZKIEM, byłym premierem
    rocznik 1940, profesor nauk technicznych (od 1979 r.), polityk. Ukończył Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Śląskiej, następnie pracował w

    rocznik 1940, profesor nauk technicznych (od 1979 r.), polityk. Ukończył Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Śląskiej, następnie pracował w Instytucie Inżynierii Chemicznej PAN w Gliwicach. Współzałożyciel NSZZ "Solidarność" w swym Instytucie, w latach 1980-81 zasiadał we władzach regionalnych i krajowych związku. W 1981 r. przewodniczył I Zjazdowi "Solidarności" w Gdańsku. Po wprowadzeniu stanu wojennego współtworzył struktury podziemne "S". W 1996 r. wchodził w skład ekspertów AWS, był jednym z autorów części gospodarczej jej programu. Po zwycięstwie AWS w wyborach parlamentarnych w 1997 r., został desygnowany na premiera. Funkcję tę pełnił do października 2001 r., najdłużej spośród premierów III RP. Od stycznia do października 2001 r. był przewodniczącym AWS. Po przegranych wyborach parlamentarnych złożył rezygnację z tego stanowiska. Jego gabinet przeprowadził reformy: administracji terytorialnej, zdrowia, ubezpieczeń społecznych oraz sądownictwa. Popierał dążenia państw bałtyckich do udziału w NATO i UE. Okres jego rządów był wypełniony falą strajków rolników, pracowników służby zdrowia i przemysłu zbrojeniowego. ©Tadeusz Poźniak

    - Notowania Leszka Millera, który tak ostro pana atakował, kiedy był w opozycji, są jeszcze niższe od notowań pańskiego rządu. Czuje pan satysfakcję?

    - Po ludzku biorąc, jest to satysfakcja, ale małego kalibru. Jestem Polakiem i chciałbym, żeby rządowi wiodło się dobrze. Żeby Polska miała szanse w Unii Europejskiej. Jeśli dziś są takie problemy i tak duża nieporadność w wielu dziedzinach, to nie jest to dla mnie dobra wiadomość.

    - Kiedyś Leszek Miller mówił, że gdyby jego rząd miał tak niskie notowania jak pański, podałby się do dymisji.
    Czy premier powinien odejść?

    - Mnie interesują sprawy, które trzeba rozwiązać, a w których mamy zapóźnienia: przygotowanie do członkostwa w UE czy restrukturyzacja przestarzałych branż. Źle się stało, że w ostatnich dwóch latach odstąpiono od reformy górnictwa. Teraz się do niej powraca, z dramatycznymi napięciami, wielkim kosztem społecznym. Te problemy mnie interesują, a nie personalia.

    - A propos górnictwa. Bronisław Wildstein napisał niedawno w "Rzeczpospolitej", że pański rząd był jedynym, który - dużym nakładem środków - zaczął restrukturyzację górnictwa.

    - My bardzo długo przekonywaliśmy górników do naszego programu, stworzyliśmy program osłonowy. Rezultaty były niezłe. Kiedy obejmowaliśmy władzę, do każdej tony węgla Polska dokładała 23 zł. To oznaczało 3 mld zł rocznie. Kiedy kończyliśmy, na każdej tonie zarabialiśmy 7-8 zł. Taki był nasz cel, dla którego górnicy wykazali dużo zrozumienia. Razem z wicepremierem Januszem Steinhoffem startowaliśmy w wyborach w okręgach na Śląsku i osiągnęliśmy dobre wyniki.

    - Jest pan dziś po stronie rządu Millera, czy górników?

    - Niedopuszczalne było przerwanie w ostatnich dwóch latach naszego programu. To się źle odbija. Natomiast w programie obecnego rządu jest wiele elementów niespójnych.

    - Czyli jest pan po stronie górników.

    - Powiem tak: restrukturyzację trzeba przeprowadzić. Tylko wszystko zależy od tego, jak to się robi, jaką się daje ludziom szansę. Mój rząd zamknął 23 kopalnie, górnictwo w ciągu trzech lat opuściło 100 tys. osób. To się odbyło bez większych strajków. Na takie zaufanie pracowaliśmy przez wiele miesięcy rozmów, tłumaczenia, pokazywania faktów. To, co się obecnie proponuje, jest lepsze niż bezruch, który panował przez prawie dwa lata, albo programy pisane na kolanie, jak to było pół roku temu. Nadal jednak tym działaniom brak wiarygodności. Widać to po reakcji górników.

    - Rządowi Millera i SLD zarzuca się, że na olbrzymią skalę prowadzą akcję psucia państwa. Ale też od razu pojawiły się głosy, że ten proces zaczął się za rządów AWS.

    - Co panowie nazywacie psuciem państwa?

    - To, że jedni posłowie AWS dbali w Sejmie o interesy biznesmena X, a inni o interesy biznesmena Y. Mówił o tym poseł Jan Rokita.

    - Tak było też przed 1997 r. Z pewnością były też takie zjawiska w czasach AWS-u. Ale na pewno nie w takiej skali jak dziś. Jeśli wychodziły jakieś podejrzane sprawy, natychmiast reagowaliśmy. Nie namawiała nas do tego żadna gazeta. Tak było w przypadku Grzegorza Wieczerzaka czy Jacka Dębskiego. Wojewoda śląski Marek Kempski podał się do dymisji, bo ogłoszono w prasie jakieś zarzuty wobec niego. Potem okazał się niewinny. Ale odszedł, bo taki był nasz styl działania. Zawsze, kiedy sprawuje się władzę, zdarzają się nietrafione decyzje, niewłaściwi ludzie. Ale liczy się natychmiastowa reakcja. Teraz takiego podejścia nie widzę, i to jest główna różnica.

    - Czy żałuje pan, że nie odwołał kogoś, kto ewidentnie psuł obraz AWS?

    - Nie przypominam sobie takich przypadków. Jeśli było coś konkretnego i miałem argumenty, to odwoływałem ludzi. Podejmowaliśmy również takie decyzje, kiedy nie było jeszcze niezbitych dowodów. Po to, żeby pokazać, iż od polityków wymaga się więcej. Że jeśli pojawiają się poważne wątpliwości, to polityk musi ustąpić. Potem może się okazać, że jest czysty i należy mu zwrócić dobre imię. Ale kwestia natychmiastowych dymisji była na porządku dziennym. Może na tej podstawie opinia publiczna wyciągała wniosek, że tyle się dzieje złych rzeczy.

    - Zmieńmy temat. Czy Polska powinna bronić postanowień z Nicei jak niepodległości?

    - To sprawa elementarnej odpowiedzialności przed obywatelami. Przed referendum tłumaczyliśmy ludziom, że być może nasze warunki członkostwa nie są takie, jak się spodziewali, ale możemy powalczyć, bo mamy silną pozycję, którą gwarantuje nam układ z Nicei.

    - Dopuszcza pan możliwość, że rząd zgodzi się na zmianę ustaleń z Nicei?

    - Oczekuję, jak większość Polaków, że rząd wykaże pełną determinację i podejmie kroki dla zbudowania koalicji krajów broniących rozwiązań nicejskich.

    - Drugi polski postulat, to wpisanie do projektu konstytucji europejskiej wartości chrześcijańskich. Czy Polska może odpuścić tę sprawę?

    Brak tego zapisu zmienia historię Europy. Bez odwołania do tradycji chrześcijańskiej konstytucja jest dokumentem nieprawdziwym.

    - Gdyby nie było tego zapisu, rząd powinien postawić weto?

    - Nie chcę wchodzić w taktykę negocjacyjną obecnego rządu. Wierzę, że podjął działania, żeby tę sprawę przeprowadzić.

    - Załóżmy, że jest tylko wybór: przyjąć albo odrzucić.

    - To decyzja rządu. Potrzebne jest nie tyle weto, co długotrwała akcja dyplomatyczna.

    - Zdaniem części analityków, preambuła odwołująca się do wartości chrześcijańskich to "kwiatek do kożucha", bo ogromna część zachodnich społeczeństw, to społeczeństwa postchrześcijańskie.

    - Kultura, cywilizacja i siła Europy zostały zbudowane na wartościach chrześcijańskich. Mam nadzieję, że te społeczeństwa nie wyrzekają się elementarnej prawdy.

    - Jeszcze raz zmieńmy temat. Na prawicy powstaje nowa partia, którą utworzą działacze Ruch Społecznego i SKL-Ruchu Nowej Polski. Wierzy pan, że to może być poważna siła polityczna?

    - Popieram wszystkie ruchy, które służą jednoczeniu się prawicy.

    - Złośliwi mówią, że z dwóch słabeuszy nie powstanie siłacz.

    - Złośliwców nie brakuje. Będę życzył nowej partii, żeby wypełniła widoczną lukę po prawej stronie sceny politycznej.

    - Gdzie pan widzi tę lukę? Na prawicy są liberałowie z Platformy Obywatelskiej, chadecy z Prawa i Sprawiedliwości oraz narodowcy z Ligi Polskich Rodzin. Każdy może znaleźć coś dla siebie.

    - Cieszę się ze wzrostu notowań PiS i PO. To znaczy, że ludzie odchodzą od popierania partii populistycznych.

    - Dlaczego nie chce pan działać w PiS lub PO, tylko popiera pan nową partię?

    - W tych dwóch ugrupowaniach nie ma tendencji do zjednoczenia. Równocześnie dla sporej grupy ludzi na prawicy programowa oferta tych partii jest niewystarczająca.

    - Znowu przywołamy złośliwców, którzy mówią, że część prawicy uważa, iż nie ma wrogów na lewicy, za to na prawicy jest ich wielu.

    - Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Żeby to zmienić, trzeba więcej pokory. Nie każdy musi być wodzem.

    - My czasem odnosimy wrażenie, że liderzy małych partii prawicy chcą się łączyć z dużymi, dyktując im warunki.

    - Nie sądzę, żeby tak było. Na prawicy są pola, które można jeszcze zagospodarować.

    - Może hasła o stworzeniu jednego bloku centroprawicowego to zbiór pobożnych życzeń? AWS była takim blokiem i skończyło się to tragicznie.

    - Z historii AWS należy wyciągnąć wnioski i uczyć się na błędach. Istnieje jednak konieczność utworzenia silnej prawicowej partii, która będzie przeciwwagą dla lewicy.

    - Jaka będzie pana rola w nowej partii?

    - Będę ją wspierał.

    - Ostatnio ogłoszono, że - według sondaży - głównym kandydatem do objęcia prezydentury po Aleksandrze Kwaśniewskim jest jego żona Jolanta. Co pan na to?

    - Chciałbym najpierw usłyszeć, co naprawdę myśli na ten temat prezydent Kwaśniewski.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo