Nie ma kto ratować noworodków

Bartosz Gubernat
Dr n. med. Ewa Homa: - W wielu przypadkach spuszczenie z oka takiego maleństwa może oznaczać dla niego śmierć. Dlatego cały czas ktoś z nas musi czuwać nad bezpieczeństwem noworodków.
Dr n. med. Ewa Homa: - W wielu przypadkach spuszczenie z oka takiego maleństwa może oznaczać dla niego śmierć. Dlatego cały czas ktoś z nas musi czuwać nad bezpieczeństwem noworodków. KRYSTYNA BARANOWSKA
Udostępnij:
Dramatyczna. Tak sytuację na oddziałach noworodków w podkarpackich szpitalach określają lekarze. W niektórych nie ma już ani jednego neonatologa, w innych medycy pracują ponad siły. Brakuje też pielęgniarek.

Na Podkarpaciu są 23 oddziały neonatologii. Już teraz brakuje na nich kilkunastu lekarzy. A w tym roku z pracy ma odejść kolejnych 10. Najgorzej sytuacja wygląda w szpitalach w Lubaczowie i Kolbuszowej. Ani w jednym, ani w drugim w ogóle nie ma już neonatologów. W Mielcu na 1200 porodów rocznie jest tylko dwóch lekarzy tej specjalności.

Brakuje rąk do pracy

Na oddziale noworodków w rzeszowskiej "dwójce" każdego roku na świat przychodzi ok. 2400 noworodków. Aż 250 maluchów z całego regionu leczy się na pododdziale intensywnej terapii. Dr Ewa Homa, ordynator oddziału mówi, że z powodu braków kadrowych, coraz trudniej zapewnić im odpowiednią opiekę.

- Na naszym oddziale razem ze mną pracuje tylko 6 lekarzy. Jeden zamierza odejść. W tej sytuacji bierzemy po 5-6 całodobowych dyżurów w miesiącu - mówi E. Homa. - Jesteśmy przemęczeni, nie mamy czasu dla rodzin, na dodatkowe kształcenie, pogłębianie wiedzy i umiejętności, a ciągły stres odbija się na zdrowiu.

Na oddziale brakuje też nowoczesnego sprzętu i pielęgniarek. W tej chwili popołudniami nad noworodkami czuwa tylko jedna siostra. Zdarza się, że kiedy biegnie do cesarskiego cięcia (a jest ich rocznie ok. tysiąca), dzieci zostają bez opieki.

Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie ma pracę dla 10 pielęgniarek. Siostry będą pracować na bloku operacyjnym, oddziale reanimacji i oddziale kardiochirurgii - opieka pooperacyjna. Wysokość wynagrodzenia zależy doświadczenia i wykształcenia.

Pracują za marne grosze

Na uzupełnienie braków kadrowych póki co nie ma jednak co liczyć. Mimo wielu ogłoszeń w rzeszowskiej "dwójce" do pracy nie udało się namówić ani jednego lekarza. Dlaczego?

- Bo lekarz z drugim stopniem specjalizacji zarabia u nas ok. 2300 zł miesięcznie. Zważywszy na to, że neonatolog, to specjalizacja niepozwalająca dorobić po godzinach, oraz niezwykle stresująca, nie dziwię się, że nie ma chętnych do pracy. Boję się tylko pomyśleć, co będzie, kiedy odejdą od nas kolejni lekarze. Już teraz pracujemy na granicy ryzyka - mówi dr Homa.

Potrzebne podwyżki

O dramatycznej sytuacji doskonale wiedzą urzędnicy.

- Po spotkaniach z lekarzami wysłałem do marszałka pismo, wyszczególniające najpilniejsze potrzeby oddziałów, czyli brak nowoczesnego sprzętu i problemy lokalowe - mówi Dariusz Iwaneczko, wicewojewoda podkarpacki. - Myślę, że uda się rozwiązać problem jeszcze w tym roku. Docelowo proponujemy natomiast budowę centrum perinatologii, a przynajmniej zorganizowanie jednego oddziału noworodków z prawdziewgo zdarzenia. Starania zaczniemy jednak dopiero po ukończeniu budowy centrum rehabilitacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie