Nie ma mocnych na Nickiego

m.b.
Hans Andersen i Chris Harris nie pozostawili na Nickim Pedersenie suchej nitki.
Hans Andersen i Chris Harris nie pozostawili na Nickim Pedersenie suchej nitki. FOTORZEPA
Udostępnij:
Duńczyk Nicki Pedersen jest w tym roku bezkonkurencyjny.

Obcokrajowiec rzeszowskiej Marmy w świetnym stylu wygrał we Wrocławiu turniej o Grand Prix Europy, drugą eliminację indywidualnych mistrzostw świata. Polacy pojechali katastrofalnie.

Pedersen, który wygrał również pierwszy turniej GP w Lonigo, także na torze stadionu Olimpijskiego, który po opadach deszczu przypominał kartoflisko, był szybki, jak błyskawica. Duńczyk na czternaście wyścigów, w których do tej pory startował, wygrał trzynaście, a pokonać go zdołał tylko Matej Zagar w rundzie zasadniczej wrocławskiego turnieju. "Power" umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.

Polska katastrofa

Reprezentanci Polski wyjątkowo słabo. 20 tysięcy fanów speedwaya z całej Polski w tym z Rzeszowa, przeżyło rozczarowanie. Żaden z nich nie awansował do półfinału, czego jeszcze w historii turniejów GP we Wrocławiu nie było.

Po rundzie zasadniczej z turnieju odpadli Tomasz Gollob, Jarosław Hampel, Wiesław Jaguś, Sebastian Ułamek i Norweg z polskim paszportem Rune Holta. Hampel miał dwa upadki, co przesądziło o tym, że zawodnik Unii Leszno nie zdołał zakwalifikować się do czołowej ósemki. Zabrakło mu jednego punktu, podobnie jak Jagusiowi, Ułamkowi i Holcie.

Bezbarwnie jeździł Gollob, który zapowiadał walkę o mistrzowski tytuł. Zawodnik Unii Tarnów, który w przeszłości dwukrotnie tu wygrywał, tym razem zdobył zaledwie trzy punkty i został sklasyfikowany na 15. miejscu. Po dwóch eliminacjach najwyżej z Polaków - na siódmym miejscu - plasuje się Wiesław Jaguś, który przed dwoma tygodniami w Lonigo zajął trzecie miejsce.

- Zawiedliśmy kibiców. Mogę mówić tylko za siebie i w swoim imieniu chcę przeprosić wszystkich fanów. Zawiodłem, pojechałem poniżej oczekiwań. Tor co prawda znam, ale nigdy mi nie pasował - przyznał Jaguś.

Groźne upadki

Przed zawodami padał ulewny deszcz, który spowodował rozmiękczenie toru, w którym zrobiło się wiele dziur. Nic więc dziwnego, że doszło do wielu wypadków. W 15. wyścigu groźnie upadł Andreas Jonsson, który kierownicą zawadził o plastron Nickiego Pedersena. Szwed stracił równowagę, jego motocykl wypadł za bandę, i opuścił stadion w karetce. Na szczęście zawodnik doznał tylko wstrząśnienia mózgu, ale nie ma żadnych złamań.

Walczący Chris

Największą niespodzianką była postawa debiutującego w GP Brytyjczyka Chrisa Harris. Jeździł on bardzo odważnie, nie unikał walki niebezpiecznym torze. W półfinale atakując z czwartej pozycji wyprzedził Leigha Adamsa i Grega Hancocka, a w finale wyprzedził broniącego tytułu Jasona Crumpa. Dwóm Duńczykom nie dał już rady.

- Ja po prostu zbieram punkty... - rozkładał ręce Chris.

Kolejny turniej GP 26 maja w Eskilstunie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie