Nie zawsze jest święto. Polacy zajęli 4. miejsce w konkursie drużynowym

Przemysław Franczak, Soczi
Kamil Stoch z Soczi przywiezie dwa medale. Apetyty na kolejny krążek w drużynówce były duże, ale niestety tym razem się nie udało.
Kamil Stoch z Soczi przywiezie dwa medale. Apetyty na kolejny krążek w drużynówce były duże, ale niestety tym razem się nie udało. Paweł Relikowski
Po złotych medalach Kamila Stocha uwierzyliśmy, że wszystko jest możliwe i... pewnie jest, tyle że nie zawsze. Akurat dziś nie było. Z medali w konkursie drużynowym cieszyli się inni. Polacy znaleźli się tuż za podium, ze stratą 13,1 punktu do brązowego medalu. Wygrali Niemcy, którzy wyprzedzili Austriaków i Japończyków.

Gęsta, biała jak mleko mgła zasnuła wczoraj Krasną Polanę (odwołano nawet zawody snowboardowe i męski biatlon), ale konkurs na kompleksie Russkije Gorki nie był zagrożony. - Bardziej boimy się wiatru - przyznawał trener Łukasz Kruczek.

Mgła z czasem zniknęła, wiatr nie wiał. Warunki prawie idealne. Ale - jak się okazało - nie dla nas. Najbardziej skorzystali z nich ci, którzy na całej linii polegli w konkursach indywidualnych: Niemcy i Austriacy.

- Łza się w oku kręci, ale płakać nie będziemy - mówił Jan Ziobro.

Trudno przełknąć to czwarte miejsce. Kiedy stanął przed dziennikarzami miał wilgotne oczy. Z trudem słuchał pytań i dochodzących z boku szalonych okrzyków radości Niemców. Ale akurat on pretensji do siebie mieć nie może.

- Zrobiłem, co mogłem, moje skoki były bardzo dobre. Jak to się mówi, wyciągnąłem je z gaci - powoli odzyskiwał rezon.
Słaba była pierwsza seria w wykonaniu Polaków. Piotr Żyła, o którego chwiejną formę, wszyscy się obawiali skoczył tylko 121 metrów, co od razu wygenerowało sporą stratę. - Nie można mieć do nikogo pretensji. Jesteśmy drużyną - podkreślił Ziobro.

- Piotrek w pierwszej serii skoczył jak nie on, ale nie mam zamiaru go oceniać - stwierdził Maciej Kot.

Tym razem nie wszystko zagrało. Nawet Kamil Stoch, podwójny mistrz olimpijski, nie zrobił tym razem różnicy. - Pierwszy skok spóźniłem. Można powiedzieć, że odbiłem się z powietrza - przyznawał. Szat, ani narciarskiego kombinezonu jednak nie rozdzierał. - Nie ustrzegliśmy błędów, ale walczyliśmy do samego końca i to jest pozytywne. Wierzyłem, że medal jest w zasięgu, ale konkurs ułożył się tak a nie inaczej. Dzisiaj konkurs był na mega poziomie.
Każdy z naszych zawodników przeżywał ten wynik inaczej.

- Jestem rozczarowany, naszym celem było podium - podkreślał Maciej Kot. - Ale dziś faktycznie poziom był wysoki. Na mój dobry skok rywale odpowiadali bardzo dobrym.

Stoch: - Janek, który skakał świetnie i jest moim bohaterem, oraz Maciek zaliczyli świetne debiuty na igrzyskach. Jak debiutowałem znacznie słabiej. Strach pomyśleć co będzie, jak oni pojadą na trzecie igrzyska. Mamy jedną z najmłodszych drużyn, poszukajmy pozytywów.
Łatwo je znaleźć: wiadomo, że apetyty były większe, ale to najlepsze miejsce Polaków w konkursie drużynowym w historii igrzysk. Nie mówiąc o tym, że skoczkowie wyjadą z Soczi z dwoma złotymi medalami Stocha. Mało?

- Świat się nie kończy - przyznawał Ziobro.

- Sezon trwa, jest Puchar Świata, mistrzostwa świata w lotach. Trzeba iść dalej - dodawał Kot.
Z tych igrzysk nie należy zapamiętywać ostatniego konkursu. Z tych igrzysk trzeba zapamiętać coś zupełnie innego. Że wszystko jest możliwe.

- W Polsce albo chce się ścinać głowy, albo budować pomniki - mawia Kruczek.
Gdyby wczoraj Polacy zdobyli medal, to nim dotarłby do kraju, cokoły by już stały. Ale i tak wróci w glorii i chwale. Przez sześć laty pracy z polską kadrą przeżywał różne chwile. Nie miał łatwego życia z mediami, ekspertami, nie dowierzano, że bardzo przeciętny skoczek może zostać dobrym trenerem. Myśl, że kiedyś zostanie uznany za szkoleniowca wybitnego, nikomu nawet nie przemknęła przez głowę. Parę razy mógł zwątpić, ale dalej robił swoje.

Kiedy był zawodnikiem uchodził za przemądrzałego, dyskutował z trenerami, którzy niechętnie słuchali jego uwag. Być może dlatego on postawił w kadrze na inne relacje. Z zawodnikami jest na "ty", każdy ma prawo głosu. Rozmawiają, dochodzą do wspólnych wniosków. Lubią się. Do tego otworzył się na współpracę z trenerami klubowymi; dziś nikt w tym środowisku nie powie na niego złego słowa. I zawsze mówi: nasz sukces, wielu ludzi na niego pracowało. Nigdy: mój. Wszyscy razem mają jeszcze wiele do zrobienia. Następne igrzyska już za cztery lata.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie