Niemcy zdobyli Przemyśl

Z linii frontu Norbert Ziętal
Udostępnij:
Jestem półgłuchy, przez załzawione oczy ledwo widzę. Ale dowódcy każą biec do ataku... Czyli reporter Nowin w roli korespondenta wojennego Wehrmachtu.
Operacja Barbarossa 2007To najwieksza inscenizacja historyczna na Podkarpaciu i jedna z najwiekszych w Polsce. W tym roku brali w niej udzial rekonstruktorzy z Polski, Czech, Slowacji i Rosji. Odbywala sie dokladnie w tym samym miejscu, co prawdziwe dzialania wojenne 22 czerwca 1941 r.

Operacja Barbarossa 2007

Za klasztorną bramą Opactwa Benedyktynek robi się nerwowo. Tuż obok nas już walczą, a my stoimy. Bardziej wyrywnych trzeba powstrzymywać. Aż strach pomyśleć, jak 66 lat temu czuli się młodzi żołnierze, z których wielu za chwilę miało zginąć...

- Chcieliśmy zadbać o to, aby rekonstrukcja była jak najbardziej zbliżona do prawdziwych wydarzeń. W 1941, na tym samym dziedzińcu klasztornym, tłoczyli się Niemcy przygotowujący się do ataku. Pewnie też było nerwowo - tłumaczy Mirosław Majkowski, koordynator tegorocznej Barbarossy i dowódca Przemyskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej " X D.O.K."

Siostro! Pomocy!

Czesi, czyli Rosjanie wydają się najbardziej zdyscyplinowani. Już od rana kręcą się na swoich pozycjach. Ulokowali się na niewielkim skwerku zieleni pomiędzy Jagiellońską i Sportową. Przed wojną były tam kamienice. Układają ckm, przypasowują armatkę kaliber 45 mm.

Ta ostatnia to autentyk. Rzeczywiście brała udział w II wojnie św. Świadczą o tym bruzdy na pancerzu po pociskach. Przez kilkadziesiąt lat po wojnie stała jako eksponat. Najpierw przy obu pomnikach Armii Czerwonej, potem na cmentarzu wojennym. Prezydent Przemyśla zgodził się przekazać ją pasjonatom historii do wystaw i rekonstrukcji. Oni wyremontowali i wypucowali działo na glanc.

Niespodziewający się ataku Rosjanie spokojnie spacerują po swoim brzegu Sanu.
Niespodziewający się ataku Rosjanie spokojnie spacerują po swoim brzegu Sanu.
NORBERT ZIĘTAL

(fot. NORBERT ZIĘTAL)- Sanitariusz, sanitariusz! - wołają radzieccy żołnierze.

Kilka sanitariuszek (w tej roli urodziwe Czeszki, Słowaczki i oczywiście Polki) na kilkudziesięciu żołnierzy jest wprost rozrywanych. Jednego boli ręka, innego palec, jeszcze innego głowa. Chcieliby, żeby siostra ich przynajmniej obejrzała. Ale sanitariuszki są nieugięte.

- W bitwie, jak zechcesz być ranny, to co innego. Podejdę.

- Pan się tak nie boi chodzić po tej stronie? Jakby co, to nie będziemy w stanie pana obronić - żartuje strażnik miejski.

Rzeczywiście, przecież mam na sobie mundur Wehrmachtu. Jako żołnierz Propagandakompanie jestem korespondentem wojennym. Zmykam na drugi brzeg Sanu, do "swoich".

Co odtwarzali rekonstruktorzy

Co odtwarzali rekonstruktorzy

Na mocy traktatu Ribbentrop - Mołotow po 17 września 1939 r. Polska była podzielona pomiędzy dwóch okupantów: Niemcy i ZSRR. Rzeką graniczną był San. 22 czerwca 1941 r. Niemcy złamali traktat i zaatakowali ZSRR. Pierwsze dni walk toczyły się w Przemyślu.

Rekonstrukcja desantu pontonowego i walki o most kolejowy oparte były na autentycznych wydarzeniach z 1941 r.

W grubym mundurze na skwarze

- Pozapinaj się! - strofuje mnie Mirek. W myślach się buntuję, przecież jest 32 stopnie w cieniu, a wełniany mundur gruby jak czort. Rozpiąłem tylko dwa górne guziki. No, ale Mirek to dzisiaj mój dowódca, wiec nie mam nic do gadania.

"Niemcy" leżą pod drzewami. Każdy już od kilku godzin w pełnym umundurowaniu. Mamy gorzej od "Rosjan", bo ich mundury są lekkie, przewiewne. W naszych można by i lekkie mrozy przetrwać. Ale cóż. Takie nosili Niemcy w czerwcu 1941, to i my takie mamy.

Przed godz. 13 ulica pustoszeje. Niemcy poukrywani za klasztornymi murami. Przygotowujemy się do ataku.

Ciszę przerywa huk niemieckiej artylerii. Rosjanie w popłochu organizują obronę. Nie spodziewali się ataku.

Od ul. Krasińskiego wyjeżdża czołg Pz II. Za chwilę dołącza transporter opancerzony.

- Zaczęło się! - rzuca ktoś z naszej grupy.

[obrazek4] Niespodziewający się ataku Rosjanie spokojnie spacerują po swoim brzegu Sanu.
(fot. NORBERT ZIĘTAL)Brak chętnych na trupów

Jest nas z pięćdziesięciu. Już chcielibyśmy się włączyć do boju. Trwają ostatnie ustalenia, kto i gdzie atakuje. Kto i kiedy płynie w pontonie. Brak jest chętnych do udawania martwych. W zasadzie będą nimi ci, którym skończy się amunicja.

Robi się dość nerwowo. Kilku chłopaków chciałoby wyskoczyć. Tam przecież już walczą!

- Koledzy, spokojnie! Najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo. Uważajcie na pontonach. San nie jest głęboki, ale wasze mundury w wodzie nasiąkną jak gąbki i pociągną was na dno - przestrzega Krzysztof.

Z oddali słychać Achtung! Achtung!, czyli Uwaga! Uwaga! Czyżby to był sygnał dla nas? Jeszcze nie, bo miała być jeszcze jakaś komenda, ale kilku żołnierzy rusza.

- Jeszcze nie! Zaczekajcie! Brama! - na całe gardło drze się dowódca.

Klasztorna brama otwierana jest automatycznie, na fotokomórkę. Kiedy przebiegnie kilku żołnierzy, brama zamknie się. W ostatniej chwili udaje się ją zablokować w pozycji otwartej.

Jesteśmy już na brzegu i siekamy z karabinów w kierunku prawego brzegu. Żołnierze mają ślepe naboje, ale wygląda, jakby naprawdę strzelali.

Kilka strzałów i głuchnę. A niech to, zapomniałem zabrać zatyczki do uszu. Ale przecież żołnierze w 1941 też ich nie mieli.

Kto brał udział

Kto brał udział

Po stronie niemieckiej:
Pionier 39 (oni atakowali most), Bastion Grolman z Poznania, PSRH "X D.O.K.", GRH Podkarpacie, GRH San Sanok, AA7, GRH Rhein, SRH Wrzesień 39, KVH Carpathia ze Słowacji, Dobrowolnicy XX wieku z Rosji, Armus z Czech, GRH Kozienice.

Po stronie radzieckiej:
KVH Ceskoslovensti udernici z Czech, 69. sapiornyj batalion z Czech, KVH Kosice ze Słowacji, Trójmiejska GRH, Grupa rekonstrukcyjna rosyjskiego 69-tego pieszego riazańskiego pułku, GRH Podkarpacie Łańcut.

Płyniemy pierwszym pontonem

Nikt już nie zwraca uwagi na ukrop, pot i kilogramy sprzętu, który musimy na sobie dźwigać.

- Wracamy po pontony - słychać komendę.

To sygnał dla mnie, bo ja płynę w pierwszym.

- Jeden, drugi, trzeci! Brakuje czwartego do transportu! Już jest! Biegniemy! - żołnierze z pierwszej załogi desantowej biegną nad brzeg. Tam dołącza jeszcze dwóch i płyniemy.

Jesteśmy pierwszą załogą, która szturmuje San.

- Równać! Wiosłuj mocniej! Ty już nie wiosłuj, bo krzywo idzie! - przekrzykują się dowódcy. Za nami płyną jeszcze dwa pontony.

Wkrótce lądujemy na brzegu. Rosjanie wściekle atakują.

- Spokojnie chłopcy. Powoli. Pomagać sobie przy wysiadaniu! - wrzeszczą dowódcy. Muszą krzyczeć, bo wkoło wybuchy i strzały. Nic nie słychać.
Pontony wracają na Zasanie po następnych żołnierzy.

Rekonstruktorzy dziękują Opactwu Benedyktunek za przychylność i zrozumienie, służbom mundurowym za pomoc w organizacji i zabezpieczeniu imprezy oraz prywatnym sponsorom: Styliart - Mathias, piekarnia LBZ Ochenduszko, Piekarnictwo-Cukiernictwo-Gastronomia Barbary Ochenduszko, Polna, Auto Moto Fan, Karen - notebooki, Andrzej i Marian SHAREK, pan Szczepanik, Kooperacja Przemysłowo - Handlowa ZJG z Gliwic.

Priorytet: ocalić most kolejowy

Nad nami, po moście kolejowym, biegnie grupa niemieckich saperów. Mają ważne zadanie - rozminować most. Ponoszą duże straty, ale udaje im się.

Pieką oczy. Nie wiadomo - od dymu, czy od pylących, wysokich traw nad brzegiem rzeki. Nie dość, że jestem półgłuchy, to jeszcze przez załzawione oczy ledwo widzę. Ale dowódcy każą biec dalej. gwizdkami przywołują do ataku.

Wspinamy się na brzeg. Przed nami silny szereg radzieckiej obrony. Kilku kolegów pada martwych. A jeszcze przed chwilą płynęliśmy razem w pontonie.

Na szczęście dobiegają następni. Rosjanom kończy się amunicja. Zdesperowani próbują walczyć bagnetami, szablami, łopatami, czym kto ma pod ręką. Spychamy ich w stronę kamiennego mostu. Niedobitki poddają.

Koniec. Wkoło pełno radzieckich trupów. Niemiecki żołnierz woła radziecką sanitariuszkę i każe opatrzyć oficera Armii Czerwonej. Bierzemy jeńców.

Kolejny rekord frekwencji

Podczas tegorocznej rekonstrukcji i pikniku militarnego było 12 tys. widzów. W ub. roku - 8 tys.

- Ta impreza odbiła się szerokim echem w Polsce i za granicą. Relacje nadały największe stacje telewizyjnej i radiowe - cieszy się Przemysław Grządziel z Wydziału Kultury, Promocji i Współpracy Urzędu Miejskiego w Przemyślu.

Razem z Mirosławem Majkowskim byli koordynatorami tegorocznej Barbarossy. A wraz z nimi cały sztab ludzi, bo przygotowanie czterdziestominutowego widowiska to wiele miesięcy przygotowań, a dwa ostatnie miesiące to ciężka harówka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie