reklama

Nigdy nie myślę: mam już sto dziesięć lat!

Ewa GorczycaZaktualizowano 
Pani Ludwika dochowała się czterech córek (najstarsza ma 87 lat), 2 synów (jeden zmarł w dzieciństwie), 9 wnuków, 12 prawnuków i 11 praprawnuków.<br>
Pani Ludwika dochowała się czterech córek (najstarsza ma 87 lat), 2 synów (jeden zmarł w dzieciństwie), 9 wnuków, 12 prawnuków i 11 praprawnuków. Fot. Tomasz Jefimow
Ludwika Kosztyła z Brzozowa jest najstarszą Polką. 4 sierpnia zaczęła 111. rok życia

Z szóstki dzieci na jej 110. urodzinach mogła być tylko Ewa. Dwie córki ciężko chorują, a troje już nie żyje.

- Kiedy najbliźsi odchodzą, życie już tak nie cieszy - mówi Ludwika Kosztyła.

Naszej wizyty wyczekuje od rana. To zagląda w okno, to wychodzi na próg. Naszykowała sok, kawę, owoce.

- Ciasto postaw tu, na stole - dyryguje synową, 71-letnią Bolesławą. Sięga do kredensu po czekoladki. - A może koniaczku się napijecie?

Drewniany dom przy ul. Szopena w Brzozowie. Wysprzątana kuchnia, zadbane podwórko, kwiaty w ogródku pod oknem Teraz, gdy pani Ludwika nie może już wychodzić z domu, dorodne dalie za szybą cieszą jej oczy.

- Mama zawsze sadziła czerwone - opowiada Bolesława Kosztyła. W zeszłym roku wnuk Piotr dosadził białe. - Oj, dostało mu się od babci - żartuje synowa.

Albo Antoni, albo żaden

W tym domu Ludwika Kosztyła przeżyła 62 lata z mężem Antonim.

- Wybudowaliśmy go niedługo po weselu, w 1919 roku - wspomina. - W prezencie ślubnym teść obiecał nam drewno na cały dom. Chodziłam z mężem do lasu je ścinać.

Z Antonim, chłopakiem z sąsiedztwa, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyła go, jak jechał na koniu, "na stojaka" i od razu pomyślała: ten albo żaden. A i on oczu od urodziwej blondynki nie mógł oderwać. Leokadia, średnia z sióstr, z racji blond loków, nazywana była w rodzinie aniołkiem.

- Na powodzenie u chłopaków nie narzekałam. Ale wybrałam Antoniego.

Wyboru nigdy nie żałowała. - Bardzo dobry mąż mi się trafił. Pracowity, szanował mnie i dzieci. Ludziom pomagał. I wódki nie pił.

Mama chce być samodzielna

Do wojny Antoni pracował w pobliskiej garbarni. Jak Niemcy garbarnię rozwalili, został furmanem, woził węgiel.

- Ciężka była praca. Węgiel ładowało się w Rymanowie. Bywało, trzeba było zaprzęgać konia po północy, albo o trzeciej nad ranem. - Ja zawsze wstawałam z mężem, jedzenie mu naszykować i posiłek na drogę - wspomina Ludwika.

I dodaje, że do tej pory nie lubi się za długo wysypiać, choć żadna robota już jej z łóżka nie wygania. - Wstaję o ósmej, chyba że dzień jest pochmurny, wtedy dłużej sobie poleguję.

Sama robi codzienną toaletę. Myje się, ubiera, czesze. Otwiera okna - bo lubi świeże powietrze. Przygotowuje śniadanie: Smaruje masłem kromkę (chleb synowa zawsze kupuje krojony), do szklanki wkłada torebkę herbaty, wsypuje cukier i dorzuca plasterek cytryny. Synowa przychodzi z wrzątkiem i zalewa.

- Mama zawsze upierała się, że chce być samodzielna - potwierdza pani Bolesława. - Do niedawna sama rozpalała kuchnię gazową, ledwie ją uprosiłyśmy we dwie z Ewą, jej córką żeby się już za gotowanie obiadu nie zabierała.

Kiedy najbliźsi odchodzą...

Z piątki dzieci Kosztyłów (pierworodny syn, Zygmunt, zmarł na zapalenie płuc, gdy miał roczek), które w dorosłość wyfrunęły z drewnianego domu przy Chopina, tylko 78-letnia Ewa Kozicka z Tyczyna mogła przyjechać na 110 urodziny mamy. Syn Henryk zmarł dwa lata temu, nie żyje najmłodsza Wanda, najstarsze: Stanisława i Stefania poważnie chorują.

- Stefania już mnie nawet nie poznaje - żali się pani Ludwika.

Dlatego pani Ludwika lubi wspominać swoje hucznie obchodzone setne urodziny.

- Były wszystkie moje dzieci. Dostałam wtedy od nich wielki bukiet ze stu róż.
Zamyśla się: - Kiedy traci się męża, a potem zaczynają odchodzić dzieci, życie, nawet najdłuższe, już tak nie cieszy.

Córki wspominają dom spokojny i bez kłótni. Ojciec i mama trzymali dyscyplinę, byli wymagający, ale zawsze serdeczni. Wieczorami cala rodzina siadywała w kuchni, ojciec snuł wojenne opowieści.

- Córki wiedziały, że mają się przyzwoicie prowadzić. Na bieganie po zabawach nie pozwalałam - potakuje pani Ludwika.

Starsi pokończyli podstawówki, najmłodsza Wandzia - gimnazjum a Henryk - technikum budowy samochodów w Sanoku. - Na bosaka do szkoły chodzili, ale się pokształcili - podkreśla panu Ludwika.

Życie to praca

Jak wychowywała dzieci? W posłuszeństwie, życzliwości, szacunku do drugiego człowieka i do pracy.

- Bo moje i męża życie to przede wszystkim praca. Koło domu były dwie stajnie, a w nich krowy, konie, jałówki - wylicza. - Przed stajniami chlewy dla prosiąt. Chowało się kury, indyki. W pole szło się z kosami. Wszystkie dzieci pracowały w gospodarstwie.

Za to potem żadne z pustymi rękami z domu nie poszło, wszystkie po równo obdzielili.

- Nam rodzice pomagali, a my pomagaliśmy swoim dzieciom, to było oczywiste - pani Ludwika nie może się nadziwić, że teraz młodzi ludzie nie dostają takiego wsparcia.

Z tego domu żonę wziąłem

Wszyscy wyprowadzili się na swoje. Córki - za mężami. Syn Henryk ożenił się w Warszawie, pracę dostał aż w Starogardzie Gdańskim.

- Był tam cenionym fachowcem - wspomina pani Bolesława. - Ale zdecydował, że wróci do Brzozowa i pobuduje się na ojcowiźnie, choć dyrektor chciał go zatrzymać i oferował duże mieszkanie. - Muszę się rodzicami zaopiekować - tłumaczył. - Kiedyś cię sprawdzę - zażartował dyrektor.

Jakiś czas potem odwiedził go w Brzozowie, w drodze w Bieszczady. - Miałeś rację, Heniu, jesteś tu potrzebny.

Na czterech swoich zięciów pani Leokadia nigdy złego słowa nie powiedziała. A oni się odwdzięczali troską i częstymi odwiedzinami.

- Aż się dziwiłam. To najmłodszy tak mi kiedyś wyjaśnił: mnie tu ciągnie, bo ja z tego domu żonę wziąłem.

Kiedyś późno wieczorem zabrała się za prasowanie w kuchni. Zięć, który mieszkał niedaleko, wracał z drugiej zmiany na kopalni w Turzym Polu. W ciemnościach dojrzał światło. Przybiegł przestraszony pod okno, sprawdzić, czy nie stało się coś złego. - Mamo, pierwsza w nocy, a ty prasujesz ?

- Porządek i czystość były u mnie na pierwszym miejscu. Pralki nie miałam, tylko blaszaną "praczkę", ale jak bieliznę rozwiesiłam na sznurach w ogrodzie, to aż lśniła - chwali się pani Leokadia.

Z balkonikiem kopać ziemniaki

Piętnaście lat temu złamała nogę.

- Odsuwałam zasłony i tak pechowo stanęłam, że przewróciłam się i upadłam na biodro - opowiada.

To był pierwszy raz, kiedy trafiła do szpitala. Lekarze unieruchomili całą nogę na miesiąc, ale nie dawali większych szans, że jeszcze kiedyś wstanie z łóżka. Pani Bolesława codziennie masowała teściową, żeby nie dopuścić do odleżyn. Bała się, że wda się zapalenie płuc. Tymczasem kości się zrosły.

- Po trzech miesiącach syn na nowo nauczył mnie chodzić. Krok po korku, przy balkoniku, który sam zrobił - opowiada pani Ludwika.

- Z tym balonikiem chodziła w pole pod górkę, kopać ziemniaki - wspomina synowa.

Jeszcze dwa lata temu pani Ludwika wychodziła z balonikiem do przydomowego ogródka. Teraz nie opuszcza już domu, ale cieszy się, że zachowała sprawność.
Codziennie łyka dwie tabletki: jedna na serce, druga na nadciśnienie. Po półpaścu źle słyszy, słabo widzi, ale pamięć i umysł ciągle jej dobrze służą.

- Nigdy nie myślę: mam już sto dziesięć lat! Nie zastanawiam się nad swoim wiekiem. Nie wiem, ile jeszcze Bóg pozwoli mi żyć, ale codziennie go proszę, żeby uchronił mnie przed niedołężnością.

A do żeberek kieliszek wódeczki...

Pani Bolesława jest u teściowej codziennie. Dzieli je tylko podwórko.

- Zainstalowaliśmy mamie specjalny dzwonek, w każdej chwili może mnie przywołać.

Pani Bolesława przynosi obiad.

- Mama przepada za wieprzowiną, zwłaszcza za tłustymi żeberkami. Gotuję dla niej osobno, bo ta "dieta" już nie dla mnie - mówi. - A do żeberek lubię sobie kieliszek wódeczki wypić - zdradza pani Ludwika.

Na urodzinowym przyjęciu obie się wzruszyły. Jubilatka uściskała 71-letnią synową. - Dziękuje ci za wszystko i życzę, byś żyła jak najdłużej. Jesteśmy przecież sobie potrzebne.

Ile lat chciałaby żyć pani Ludwika?

- Burmistrz mi życzył 200 lat - odpowiada. - A ja mu mówię: 200 lat to żył Noe, ale on musiał arkę zbudować, żeby bliskich przed potopem ocalić. A ja, co bym przez tyle czasu na świecie robiła?

polecane: Wybory 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3