O przyszłości wójta zdecyduje sąd w Krośnie

Grzegorz Michalski
Osiek Jasielski Mariusz Pykosz ponownie przed sądem

Sąd Okręgowy odroczył ogłoszenie wyroku w sprawie apelacji, jaką złożył wójt skazany za duszenie i znieważenie nauczyciela. 2,4 tys. zł grzywny, 2 tys. zł dla poszkodowanego i koszty procesu - tak zakończyła się dla Mariusza Pykosza, wójta Osieka Jasielskiego (zgodził się na podanie imienia i nazwiska - przyp.red), sprawa w sądzie pierwszej instancji. Sąd uznał, że oskarżony naruszył nietykalność cielesną i znieważył obraźliwymi słowami Tadeusza Łąckiego, który z delegacją nauczycieli i rodziców z miejscowości Samoklęski przyszedł na spotkanie w urzędzie gminy. Wójt od wyroku się odwołał i chce uniewinnienia.

We wtorek w Sądzie Okręgowym w Krośnie odbyła się rozprawa apelacyjna. Jego obrońca adwokat Małgorzata Żyła podkreślała, że sąd I instancji dopuścił się szeregu naruszeń. Po pierwsze przekonywała sędziego na dzisiejszej rozprawie, że wówczas, gdy odbywało się spotkanie rodziców i rady pedagogicznej z wójtem, Tadeusz Łącki nie miał statusu funkcjonariusza publicznego, gdyż nie został wtenczas sporządzony protokół z takiego spotkania.

Dwa lata temu w Samoklęskach...

Sprawa toczy się od dwóch lat. Grupa nauczycieli Szkoły Podstawowej w Samoklęskach - w tym Tadeusz Łącki - w towarzystwie rodziców uczęszczających do niej dzieci interweniowali u Mariusza Pykosza w związku z nieprzyznaniem jej godzin świetlicowych. Prowadzone na terenie urzędu gminy rozmowy zakończyły się fiaskiem. Aktu przemocy wobec Łąckiego wójt miał dopuścić się najpierw w korytarzu, później w swoim gabinecie - w czasie, gdy przedstawiciele szkoły zamierzali opuścić budynek gminy.

Nauczyciel, dysponujący obdukcją lekarską mającą stanowić dowód obrażeń spowodowanych przez wójta oraz nagraniem audio, które zarejestrował podczas feralnego zdarzenia, o zajściu powiadomił organy ścigania. Prokuratura wszczęła postępowanie, jednak po kilku miesiącach umorzyła je, uznając, że okoliczności zdarzenia w gminie nie spełniają wymogów pozwalających na to, by sprawę wyjaśniać „z urzędu”. Ostatecznie jednak, na mocy nakazu wydanego przez sąd, gdzie nauczyciel złożył zażalenie, musiała się nią zająć.

Nagranie ważnym dowodem w sprawie

Tadeusz Łącki nagrywał przebieg spotkania na dyktafon. Nie wiedzieli o tym ani pozostali uczestnicy, ani wójt. Płyta z nagraniem znalazła się wśród dowodów, ale dopiero podczas wtorkowej rozprawy została odtworzona na sali sądowej. Domagał się tego oskarżony i jego obrońca.

Nagranie trwało niespełna 37 minut. Na początku słychać wójta, który deklaruje, że pismo przedstawi radnym na sesji. Łącki zaznacza, że sąsiednia szkoła dodatkowe godziny otrzymała. Stopniowo rozmowa przybiera coraz bardziej nerwowy charakter. Pykosz krytykuje dyrektora, wytyka mu błędy i to, że szkoła nie stara się o unijne fundusze. Łącki zarzuca wójtowi, że kłamie. Uczestnicy zaczynają się przekrzykiwać. Gdy Łącki przerywa Pykoszowi, słyszy: „Niech się pan przymknie”. Gdy ponownie wchodzi mu w słowo, ten reaguje: „Niech się pan nie odzywa”. Potem są słowa pożegnania i nagranie staje się niewyraźne. Słychać krzyki, odgłosy zamieszania i zdanie „niech pan mnie nie szarpie”.

- Kiedy zostało ujawnione nagranie odnoszę wrażenie, że oskarżyciel posiłkowy zachowywał się prowokacyjnie względem oskarżonego. Obserwując w dniu dzisiejszym reakcje zgromadzonej publiczności, w sytuacjach, kiedy dochodziło do podniesionego głosu ze strony oskarżyciela posiłkowego, można domniemać, iż specjalnie to robił biorąc pod uwagę długoletni konflikt na różnych płaszczyznach, który istniał między stronami - tłumaczyła adwokat Małgorzata Żyła.

Wójt chce uniewinnienia

Podczas mowy na rozprawie oskarżony Mariusz Pykosz w kilkudziesięciu zdaniach przedstawił swoją wersję wydarzeń. Podkreślił też, że jest niewinny i skierował do sądu prośbę o jego uniewinnienie. Jego adwokatka przekonywała, że jasielski sąd dopuścił się wielu uchybień i wydając wyrok na Pykosza, błędnie przyznał Łąckiemu status funkcjonariusza publicznego - bo nie był on na spotkaniu oficjalnym reprezentantem szkoły i do delegacji przyłączył się z własnej inicjatywy.

Wójt przekonywał, że ani nie dusił, ani nie znieważył nauczyciela, choć przyznał, że między nimi istniał konflikt juz wcześniej. - To on mnie prowokował, stał w drzwiach i patrzył - tłumaczył Pykosz. Rozprawa na której zapadnie wyrok w II instancji odbędzie się po niedzieli.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie