Odwiedziliśmy rodzinną wieś Justyny Kowalczyk. Jak chcą wykorzystać jej sukcesy?

Wojciech Malicki
Wszyscy jej tu gorąco kibicują. Ale też wiążą z jej sukcesami poważne plany... Krzysztof Kapica
Starsi jeżdżą za Justyną Kowalczyk po całym świecie i zdzierają gardła. Młodsi wieszają plakaty na ścianach i piszą wiersze. Ale górale to naród praktyczny i nie chcą żyć wyłącznie sukcesami swojej krajanki. Chcą wykorzystać szansę i wybudować potężny ośrodek narciarski.

W Kasinie Wielkiej, malowniczej wsi między Krakowem a Zakopanem, Justynę znają wszyscy. Dosłownie.

- Jakże bym jej nie znol, przecie ona naszo - mówi z góralską swadą Franciszek Gibadło, którego spotykamy koło stacji benzynowej.

Sprzedawczyni hot-dogów też ją zna: - To nasza duma i sława. Wszyscy ją tu podziwiamy.

Justyna ostatnimi laty bywa w rodzinnej wsi bardzo rzadko. Góra kilka tygodni w roku.

- Nie ma Justynki. Jest w Warszawie. Potem leci do Rosji. Kiedy przyjedzie? Ciężko powiedzieć. Na Wielkanoc na pewno jej nie będzie. Taką ceną płaci za swoje sukcesy - odpowiada Józef Kowalczyk, ojciec Justyny, który z anielską cierpliwością znosi wizyty kolejnych dziennikarzy.

- Justyna zawsze podkreśla, że jest z Kasiny, czym zrobiła naszej wsi niesamowitą reklamę - podkreśla sąsiad Kowalczyków. - Ale nie ma czasu na pielęgnowanie znajomości. Owszem, jak jest w domu, zawsze się zatrzyma, zapyta, co słychać i pędzi dalej.

Resztę roku Justyna spędza na zawodach, zgrupowaniach, obozach. Jeden sezon się ledwie skończył, a drugi już zaczyna. Taką cenę ma jej gigantyczny światowy sukces. Cenę katorżniczej pracy.

- Zarobiła duzo dudków. Ale nikt w Kasinie jej tego nie zazdrości. Nalezo sie jej - komentuje Gibadło.

Rafał Kubowicz: - Stadion nazwaliśmy imieniem Justyny, bo rozsławiła naszą wieś w całym świecie.
Rafał Kubowicz: - Stadion nazwaliśmy imieniem Justyny, bo rozsławiła naszą wieś w całym świecie. Krzysztof Kapica

Józef Kowalczyk: - Justyna jest gościem w swoim domu. Taka jest cena sukcesu. (fot. Krzysztof Kapica)Pięciolatka na Śnieżnicy

Z Kasiny Wielkiej wywodzi się kilku niezłych sportowców. Choćby czterokrotny olimpijczyk Wiesław Ziemianin. Ale Justyna Kowalczyk to absolutny fenomen. W wieku zaledwie 27 lat jest już sportowcem spełnionym. Ma cztery medale olimpijskie, w tym złoty, jest dwukrotną mistrzynią świata i dwukrotną zdobywczynią Pucharu Świata.

Taki talent rodzi się raz na sto lat, ale - dlaczego u Kowalczyków - zastanawiają się w Kasinie. To bardzo porządna rodzina. Wychowała dzieci na lekarzy i nauczycieli, ale nie miała dotąd żadnych tradycji sportowych. Ba. Mama Justyny chciała, aby jej najmłodsza córka została prawnikiem, a nie zawodowym sportowcem.

- Justysia już jako pięcioletnia dziewczynka prawie codziennie wychodziła na Śnieżnicę, wielką, stromą górę, gdzie w schronisku pracował jej tata. Tak wyrobiła sobie charakter i wytrzymałość do uprawiania sportu - opowiada sąsiadka Kowalczyków.

- Charakter? Zdecydowanie tak - podkreśla Rafał Kubowicz, kolega i szef fanklubu Justyny Kowalczyk. - Żaden polski sportowiec nie ma takiej zaciętości w dążeniu do celu, jak ona. W tym tkwi tajemnica tego, że w sportach zimowych, nawet Adam Małysz nie osiągnął tyle co Justyna.

Uczniowie ze szkoły w Kasinie Wielkiej piszą o swojej idolce wiersze
Uczniowie ze szkoły w Kasinie Wielkiej piszą o swojej idolce wiersze Krzysztof Kapica

Rafał Kubowicz: - Stadion nazwaliśmy imieniem Justyny, bo rozsławiła naszą wieś w całym świecie. (fot. Krzysztof Kapica)Ustrzyki - tu się zaczęło

Zaczynała trenować sport od biegów przełajowych. I zapowiadała się na niezłą biegaczkę, ale Stanisław Mrowca, trener nieistniejącego już klubu Maraton Mszana Dolna, namówił ją na zmianę dyscypliny. Choć łatwo nie było. Bo Justyna zawsze była charakterna i miała swoje zdanie, którego potrafiła bronić. Tak jej zostało do dzisiaj. Ale wtedy, w ósmej klasie szkoły podstawowej, po zaledwie kilku miesiącach treningów, pojechała na Młodzieżowe Mistrzostwa Polski do Ustrzyk Dolnych.

- Jak wygram, to pójdę do szkoły mistrzostwa sportowego i postawię na treningi, jeśli nie - kończę z bieganiem - zapowiedziała przed zawodami. Tą deklaracją zszokowała swojego trenera i działaczy.

- I nic dziwnego, bo kto uwierzyłby, że Justyna wygra poważne zawody, skoro dopiero co zaczęła profesjonalnie trenować - opowiada Kubowicz. - A jednak wygrała! Dziewiątego marca 1998 roku w Ustrzykach Dolnych narodziła się wielka gwiazda polskiego sportu.

Wójt Mszany Dolnej Tadeusz Patalita: - Jeśli stworzymy odpowiednie warunki, Kasina może stać się stolicą polskiego narciarstwa.
Wójt Mszany Dolnej Tadeusz Patalita: - Jeśli stworzymy odpowiednie warunki, Kasina może stać się stolicą polskiego narciarstwa. Krzysztof Kapica

Uczniowie ze szkoły w Kasinie Wielkiej piszą o swojej idolce wiersze (fot. Krzysztof Kapica)Wiersze o Justynie

Z domu do szkoły w Kasinie Justyna miała przez płot.

- Miała też szkołę w domu. Bo jej mama uczyła i nadal uczy w niej języka polskiego - dodaje Kubowicz. - Pamiętam, że pani Kowalczykowa nie chciała, żeby kilkunastoletnia Justyna zaczęła trenować biegi narciarskie. Może wiedziała, że warunki do uprawiania tej dyscypliny były fatalne.

Dziś Justyna jest nieoficjalną patronką swojej szkoły. To nie przesada. Ściany budynku to jedna, wielka wystawa poświęcona jej sukcesom. Są plakaty, zdjęcia, wycinki z gazet i wiersze, jakie uczniowie z Kasiny napisali o swojej bohaterce. Taki, jak ten autorstwa Ani Pietrzak, pierwszoklasistki z gimnazjum:

Wspaniały sezon Pani Justyny
To dla nas wielki powód do dumy
Bo nasza rodaczka z Kasiny Wielkiej
Nigdy nie zapomina o wiosce naszej

- Chyba się pan nie dziwi temu uwielbieniu - mówi Grażyna Gil, wicedyrektor Zespołu Szkół w Kasinie Wielkiej. - Justynka jest autentyczną idolką naszych uczniów. Udowodniła bowiem, że nawet z małej wsi, można podbić świat. To działa na wyobraźnię dzieci.

Justyna obiecała odwiedzić w tym roku stare mury. Jak tylko znajdzie chwilę czasu.
[obrazek5] Wójt Mszany Dolnej Tadeusz Patalita: - Jeśli stworzymy odpowiednie warunki, Kasina może stać się stolicą polskiego narciarstwa. (fot. Krzysztof Kapica)Wykorzystajmy te sukcesy

Starsi kibice skupieni w fanklubie wierszy nie piszą. Za to nie szczędzą ciężko zarobionych pieniędzy i jeżdżą za swoją krajanką po świecie. Kibicują, zdzierają gardła, piją zdrowie za jej sukcesy. Ale też obserwują zagraniczne kurorty narciarskie, gdzie zawody Pucharu Świata ściągają tysiące turystów i kibiców.

- Nieraz wracaliśmy do Kasiny Wielkiej i odkrywaliśmy, że nasza wieś ma o niebo lepsze warunki i położenie niż wiele bardzo znanych narciarskich kurortów. Nie ma tylko odpowiedniej bazy. Ale może mieć, a sukcesy Justyny to dla nas wielka szansa. Trzeba ją wykorzystać - mówi Kubowicz.

Tak narodziła się - wsparta przez lokalne władze - idea budowy w Kasinie profesjonalnej bazy narciarskiej z trasami biegowymi, która uzyskałaby homologację FIS. Dzięki czemu mogłyby się tutaj odbywać zawody Pucharu Świata. A Justyna mogłaby się ścigać z najlepszymi u siebie.

- To nie mrzonki. Mamy konkretne plany i zamierzenia. Kasina ma Królową Polskich Nart, a teraz powinna stać się stolicą polskiego narciarstwa - zapowiada Tadeusz Patalita, wójt Mszany Dolnej, który osobiście dopingował Justynę Kowalczyk podczas jej olimpijskich zmagań w kanadyjskim Vancouver.
Justyna popiera?

Według wstępnych projektów budowa nowoczesnego ośrodka narciarskiego w Kasinie Wielkiej kosztowałby ok. 80-100 mln zł. Oczywiście, lokalne samorządy takich pieniędzy nie mają. A żeby dostać pieniądze z budżetu centralnego, muszą skutecznie lobbować. Kto może być najskuteczniejszym lobbystą? Oczywiście Justyna Kowalczyk.

- Justyna całym sercem popiera ten pomysł i wspiera nasze działania - zapewnia wójt Tadeusz Patalita
- No cóż... Problem w tym, że Justyna jest teraz skupiona na własnej karierze i niezbyt ochoczo wspiera ten pomysł - przyznaje anonimowo jeden z miejscowych działaczy. - A przecież wystarczyłoby, żeby w wywiadach podkreślała, że popiera starania Kasiny.
Wróci, nie wróci?

Przed Justyną jeszcze wiele lat startów i medali. Ale najpiękniejsza kariera kiedyś się zakończy, a ośrodek narciarski zostanie i będzie służył przez całe lata. Także Justynie, bo wielu mieszkańców Kasiny wierzy, że po zakończeniu kariery wróci do swojej rodzinnej wsi.

- Może być przecież szefem i "twarzą" ośrodka - mówi Kubowicz.

Czy rzeczywiście wróci?

- Dobre pytanie. Ale ja nie znam na nie odpowiedzi. Justyna chyba też jeszcze tego nie wie. Ale zapytajcie ją sami - mówi ojciec Justyny.

Na razie mieszkańcy przygotowują się na kwietniowe uroczyste, powitanie Justyny po zakończonym sezonie. Zapowiada się wielka feta.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~gosc~

Albo:
JUSTYSIA Wielka!
)

q
qerty

Kasina Wielka?
Wasza miejscowość powinna, już dawno nazywać się:
JUSTYNA Wielka!
)

R
RYBA

JEDEN Z CIEKAWSZYCH ARTYKUŁÓW JAKI CZYTALEM OSTATNIO NA WASZYCH LAMACH..TAKICH POWINNO BYC WIECEJ A NIE TYLKO GDZIE WYPADEK !!!!!!!!!!!

Dodaj ogłoszenie