Ogrody działkowe są dla ludzi jak sanatorium. Nie wolno ich odbierać - apelują rzeszowscy działkowcy

Beata Terczyńska
- Nie ma nic wspanialszego od działki i ogladądania efektów swojej ciężkiej pracy - mówi Bogdan Kochmański z Rzeszowa Krzysztof Kapica
- Nie ma to jak poziomki, truskawki, marchewki, pomidory, szparagówka, ogórki, czy inne zbiory z własnej działki. Ile radości daje patrzenie, jak to wszystko zasiane własnymi rękami rośnie. Ile szczęścia patrzenie na ukwiecone rabatki, słuchanie śpiewu kosa na gałęzi, czy po prostu leżenie na trawie, czy na hamaku i odpoczywanie. Nawet jak człowiek „urobi się po pachy“, w krzyżu go łupie i rąk się nie czuje, to i tak jest rad, że ma te swoje 3 ary ukochanej ziemi - mówią nam rzeszowscy działkowcy.

Bogdan Kochmański, prezes Rodzinnych Ogródków Działkowych „Zelmerowiec“ przy ul. Ciepłowniczej w Rzeszowie jest działkowcem z niemal 20-letnim stażem. Wraz z żoną kupili ogródek, aby móc tu odpoczywać po pracy.

- Jesteśmy rzeszowianami od urodzenia i całe życie mieszkamy w blokach. Kawałek własnej trawy jest bezcenny - mówi. - Najpierw, przez kilka lat, mieliśmy działkę przy ul. Strzyżowskiej, ale gdy w okolicy zaczęto budować osiedle Projektant i miała powstać droga, zrezygnowaliśmy i poszukaliśmy innej działki, w terenie dużo spokojniejszym. Akurat trafiło na Zelmerowca.

Działka liczy 3 ary.

- Generalnie nie używamy jej do jakiś dużych, warzywnych upraw, lecz bardziej relaksacyjnie. Mamy trawkę, jakieś kwiaty, szklarnię na swoje pomidorki czy ogórki, ale niedużo tego. Mamy też domek, w którym można się schronić w razie deszczu, czy jak jest zimno. Kuchenkę elektryczną, czajnik. Odgrzewamy sobie obiadek, który przynosimy z domu.

Gdy jest ciepło, małżeństwo spędza tu czas od godzin rannych do wieczornych.

- Uprawami i kwiatami zajmuje się żona, a ja jestem bardziej techniczny - śmieje się pan Bogdan. - Gdy kupiliśmy działkę, to drewniany domek już tu stał, ale był stary i w nieciekawym stanie. Sam go wyremontowałem, bo lubię robić takie rzeczy w drewnie. Realizuję się trochę jako majsterkowicz. Huśtawkę też sam zrobiłem. Altankę letnią wybudowałem. Mamy też kuchnię letnią i małą grillo -wędzarnię. Przez tyle lat to człowiek coś tam zmontował.

A drzewka, krzewy?

- Pęcherznice, żywopłoty, ligustry - wylicza. - I borówkę amerykańską, ponieważ nasze wnuczki i wnuk lubią zjeść owoce z działki u dziadzia i babci. Mieliśmy wcześniej drzewka owocowe, ale kłóciły się z ozdobnymi, których sporo wokół i bardzo chorowały. Ale sąsiad obok ma, więc chętnie częstuje, bo wszystkiego nie przeje. Każe brać, zbierać, jak jabłka lecą.

Wśród roślin widać m.in. hortensje.

- Jedna duża, druga mała. Jedna bukietowa, druga ogrodowa, Niewielki klomb też mamy, ale nie chcieliśmy tej działki przeładować, gdyż zależało nam na przestrzeni, na tym, by było też miejsce dla wnuczek, a mam dwie: dwulatkę i roczną. Teraz nie przyjeżdżają przez tego koronawirusa, bo nie mieszkają z nami. Liczę, że jak się cieplej zrobi, to wszystko gdzieś odpuści i będziemy mogli rodzinnie spędzać czas.

Działki przeżywają renesans

Co jest najbardziej relaksujące na działce?
- Samo to, że tu jestem i coś robię. Mam już powyżej 60 - tki. Kości trzeszczą, a jak się troszkę porobi, to jakby mniej - żartuje pan Bogdan, którego kolejną pasją są krótkofalówki. - Nie wyobrażam sobie życia bez działki. W tym momencie jest to już niemożliwe.

Przyznaje, że takie miejsce, zwłaszcza w ostatnich tygodniach, kiedy zakazane było wychodzenie z domu bez ważnego powodu, to zbawienie dla seniorów, ale i młodych rodzin. Tu mogą odetchnąć, wychodząc z czterech blokowych ścian.

- Dzieci na działce mogą się wybawić.

Ogrody działkowe są dla ludzi jak sanatorium. Nie wolno ich ...

Wzrosło zainteresowanie działkami. Pan Bogdan też to widzi.

- Od dwóch tygodni odbieram bardzo dużo telefonów i to nie od starszych ludzi, bo słyszę po głosie, tylko ludzi w w wieku ok. 30 lat, z jednym dzieckiem, dwójką - przyznaje prezes. - W tej chwili nie mamy nic wolnego. Wszystkie ogródki są zajęte, a jest ich w sumie 128. W tym roku świętujemy 45 - lecie Zelmerowca, który dawniej funkcjonował jako ogródki pracownicze.

Działkowcy przekazują działki z pokolenia na pokolenie: dziadek, ojciec, syn.

- Od 3 - 4 lat obserwuję renesans działek. Odmładzają się, bo zagospodarowują je młodzi. Trawa, rekreacja, odpoczynek - to ich najczęstsze plany.

Dla przeciwwagi najstarszy działkowiec ma tu już 94 lata.

- Widziałem go w sobotę. Jeszcze chodzi, ale już samochodem nie jeździ. Wynajmuje osobę, która go przywozi. Myślę, że dla takich starszych osób działka to rodzaj rehabilitacji. Przyglądam się niektórym naszym seniorom i tylko podziwiam. Ponad 80 lat i niektórzy nawet na piechotę przychodzą. Chciałoby się mieć takie zdrowie, taką krzepę jak oni. A jakie ich działki są zadbane, wypielęgnowane. Patrzę na ogródek sąsiadki, pani już ponad 80-letniej. Mąż już dawno nie żyje, na działce pracuje więc sama. A tak pięknie ma ją zrobioną, aż szkoda, że nie możemy się spotkać, by pani pokazać. Coś wspaniałego.

Przyznaje, że seniorzy są bardzo związani ze swoimi ukochanymi ogródkami. Gdy los tak się układa, że są zmuszeni rozstać się z działką, bo zdrowie już nie to i sił nie wystarcza, bardzo to przeżywają, strasznie biją się z myślami.

- Miałem taką jedną panią, która płakała, jak musiała się pożegnać z ogródkiem, bo tyle pracy i serca włożyła. Tymczasem mąż zmarł, synowie za granicą. Sama, po operacji, nie dawała rady przychodzić. Do dziś trzyma ze mną kontakt. Dzwoni i pyta się, jak się ma jej działeczka. A ja opowiadam, że dobrze, wszystko rośnie. Planuje się wybrać i zobaczyć.

Bogdan Kochamański uważa, że absolutnie trzeba walczyć o to, by działki w mieście pozostały, a nie były zastępowane betonem, blokami, drogami.

W kompleksie przy Ciepłowniczej jest kilka ogrodów, m.in. Kolejarz, Handlowiec, Kabanos, Budowlani, Zacisze, Energetyk.

- Myślę, że ok. 600 działek. Mamy szczęście, że jesteśmy mało atrakcyjni dla potencjalnego dewelopera, bo po jednej stronie biegną tory, a przez nasz ogród przechodzą rury gazowe.

"Nie wyobrażam sobie życia bez tych moich arów"

Mimo to inwestycja olbrzymia się szykuje: - Będą spawać rurę, która ma przechodzić pod Wisłokiem. Kilka działek będzie zrównanych z ziemią, ale później oddanych.

Maria Wierzbińska, działkowiec w innej części miasta, w ogrodach „Przyszłość“, w pobliżu hipermarketu E. Leclerc wymienia, że te 370 m kw. to dla niej wielkie dobro, coś wspaniałego, miejsce do wypoczynku i do wysiłku fizycznego zarazem.

- Zamiast spacerować po mieście, czy galeriach, wolę przyjechać na działkę, posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na piękne, kwitnące rośliny, na moje kwiaty, rozmyślać, jak by to jeszcze uatrakcyjnić, czym uzupełnić, co jeszcze zrobić - zachwyca się 80-latka z Rzeszowa. - Najbardziej odpręża mnie właśnie widok tego, co tu rośnie. Moja działka jest naprawdę ładna, ukwiecona.

I wylicza, że ma wszystkie krzewy owocowe: porzeczkę białą, czarną, czerwoną, jeżynę, a nawet świdośliwę, która właśnie cudnie kwitnie.

- Jej owoce podobne są do śliwek, ale z małą pestką. Cierpko - słodkie, ale bardzo smaczne - mówi. - Maliny też są, aronia, borówka - 10 krzaków wielkoowocowej. Agrestu nie mam, bo nie każdy lubi koło tego chodzić i robić. Z winogrona musiałam zrezygnować, wykarczować, bo sama, bez męża już nie dałabym rady.

Rośnie tu też tuja, cis, piwonie - aż cztery gatunki: czerwona, biała, żółta i różowa. Kwitną tulipany i bratki. Jeszcze cieszą oko hiacynty, które zaczynają przekwitać. Jest i skalniak, przy którym mieni się od kwiecia w barwach niebiesko - fioletowo - różowo - białych. I wysoka chyba na 3 metry magnolia o różowych kwiatach.

Opowiada, że murowany, pokryty blachą domek z tarasem jeszcze mąż zbudował.

- Wewnątrz jest dość duża powierzchnia. Na te czasy, kiedy go stawialiśmy, był jednym z największych.

Jest tu woda i prąd.

- Mam czajnik. Herbatę mogę zaparzyć. Mieliśmy dawniej także butlę gazową. Mąż normalnie obiady gotował. Ja nie używam. Nie potrafię.

Trudno jej sobie wyobrazić życia bez tego wszystkiego. Chętnych, którzy by kupili jej działkę, ma od ręki, ale nie zamierza sprzedawać.

Działki, które ciągną się do Krzyżanowskiego istnieją od lat 70.

- W miejscu mojej był bardzo niski teren. Mąż nawiózł mnóstwo ziemi. Chyba z 12 ciężarówek.

Wakacje na RODOS

Wiesław Cupryś, kolejny nasz bohater, w 1986 roku zdecydował się na działkę w ogródkach „Małopolanin“, dziś tuż za marketem B1. Wybór padał na tą lokalizację ze względu na bliskość osiedla Krakowska Południe, gdzie mieszka.

- Mam „foliaka“, takiego 3 na 5 metrów i tam głównie pomidory i ogórki. Posadziłem także czereśnię, wiśnię, trzy odmiany jabłoni, jagodę kamczacką, borówkę amerykańską, jeżynę bezkolcową, maliny, trzy gatunki winogron - wylicza.

Były student Uniwersytetu Trzeciego Wieku, gdzie - jak przyznaje - został wciągnięty do kabaretu, śmieje się, że zasada była taka: „jak się przyjdzie na działkę, to fajnie, by było co zerwać i do buzi wsadzić“.

- Działkę ustawiłem tak, żeby się jak najmniej narobić, ale z drugiej strony jednak poruszać. Koszenie trawy mi wystarczy.

Działkowiec będący na emeryturze lubi odpoczynek jak w sanatorium, wśród zieleni. Przyznaje, że kwiaty to domena żony. Ona dba o stronę wizualną.

- Wszystko już zaczyna cieszyć oko i wychodzi z ziemi.

I opowiada dowcip, jak to wiosną spotkało się dwóch kolegów. Jeden zachwyca się, że właśnie wszystko wychodzi z ziemi. A drugi na to: - Nie mów tak, bo ja tydzień temu teściową pochowałem...

Ogródek upiększają tu m.in. tulipany, wilczomlecz, hortensje, juka, która będzie kwitła na biało. Pan Wiesław cieszy sie, że w tym specyficznym epidemicznym okresie może wziąć laptopa pod pachę i pójść na działeczkę do swojego kącika artysty, przejrzeć pocztę, wiadomości.

W sprzyjających czasach dość często zapraszał na działkę rodzinę i znajomych, a krąg się u niego poszerza, gdyż bierze udział m.in. w grupach wsparcia, należy do klubu seniora i prowadzi klub brydża towarzyskiego w „KRAKU”. Zabierał do ogrodu 4-letnią wnusię.

- Prawie codziennie tu jestem. Nie ma to jak siedzieć na świeżym powietrzu, zamiast w czterech ścianach bloku.

Wszyscy w okolicy mają altanki, drewniane lub murowane. Każdy z domków ma prąd.

- Woda jest w alejce, a kto był bardziej zapobiegliwy i miał fundusze, mógł podciągnąć ją na działkę - tłumaczy.

Zwraca uwagę na świetlicę, gdzie co roku organizowane są dożynki. Od kilku lat podczas nich przestawia własne skecze a na dożynkach okręgowych w sierpniu ubiegłego roku wystąpił z „Żywotem seniora poczciwego”.

Przed rokiem był już bliski sprzedaży działki. Z uwagi na zdrowie.

- Ale nie trafił mi się konkretny kupiec, a siły z moją połówką pozbieraliśmy i postanowiliśmy, że jeszcze ten rok przekuśtykamy - mówi 70-latek.

I ze śmiechem dodaje, że spokojnie mógł pochwalić się znajomej, że w tym roku w wakacje spędza na RODOS. - A ona na to: no tobie to się powodzi - opowiada. - A ja pytam, czy wie, co to oznacza? I szybko rozszyfrowuję: rodzinny ogród działkowy ogrodzony siatką.

MEMY o RODOS: Wakacje i urlop spędzasz na RODOS? Nic stracon...

Zielone płuca miasta

Agnieszka Sycz, dyrektor Okręgowego Zarządu Podkarpackiego Związku Działkowców w Rzeszowie podlicza, że w mieście istnieje 26 ogrodów działkowych, ale niestety po kawałku są okrajane, m.in. na drogi publiczne.

- Większość ogrodów nie znajduje się w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jako zieleń działkowa. Bądź takich planów w ogóle nie ma, a jeśli się je tworzy to w każdym jednym przypadku ogrody nam w części lub całości znikają. Zastępuje się je drogami publicznymi, które owszem, są bardzo ważne dla miasta, ale ogród działkowy też ma swoje znaczenie w naszym środowisku. Odgrywamy znaczącą rolę w całym ekosystemie.

Dodaje, że da się zauważyć powrót do produkcji zdrowej żywności, bez nawozów, bez sztucznych środków chemicznych a seniorzy, przy niewielkich emeryturach uzupełniają sobie tym sposobem budżet domowy.

- Jeśli taki senior posadzi sobie ogórki, pomidory, szparagówkę, cebulę, pietruszkę, buraczki, owoce - przy dzisiejszych cenach to dla niego ogromny zastrzyk - zwraca uwagę. - Działki utrzymujemy z własnych pieniędzy. Wielokrotnie staraliśmy się o dotacje samorządu, ale niestety nie dostaliśmy nic.

Agnieszka Sycz dodaje, że w Biurze Rozwoju Miasta często słyszy argument, że przecież takie ogródki można przenieść gdzieś za miasto, więc w czym problem.

- To nie taka prosta sprawa, zwłaszcza dla seniorów 70 plus, którzy swoje ogrody tworzyli dziesiątki lat, a musieliby wszystko urządzać dosłownie od podstaw i często na ugorze - mówi. - Nie zdążyliby nawet zjeść tej czereśni, czy jabłka z nowo posadzonych drzew. To argumenty czysto ludzkie. Nad tym nikt się nie zastanawia. Intencje deweloperów są najważniejsze. Jesteśmy coraz większą metropolią, ale dlaczego kosztem nas, działkowców? Ogrody znikają i nic nie powstaje w zamian.

Podkreśla, że własne trzy ary to zdrowie psychiczne i fizyczne. Zwłaszcza dla mieszkańców, którzy nie mają domu z ogrodami.

Mirosław Kwaśniak z Klubu Rozwoju Rzeszowa uważa, że działki w mieście powinny zostać na zawsze, jak w Niemczech.

- To zielone płuca, które produkują tlen. Starsi traktują je jak sanatorium. Nikt im nie przeszkadza, mają piękną przyrodę i świeże powietrze.


ZOBACZ TEŻ: Poszerzenie Rzeszowa? Tak, ale... Wojewoda uzasadnia swoją decyzję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie