Okupacja w łańcuchach

Dorota Mękarska
Udostępnij:
Jeszcze rok temu Antoni Wojnarowicz sprzedawał świeżutkie pstrągi w sklepie na sanockim rynku. W środę przykuł się łańcuchami do kaloryfera w leskiej prokuraturze. - Byt mojej rodziny legł w gruzach - mówi.

Wojnarowicz zawsze był niespokojnym duchem.

- Narwaniec - mówią o nim ludzie z Hoszowa. Zresztą znany jest nie tylko w okolicach Ustrzyk.

W 1980 roku zasłynął jako jeden z organizatorów ustrzyckiego strajku.

Upadek domu Wojnarowiczów

W 1993 roku z niewyjaśnionych przyczyn spłonął dom Wojnarowiczów. Dziesięcioosobowa rodzina przeniosła się do budynku po wylęgarni ryb, który zaadoptowano na mieszkanie. Bieszczadzkie zimy dawały się im we znaki, ale na duchu podtrzymywała nadzieja, że los się odmieni. Zaczęli budować nowy dom. Wierzyli, że dzięki hodowli pstrągów staną na nogi.

Może i tak by się stało, bo dzieci rosły i po kolei opuszczały dom. Ale nadszedł styczeń 2006 roku. Wtedy to Zakład Energetyczny w Sanoku odciął im energię elektryczną.

Zabawa bezpiecznikami

- Do 2001 roku pan Wojnarowicz miał podpisaną z nami umowę na tymczasowe dostarczanie energii - wyjaśnia Daniel Krężałek, dyr. d.s. ekonomicznych w Zakładzie Energetycznym w Sanoku. - Kiedy wybudował nowy dom, na własną rękę podciągnął do niego instalację ze starego budynku. Patrzyliśmy na to jednak przez palce.

Wojnarowiczowie często zalegali z rachunkami. Wtedy przychodził do nich pracownik elektrowni i wykręcał korki. Wojnarowicz wkręcał je z powrotem. Rachunki płacił z opóźnieniem.

- Trwało to, dopóki pracownicy nie zaczęli nam zgłaszać, że stan tej instalacji zagraża zdrowiu i życiu nie tylko tej rodziny, ale i sąsiednich odbiorcom - opowiada Krężałek. - Napisaliśmy do pana Wojnarowicza pismo, że musi poprawić stan instalacji. Ale on do tego się nie dostosował.

Elektrownia zerwała więc umowę z odbiorcą. Licznik zdjęto w asyście policji. To wtedy Wojnarowiczowi puściły nerwy. Poturbował policjanta i powybijał szyby w samochodzie.

Niedługi po tym zajściu Wojnarowicz podłączył się do słupa przy drodze. - To już była ewidentna kradzież - uważa Krężałek.

Ryba nie może żyć bez prądu

[obrazek2] Wojnarowiczowie przygotowali się na wiele godzin okupacji. - Jesteśmy zdeterminowani. Byt mojej rodziny legł w gruzach - tłumaczył ojciec rodziny.
(fot. DOROTA MĘKARSKA)- A co miałem robić? - pyta mężczyzna. - Był straszny mróz. Gospodarstwo rybne nie mogło funkcjonować bez prądu. A to nasze jedyne źródło utrzymania.

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Zakład Energetyczny skierował sprawę o kradzież do leskiej prokuratury. Wojnarowicz z kolei złożył skargę do sanockiej prokuratury, licząc na to, że tu szybciej znajdzie sprawiedliwość.

- Podał nas m.in. o odszkodowanie, motywując to tym, że musiał w czasie mrozu w skarpetkach wychodzić z domu - dodaje Krężałek.

Po tym wszystkim obie prokuratury skierowały mężczyznę na badania psychiatryczne.

- Poddałem się im dobrowolnie - zaznacza Wojnarowicz.

Opinie psychiatryczne były rozbieżne. Według jednej, Wojnarowicz jest zdrowy psychicznie, według drugiej - niepoczytalny. Na trzecie badanie Wojnarowicz już się nie stawił, bo poszedł okupować leską prokuraturę.

Nasz dom nie jest domem policji

Środa. Do protestu ojciec rodziny angażuje czwórkę dzieci, z siedmiorga pozostających jeszcze na jego utrzymaniu. Troje starszych chłopców karnie przykuwa się łańcuchami do kaloryfera na korytarzu w prokuraturze. Bez "uwięzi" pozostaje tylko 11-letnia Joasia.

Dzieci wypisały na kartonie apel: "Niech policja nas broni, a nie dręczy". "Chcemy się uczyć przy żarówce". "Nasz dom nie jest domem policji". Podpis pod apelem złożyła Joasia, jej 13-letni brat Antek, 15-letni Aleksander i 17-letni Ireneusz.

- Będziemy tu czekać na przyjazd pełnomocnika ministra Ziobry - zapowiada ojciec rodziny. - Jesteśmy zdeterminowani, bo prokuratura zamiast nas bronić, dąży do mojego ubezwłasnowolnienia.

Wojnarowiczowie przygotowani są na wiele godzin okupacji. Wzięli ze sobą picie i jedzenie.

- A co ze szkołą?

- Na to pytanie dzieci wzruszają tylko ramionami.

Łańcuchy i różańce

Pracownicy prokuratury spokojnie przyjmują okupację budynku. Na grzeczne prośby, by Wojnarowiczowie nie tarasowali na korytarzu drzwi do pokoi, rodzina potulnie wciska się w kącik. Dzieci kryją się za stolikiem, który osłania ich przed oczami ciekawskich. Nie są skore do rozmowy. Najstarszy Ireneusz przyznaje (ale z oporami), że przyszedł okupować leską prokuraturę z własnej woli. Jego mina jednak o tym nie świadczy. Najmłodszego z chłopaków bawi cała sytuacja. Rozgląda się ciekawie dookoła.

Około godz. 16 staje się jasne, że żaden ważny gość do Wojnarowiczów nie przyjedzie.

Do prokuratury przyjeżdżają natomiast policyjni negocjatorzy z Sanoka i Brzozowa. Negocjacje z ojcem rodziny toczą się ze zmiennym szczęściem. Kiedy już wydaje się, że Wojnarowiczowie sami zrezygnują z okupacji, następuje nieoczekiwany zwrot. Ojciec rodziny postanawia kontynuować protest.

Bezkrwawa operacja

Wtedy do akcji wkracza pięciu mundurowych i ich komendant. Na widok policji dzieci padają na kolanach i odmawiają modlitwę "Zdrowaś Mario". Cała rodzina ma ze sobą różańce.

- Wezwaliśmy strażaków, którzy dysponują nożycami do cięcia metalu - opowiada Marek Białek, z-ca komendanta powiatowego policji w Lesku.

Rozkuwanie łańcuchów przebiega spokojnie, bez krzyków. Jeden z chłopaków tylko trzyma się kaloryfera, ale i jego udaje się oswobodzić bez użycia siły.

- Już na komendzie pan Wojnarowicz podziękował mi za "bezkrwawą interwencję" - mówi Białek.

Potrafi walczyć

Na komendzie Wojnarowicz jest badany przez lekarza. Wieczorem całą piątkę policja odwozi do domu.

- Na tym sprawę zakończymy - zapewnia Białek. - Nie będziemy wszczynać postępowania, bo to byłaby sztuka dla sztuki, a mamy do czynienia z nieszczęśliwym człowiekiem.

Dyrektor Krężałek jest pod wrżeniem czynu Wojnarowicza.

- Jak widać, potrafi walczyć o swoje - przyznaje. - Ale dlaczego nie pójdzie bardziej konwencjonalną drogą i nie poprawi stanu instalacji? Jeśli to zrobi, będzie miał prąd.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie