Ostatni gasi... pożar

Władysław Borowiec
Wojciech Bereżański - jedyny półetatowy strażak w Horyńcu Zdroju. Jako kierowca strażniczego stara zarabia 500 zł. brutto miesięcznie.
Wojciech Bereżański - jedyny półetatowy strażak w Horyńcu Zdroju. Jako kierowca strażniczego stara zarabia 500 zł. brutto miesięcznie. Fot. Tadeusz Poźniak
Udostępnij:
Z Werchratej pod Lubaczowem wyjechała za chlebem połowa strażaków. - Ale gotowość utrzymujemy - zapewnia komendant

Komendant włącza przycisk. Alarm! Kiedy cichnie syrena, nadjeżdża młody mężczyzna na rowerze. Minuta później - kolejny strażak. Po trzech minutach przy remizie krząta się pięciu ludzi. - Gdzie się pali?

Werchrata, niewielka podlubaczowska wieś ma swoja Ochotniczą Straż Pożarną. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu należało do niej 48 członków, teraz zostało 28.

- W tym 18 "pewnych", umundurowanych - zaznacza Jan Hryniuk, komendant. - Dlaczego jest nas mniej? Bo młodzi wyjechali za chlebem. Najwięcej do Wielkiej Brytanii.

Ale jesteśmy gotowi

Komendant zapewnia jednak, że strażacy ciągle utrzymują pełną gotowość. Na dowód włącza syrenę i po chwili pojawia się kilku strażaków.

- Nam łatwiej przyjechać do pożaru niż straży zawodowej z Lubaczowa - podkreśla Hryniuk. - My znamy te okolice i wiemy, gdzie można przejechać.

Hryniuk w ochotniczej straży jest już 43 lata. Od 15 roku życia. Mówi, że w Werchracie tradycja strażacka nie zaginęła, bo ta profesja cieszy się szacunkiem. - Wielu wyjeżdża, ale nowi ochotnicy ciągle się garną.

Mimo że załogi są zdziesiątkowane, tradycja strażacka nie zaginie.
Mimo że załogi są zdziesiątkowane, tradycja strażacka nie zaginie.
Fot. Tadeusz Poźniak

Jan Hryniuk, komendant: - Ciągle można na nas liczyć. (fot. Fot. Tadeusz Poźniak)Kto będzie kopał piłkę?

W gminie Horyniec Zdrój, oprócz jednostki w Werchracie, są jeszcze trzy: w Horyńcu, Nowym Brusznie i Wólce Horynieckiej.

- Dawniej w samej Werchracie było prawie 50 strażaków, a teraz tylu jest w czterech jednostkach - przyznaje Zygmunt Juzwa, inspektor Urzędu Gminy. - Doszło do tego, że wkrótce w A-klasowej drużynie piłkarskiej nie będzie miał kto grać, bo zabraknie młodych. I trudno się dziwić, brakuje pracy.

- Jedynymi zakładami dającymi u nas pracę są: sanatoria, szkoły i Urząd Gminy - wylicza wójt Ryszard Urban. I dodaje: - Gmina wspiera strażaków finansowo, a oni pomagają nam przy zabezpieczaniu imprez.

To hobby, nie pieniądze

Wojciech Bereżański to jedyny etatowy strażak w OSP w Horyńcu Zdroju. A dokładnie półetatowy. Jest kierowcą strażniczego stara. Codziennie w remizie spędza cztery godziny, później musi być pod telefonem, by w razie pożaru jak najszybciej dojechać do remizy. Zarabia 500 złotych brutto miesięcznie.

- To bardziej hobby niż pieniądze - zaznacza.

- U nas nie ma tylu zagrożeń jak w większych miejscowościach, ale są sytuacje, kiedy strażacy są niezbędni - mówi Zygmunt Juzwa. - Jeżdżą nie tylko do pożarów, ale także do likwidowania klęsk żywiołowych, zabezpieczają wypadki drogowe. Są nawet wzywani, gdy trzeba zlikwidować rój os.

W Werchracie na cząstce etatu zatrudniony jest Mieczysław Gołda, kierowca wozu ogniowego.

- Na rękę mam 250 złotych brutto miesięcznie - mówi. - Żyję z zasiłku żony. Zatrudnić się nigdzie nie mogę, bo w razie pożaru muszę być cały czas w gotowości. Zresztą o pracę trudno.

Ci, którzy jeszcze zostali, zatrudniają się sezonowo na stacji kolejowej przy przeładunku. Można tam zarobić najwyżej siedem stów miesięcznie.

[obrazek3] Mimo że załogi są zdziesiątkowane, tradycja strażacka nie zaginie.
(fot. Fot. Tadeusz Poźniak)Beczka przecieka

Do pożarów najczęściej wzywani są wiosną, kiedy to rolnicy wypalając trawy powodują zagrożenie dla lasów i domostw.

Jan Hryniuk: - W styczniu byliśmy w pełnej gotowości, bo groziły nam wichury, podobnie jak w ostatni piątek. W końcu kwietnia paliło się przy świetlicy.

Komendant martwi się o sprzęt. - Samochód ma już 33 lata, ale jeszcze daje sobie radę na tych pagórkach. Gorzej, bo beczka przecieka. Przydaliby się jacyś sponsorzy. A może wojsko by coś przekazało ze swojego sprzętu?

W ogóle z pieniędzmi u strażaków krucho.

- Mundury kupujemy przeważnie za własne pieniądze. Mundur gaśniczy kosztuje około dwieście złotych, galowy czterysta. W sumie mamy dziesięć mundurów galowych - wylicza Hryniuk.

Żeby dorobić na własne potrzeby, organizują zabawy. To ich przywilej. Dawniej ochotnicy zwalniani byli z podatków rolnych. Teraz żadne ulgi im nie przysługują.
A ile strażacy zarabiają za udział w akcji? 13 złotych za godzinę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie