Pacjent zadławił się i zmarł. Lekarza, choć miał dyżur, nie było w szpitalu

Ewa Gorczyca
Tomasz Jefimow
W ciągu najbliższych kilkunastu dni Prokuratura Rejonowa w Brzozowie podejmie decyzję o ewentualnym postawieniu zarzutów lekarzowi oddziału laryngologicznego szpitala w Sanoku.

Sytuację, która miała miejsce 9 maja ub. roku, nagłośniła anonimowa osoba, powiadamiając starostę, burmistrza a także naszą redakcję i sugerując, że lekarz pojechał na rowerową przejażdżkę. Dyrektor szpitala, z którym rozmawialiśmy przed publikacją, potwierdził, że doszło do zgonu pacjenta, ale dodał, że lekarz zaprzecza, by opuścił oddział w godzinach pracy. Dyrektor zadeklarował, że zawiadomi o zdarzeniu prokuraturę, by ta zajęła się wyjaśnieniem okoliczności śmierci pacjenta.

Sprawą najpierw zajęła się prokuratura sanocka, potem przejęła śledztwo prokuratura brzozowska. Przesłuchano świadków, w tym członków rodziny pacjenta, którzy przyszli go odwiedzić w porze popołudniowego posiłku. Jak się okazało - natrafili na krytyczny moment, chwilę po tym, jak Edward D. zakrztusił się dużym kawałkiem mięsa.

- Starszy pan miał taką przypadłość, że połykał bez przeżuwania. Dwa dni wcześniej też się zakrztusił, ale wtedy pomoc nadeszła w porę - mówi prokurator Alicja Barbara-Bąk, prowadząca śledztwo.

73-latek dusił się, próbowali go ratować pielęgniarka i osoba, która rozwoziła jedzenie. Lekarza przy tym nie było. - Pojawił się dopiero później. Świadkowie nie potrafią precyzyjnie ocenić po jakim czasie. Twierdzą, że mogło upłynąć od kilkunastu do kilkudziesięciu minut - mówi prokurator Barbara-Bąk.

Oddział laryngologii jako jedyny mieści się w budynku starego szpitala (pozostałe są w nowym kompleksie oddalonym o ponad pół kilometra). Lekarz dyżurny był jedyną osobą, która w krytycznym momencie mogła wykonać zabieg tracheotomii u nieprzytomnego pacjenta. Zrobił go, ale dopiero, gdy wrócił na oddział.

Prokuratura zwróciła się do biegłych ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego o ocenę czy nieobecność lekarza i niepodjęcie natychmiastowej reanimacji pozostaje w związku ze zgonem pacjenta.

Zespół biegłych (dwóch otolaryngologów, anestezjolog i specjalista medycyny sądowej) dostał do dyspozycji dokumentację medyczną i akta sprawy. Bezpośredniego związku się nie dopatrzyli, ale uznali, że nieprawidłowości w postępowaniu medycznym mieszczą się w kodeksowym pojęciu narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. - To może być podstawą do postawienia takiego zarzutu lekarzowi - mówi prokurator.

Lekarz utrzymuje, że był na miejscu i pojawił się przy chorym w ciągu minuty od wezwania. Zaprzecza temu analiza połączeń i logowania do stacji BTS, wykonana przez fachowców z KWP w Rzeszowie. Gdy dzwoniła pielęgniarka, był poza szpitalem.

Na to, że lekarz w czasie dyżuru rzeczywiście wybrał się na przejażdżkę rowerem wskazują zeznania świadka, który przywiózł do szpitala rodzinę odwiedzającą chorego 73-latka. Stał przed budynkiem paląc papierosa, gdy podjechał na rowerze mężczyzna i szybko pobiegł na oddział. Nie ma pewności, że był to lekarz, ale prokuratura nie wyklucza przeprowadzenia tzw. okazania.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

P
PiSu program EUTANAZJA+

Pan Krzysztof zmarł po 9 godzinach oczekiwania w izbie przyjęć Szpitala Miejskiego w Sosnowcu. Według relacji rodziny, trafił tam z siną nogą, z której sączył się płyn z krwią. "Nie było reakcji, nie otrzymał pomocy takiej, jak powinien" - twierdzi jego szwagierka. Sprawę, na wniosek lecznicy, bada prokuratura. Prezes szpitala: "Przepraszam za to, iż nie uratowaliśmy życia naszemu pacjentowi".

 

G
Gość

Zamiast lekarza pójdzie siedziec pani rozwożąca jedzenie. To nic, że lekarz jeździł sobie rowerem po okolicy zamiast być na oddziale ( za co zresztą dostał kasę ), ale to pani rozwożąca żarcie wrzuciła pacjentowi duży kawałek mięsa do talerza.

Pytanie czy nie zrobiła tego celowo, bo skąd w szpitalu wziął się duży kwałek mięsa ?

A tak na serio, to są jaja co wyprawiają lekarze.

Niestety, nikt z tym nic nie zrobi, bo kolega koledze nie będzie robił koło duupy i wystawiał negatywnej opinii na temat jego pracy bo za miesiąc sytuacja możę się odwrócić.

 

 

m
majstefan

Temat był przerabiany, duży kawałek mięsa w szpitalu?

P
Piotr

Jak zwykle będzie tak - qrwq qrwie łba nie urwie...

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3