Pasja, która kosztowała życie

Cezary Kassak
Niemal każdego roku na torach giną żużlowcy.
Niemal każdego roku na torach giną żużlowcy.
- Dla niego nie ma już żadnej nadziei - mieli orzec lekarze oceniający stan zdrowia młodego żużlowca Stali Rzeszów, Kazimierza Fornala.

Rzeczywiście, kilka dni później zawodnik zmarł. Był kolejną ofiarą rzeszowskiego toru. Parę lat temu tragiczny w skutkach wypadek wydarzył się też na stadionie w Krośnie.

W 1972 roku Grzegorz Kuźniar był już znanym żużlowcem w kraju, członkiem kadry narodowej. W jego ślady postanowił pójść młodszy, 17-letni wówczas brat Wiesław. Zapisał się do sekcji żużlowej i często trenował razem z Grzegorzem, ucząc się od niego speedwayowego abecadła.

Feralny trening

Również w jeden z czerwcowych dni 1972 roku bracia razem uczestniczyli w treningu. Tego dnia nad stadionem Stali krążyło chyba jakieś fatum. Na torze, co i rusz dochodziło do kolizji. Trener Marian Spychała w parkingu zwołał, więc odprawę zawodników.

- Panowie, bezpieczeństwo przede wszystkim - uczulał żużlowców trener.

- Podczas tamtego treningu puszczałem zawodnikom taśmę - wspomina Józef Batko, były wieloletni zawodnik i działacz Stali.

Żużlowcy na tor wyjeżdżali dwójkami. Gdy przyszła kolej na braci Kuźniarów, obaj zawzięcie rywalizowali na torze o zwycięstwo.

- Wiesiek jechał po zewnętrznej, Grzesiek bliżej krawężnika - opowiada Józef Batko. - Na mecie młodszy z braci zrównał się z Grzegorzem. Obaj sczepili się łokciami i motorami, nieuchronnie zmierzając w kierunku ogrodzenia. Grzegorz zdążył wyskoczyć ze swej maszyny, Wiesiek bezwładnie owinął się wokół bandy.

Dla młodszego z braci karambol ten skończył się tragicznie. Zmarł w szpitalu 24 czerwca. Zdaniem Józefa Batki, Wiesław Kuźniar zapowiadał się na świetnego zawodnika, nie gorszego niż jego brat.

- Jak to się mówi, miał papiery na jazdę. Był odważny, zdecydowany. Mimo młodego wieku, bardzo dobrze prowadził motocykl - dodaje Batko.

Był zawsze miły, uśmiechnięty…

Na ryzyko utraty zdrowia i życia szczególnie narażeni byli i są najmłodsi adepci czarnego sportu. Trema i brak objeżdżenia nieraz bywały przyczyną tragedii. W maju 1978 roku, uprawianie speedwaya fatalnie skończyło się dla szkółkowicza rzeszowskiej Stali, Kazimierza Fornala.

Na jego temat w ówczesnej prasie próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki. Do tego stopnia jest on dziś postacią nieznaną, że w niektórych zestawieniach dotyczących śmiertelnych wypadków na torach podawano, iż miał on na imię Dariusz. W jeszcze innych w ogóle pomijano jego osobę.

Henrykowi Jezierskiemu, autorowi książki "Speedway ponad wszystko", opowiedział o Kazimierzu Fornalu Krzysztof Klimasz z Rzeszowa.

- Fornal zginął w wieku 17 lub 18 lat - stwierdził Krzysztof Klimasz. - Na jednym z treningów przy wejściu w drugi łuk nie opanował motocykla. Złamał kręgosłup.

Jak wynika z relacji Klimasza, nieprzytomnego zawodnika przewieziono karetką do rzeszowskiego szpitala przy ul. Szopena. Tam Fornal odzyskał przytomność, ale nie miał czucia w nogach. Po kilku tygodniach został przetransportowany do szpitala w Siemianowicach Śląskich. Tamtejsi lekarze nie pozostawili cienia złudzeń. Dla młodego człowieka nie było już żadnego ratunku. Żużlowiec cały czas był przytomny i w pełni świadomy. Zmarł po powrocie do rzeszowskiego szpitala.

- Kazik był moim sąsiadem - wspominał Krzysztof Klimasz. - Znaliśmy się bardzo dobrze. Był zawsze miły, uśmiechnięty i pracowity. Pochodził z Hermanowej, małej wioski koło Rzeszowa. Jest pochowany na cmentarzu w Tyczynie.

Uprawiał żużel dla przyjemności…

W lipcu 2001 śmierć na torze poniósł kolejny żużlowiec z naszego regionu. Tym razem areną dramatycznych wydarzeń nie był osławiony tor w Rzeszowie, tylko stadion w Krośnie. Do śmiertelnego w skutkach wypadku doszło 6 lipca, w trakcie treningu żużlowców miejscowego ŻKS-u Judyty Krosno.

W jednej z prób wzięło udział czterech zawodników. Po starcie stawce przewodził Mirosław Szczurek. Za nim podążał Wojciech Kiełbasa, atakowany przez Grzegorza Hejnara. W pewnym momencie motor Hejnara uderzył w tylne koło motocykla Kiełbasy. Nadjeżdżający Marcin Łysowski, chcąc uniknąć kolizji, położył swoją maszynę na torze, ale i on uderzył w leżącego pod bandą Kiełbasę. Hejnar i Łysowski nie odnieśli większych obrażeń. Wojciecha Kiełbasę przewieziono na oddział intensywnej terapii szpitala w Krośnie.

- Pomagałem zabrać Wojtka z toru - opowiada Krzysztof Raźniewski, lekarz i dziennikarz z Krosna. - Na pierwszy rzut oka wypadek wcale nie wyglądał bardzo źle. Zawodnik był wprawdzie nieprzytomny, ale dopiero w szpitalu okazało się, że obrażenia głowy i kręgosłupa są bardzo poważne.

Żużlowiec zmarł 12 lipca nie odzyskawszy przytomności. Był wychowankiem krośnieńskiego klubu, jeździł również w barwach Wandy Kraków. Przez pewien czas nie startował w żadnej drużynie. Niedługo przed wypadkiem za własne pieniądze odnowił licencję. Po prostu bardzo kochał żużel. Ściganie było dla niego przyjemnością i życiową pasją… Miał 28 lat.

- Niezwykle sympatyczny chłopak, taka dobra dusza - mówi o zmarłym Raźniewski. - Jeszcze chwilę przed wypadkiem żartowaliśmy w parkingu…

Pamiętajmy o nich

Zawodników z obu klubów naszego regionu, którzy ulegli tragicznym wypadkom na torze, było sześciu. Niektórzy z nich silnie zapisali się w pamięci kibiców.

Przykładem Eugeniusz Nazimek, którego memoriał już od lat jest rozgrywany na stadionie przy ul. Hetmańskiej. W tym gronie są też jednak postacie praktycznie całkiem zapomniane, jak Leszek Zienkiewicz czy Kazimierz Fornal.

Trudno oczywiście oczekiwać, by np. Stal Rzeszów, co roku organizowała pięć odrębnych memoriałowych turniejów. Wspomniany Fornal w sporcie osiągnął niewiele, dlatego przeprowadzanie dużych zawodów jego imienia byłoby być może nieuzasadnione. Ale przecież po zakończeniu takiego czy innego meczu ligowego można by rozegrać jeden memoriałowy wyścig z udziałem najlepszych zawodników w danym dniu.

Przygotowanie tego typu mini-turnieju nie wymaga ani wielkiego wysiłku, ani wielkich pieniędzy. W niektórych zresztą "żużlowych" miastach takie krótkie memoriały odbywają się. Dzięki temu pamięć o zawodnikach, którzy zginęli broniąc barw klubu, jest skutecznie podtrzymywana.

O organizowanie podobnych zawodów apelujemy do klubów z Rzeszowa i Krosna.

- To bardzo dobry pomysł - uważa prezes sekcji żużlowej Marmy Polskich Folii Rzeszów, Marta Półtorak. - Myślę, że już podczas najbliższego memoriału Nazimka przypomnimy również postacie innych żużlowców Stali, którzy zginęli na torze.

Będziemy chcieli te zawody przeprowadzić w taki sposób, by niektóre wyścigi były poświęcone właśnie ich pamięci. Cdn...

Następny odcinek już za tydzień. Poświęcony on będzie śmiertelnym wypadkom na rzeszowskim torze z udziałem zawodników spoza Podkarpacia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie