NOWINY
    POLECAMY

    Ciekawostki ze świata sportu!

    Rozwiń
    NOWINY
    Zwiń

    Ciekawostki ze świata sportu!

    • Piękne pływaczki w kalendarzu
    • Byliśmy na stoku przy Hotelu Arłamów
    • Żużlowcy z Rzeszowa spotkali się z kibicami

    Pasjonujące lata urzędowania

    Pasjonujące lata urzędowania

    Aneta Dyka-Urbańska

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    - Jak wyglądały obrady rajców przed rokiem 1990?

    - Z dzisiejszego punktu widzenia to nie do uwierzenia, bo to było jak jakiś dziwny spektakl. Oczywiście, dyskusja była, nawet starannie wyreżyserowana na spontaniczną, ale tak naprawdę z góry ustalone było każde słowo. W klubach rozdzielano role, kwestie, które mają paść z ust poszczególnych radnych. Nie było mowy o własnych stwierdzeniach, komentarzach czy wolnych wnioskach. Nie mogło się zdarzyć nic nieprzewidywalnego. Każdy z góry wiedział jak przebiegnie sesja.

    - A jaka była ta pierwsza RM po 1990 roku?

    - Wtedy nastąpiła diametralna odmiana. Radni poczuli, że od nich naprawdę coś zależy, że mogą działać, decydować, mówić o wszystkim, o czym chcą. Poczuli swoją władzę. Pracowałam w biurze rady i doskonale pamiętam pierwszego przewodniczącego RM, Andrzeja Osnowskiego, późniejszego posła, który był wyjątkowo skrupulatny, pasjonował się tą pracą, to się podobało. Ale nie był to dla mnie czas męczący czy stresujący. To było niezwykłe doświadczenie, wszyscy się uczyliśmy, nabieraliśmy rozpędu.

    - Czy w tej radzie były kłótnie?

    - Nie. Ale to zrozumiałe, bo przecież wtedy prawie wszyscy radni wywodzili się z Solidarności, więc panowała zgodność poglądów i zamierzeń. Uchwały przechodziły jednomyślnie.

    - A kolejne rady?

    - Pojawiały się spory, bo każda następna rada stawała się coraz bardziej "inwestycyjna". Chciała pomagać, zmieniać, budować, upiększać miasto. Dyskutowano, bo w grę wchodziły coraz większe pieniądze. Pierwsza rada szła raczej w stronę uporania się z nowymi przepisami, uporządkowania ogromu spraw, choć oczywiście także chciała działać wymiernie.

    - Jak udało się pani zachować stanowisko przez 36 lat?

    - Myślę, że byłam przydatna, bo mam wielkie doświadczenie. Przyznaję, jestem osobą solidną i bardzo obowiązkową. Łatwo się uczę. O przepisach, ordynacjach, wyborach wiem chyba prawie wszystko i to pracodawcy cenili.

    - Ale na emeryturę chciała pani odejść już rok temu. Przewodniczący Rady prosił, by zmieniła pani decyzję.

    - Tak było i zdecydowałam się zostać, wdrożyć radnych, moją następczynię, pomóc, ile tylko zdołam. Ale nie ma ludzi niezastąpionych. Teraz czas na mój odpoczynek, bo w sumie pracuję już 42 lata. To były pasjonujące lata.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo