Patriotyzm gospodarczy dla Rzeczypospolitej. Dr Krzysztof Kaszuba: To wciąż potężne narzędzie wspierania rozwoju

Dr Krzysztof Kaszuba z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Rzeszowie
Dr Krzysztof Kaszuba, rzeszowski ekonomista
Dr Krzysztof Kaszuba, rzeszowski ekonomista Krzysztof Kapica
Udostępnij:
Czy w czasach gdy dla lewackich aktywistów, słowo patriotyzm utożsamiane jest z ciemnotą i średniowieczem, dyskusja o patriotyźmie gospodarczym ma sens? Odpowiedź, jeśli przyjrzymy się zachowaniom i działaniom polityków niemieckich, amerykańskich czy chińskich, jest prosta. Tak, patriotyzm gospodarczy to wciąż potężne narzędzie wspierania rozwoju, o dziwo, głównie najbogatszych krajów świata. Polityk niemiecki, chiński czy amerykański nawołujący do działań przeciwko własnemu krajowi, bardzo szybko zakończyłby polityczną karierę.

Patriotyzm gospodarczy to pojęcie, wbrew potocznemu postrzeganiu jego sensu, bardzo szerokie, dotyczące nie tylko kupujących i sprzedających, ale także producentów, przedsiębiorców, pracowników, polityków, samorządowców, dziennikarzy, artystów, nauczycieli, uczniów, profesorów i studentów. Bo różne są przejawy i oblicza patriotyzmu gospodarczego.

Patriotyzm gospodarczy a wolny rynek?

Pierwsza wątpliwość dotycząca tego pojęcia związana jest z prostym pytaniem – czy w gospodarce rynkowej, a dokładniej w warunkach wolnego rynku, rozważania o patriotyzmie mają sens? Definicja wskazuje (np. podstawowy podręcznik dla ekonomistów – Ekonomia, D. Begg, S. Fischer, R. Dornbusch), że rynki, w których nie ingeruje państwo, noszą nazwę wolnych rynków. Gdyby, w którymś z ponad 200 krajów świata, w życie gospodarcze nie ingerowało państwo, można by było postawić tezę, że patriotyzm gospodarczy to echo przeszłości. A zatem skoro wolny rynek to wciąż tylko pojęcie teoretyczne, rozważania o patriotyzmie gospodarczym mają sens.

Ten kod kreskowy oznacza, że mamy do czynienia z produktem polskim!
Ten kod kreskowy oznacza, że mamy do czynienia z produktem polskim!

Pomijając czasy tyranii i władzy absolutnej, króla, faraona czy cesarza, już Temistokles czy Perykles w V wieku p.n.e., współtwórcy pierwszej w świecie demokracji, większość swoich pomysłów i działań realizowali w celu wzmocnienia pozycji Aten wśród kilkudziesięciu greckich miast-polis, a z czasem przejęcia roli lidera, do którego w efekcie końcowym miało płynąć bogactwo w postaci kruszców, surowców i zboża. Ta żądza czy pragnienie pomnażania bogactwa to do dzisiaj, najważniejszy impuls dla wspierania i kreowania polityki patriotyzmu gospodarczego. Oczywiście, nie każdy niemiecki, amerykański czy chiński polityk tak będzie określał prowadzone przez siebie działania, zwłaszcza poza granicami swojego kraju, ale taki jest cel działań kanclerza Niemiec, prezydenta Francji, Stanów Zjednoczonych czy Chin.

Patriotyzm gospodarczy rządowy

W czasach demokracji ateńskiej, zagrożonej agresją Persji, patriotyzm gospodarczy przejawiał się przede wszystkim w rozbudowie ateńskiej floty i murów łączących Ateny z Pireusem. Te dwa przedsięwzięcia umożliwiły odparcie Persów i stopniowe przejmowanie nowych rynków gospodarczych w basenie Morza Śródziemnego. Tak rozumiany patriotyzm uczynił z czasem helleńskie miasta-polis potęgą gospodarczą i kolebką, nie tylko europejskiej cywilizacji.

25 wieków później wyzwaniem dla obywateli, nie dla polityków, jest często kwestia oceny relacji pomiędzy korzyściami a kosztami działań rządzących, którzy wiele podejmowanych przez siebie decyzji promują jako działania o charakterze patriotycznym. Nie ulega wątpliwości, że najczęściej korzyści z programów rządowych są łatwo widoczne. Gorzej jest z oceną kosztów. Bardzo często są one niewidoczne, mało przejrzyste. Przykładem są np. różnego typu środki wspierające politykę zatrudnienia. W realizowanych w ostatnich kilkunastu latach, nie tylko w Polsce, projektach finansowanych przy udziale tzw. środków unijnych często koszty utworzenia i utrzymania np. przez rok jednego stanowiska pracy, licząc bezpośrednią wartość dotacji plus koszty pośrednie personelu projektowego, brukselskich parlamentarzystów, polityków i urzędników, osiągały niezwykłe wielkości. Nie był to na pewno i nie jest to dobry i wskazany przykład rządowego patriotyzmu gospodarczego.

Aplikacja Pola i kod 590

Dla milionów, zwłaszcza młodych Polaków, patriotyzm gospodarczy kojarzy się z aplikacją Pola, która na podstawie zeskanowanego kodu kresowego produktu podaje m.in. informacje o miejscu produkcji i rejestracji firmy oraz strukturze własności firmy. Hasło – „skanuj kod kreskowy i wspieraj polskich producentów”, trafiło do wielu Polaków, czego potwierdzeniem są zakupy w sklepach, głównie z żywnością.

Patriotyzm gospodarczy dla Rzeczypospolitej. Dr Krzysztof Kaszuba: To wciąż potężne narzędzie wspierania rozwoju

Od kilku lat, przy okazji odbywającego się w podrzeszowskiej Jasionce Kongresu 590, promowany jest także kod kreskowy zaczynający się od liczby 590, która teoretycznie oznacza Polskę. Politycy, czasem dziennikarze zachęcają Polaków do kupowania towarów posiadających taki początek kodu, bo ma on oznaczać, że produkt powstał w Polsce. W rzeczywistości wystarczy, że spółka zagraniczna z Chin czy Izraela założy spółkę córkę w Polsce i może używać oznaczenia 590.

75% czy 25%?

Dlaczego warto, nie tylko w sklepie spożywczym, ale także odzieżowym, obuwniczym, meblarskim czy z materiałami budowlanymi dokonać zakupu towaru wyprodukowanego w Polsce. Zakładając, że parametry produktu spełniają oczekiwania nabywcy, odpowiedź jest prosta. Upraszczając, bo dla każdego konkretnego towaru, relacje są trochę inne, jeśli kupujemy produkt wytworzony w Polsce to około 75-80% kosztów zakupu pozostaje w kraju, m.in. w postaci wynagrodzeń pracowników, zużytych surowców, materiałów, energii oraz zapłaconych przez przedsiębiorstwo i pracowników podatków. W przypadku zakupu towaru zagranicznego, wynagrodzenia pracowników i pochodne, koszty surowców, materiałów i energii, większość podatków oraz zysk producenta pozostają w kraju eksportera.

Święty Mikołaj patriota?

Niedługo Święty Mikołaj, Święta Bożego Narodzenia, choinka czyli m.in. czas refleksji, świątecznej radości ale także zwłaszcza dla najmłodszych czas mniej i bardziej wyczekiwanych prezentów. Czy przy okazji świątecznych zakupów, do których już od kilku dni zachęcają sieci handlowe, można zostać małym patriotą gospodarczym? Wszystko zależy od koszyka zakupów. W przypadku słodyczy na pewno tak. Bo przecież wielu producentów w Polsce oferuje znakomite wyroby z czekolady czy inne słodycze. W sklepach z odzieżą czy obuwiem także możemy znaleźć dobrej jakości towary z zakładów produkujących w kraju. Świadomie jednak w tekście nie używam słów „polskich przedsiębiorstw”, bo przecież wiele z nich m.in. producenci słodyczy to zakłady będące od wielu lat własnością dużych światowych koncernów, jak np. E.Wedel, od 2010 r. część japońskiej Grupy LOTTE.

Patriotyczny bazar

Przed kilkunastoma laty w rzeszowskim radio i GC Nowiny zachęcałem podkarpackich samorządowców do utworzenia w każdym powiecie Bazarów Produktów Lokalnych. Stałych miejsc pod dachem gdzie lokalni producenci mieli by możliwość sprzedaży swoich produktów. Gdzie w dwóch, trzech barach i restauracjach oferowane by były lokalne dania z lokalnych produktów. Gdzie w dwóch czy trzech kawiarniach i cukierniach przy importowanej kawie można by było delektować się lokalnymi ciastami, kremami, lodami i owocami, przepijając lokalnym winem. Gdzie całe rodziny mogły by spędzić miło czas smakując dobre podkarpackie produkty, a także dokonać ich zakupów do domowej spiżarni. Przy okazji można by było zwiedzić lokalne ciekawe miejsca, które są przecież w każdym podkarpackim powiecie.

Proponowałem by w tym celu wykorzystać fundusze unijne. Realizacja projektu była szansą na ściągniecie do podkarpackich miejscowości turystów, którzy mieli by szanse testować różne rodzaje pierogów, kaszanek, kwaśnic, żurków czy bigosów, dokonywać zakupów, poznawać uroki Podkarpacia. Czyli w rezultacie końcowym pozostawiać na Podkarpaciu pieniądze, wspierając rozwój lokalnych producentów, którzy tworzyli by dodatkowe miejsca pracy a do gmin płynęły by podatki. A większe dochody własne gmin to większe możliwości realizacji przedsięwzięć inwestycyjnych w oświacie, kulturze czy sporcie. Były duże fundusze unijne, wiele z nich przeznaczono na nie zawsze logiczne, perspektywiczne cele. A przecież racjonalna sztuka wydawania środków wspólnych to też patriotyzm gospodarczy.

Bazarek w Boguchwale

W pierwszą sobotę listopada br., w Boguchwale, Podkarpacki Ośrodek Doradztwa Rolniczego zaprosił lokalnych producentów do sprzedaży wędlin, serów, miodów, pieczywa. Sobotni podkarpacki bazarek, kontynuacja prowadzonego przez Ośrodek e-bazarku, cieszył się wielką popularnością. Tysiące mieszkańców przyjechało dokonać zakupów lokalnych produktów bezpośrednio od producentów, omijając sieciowych pośredników. Czy jest szansa na kolejny krok, stały bazar pod dachem?

Billbordy oszustów czy patriotów?

Politycy a szczególnie europosłowie, nie tylko z Podkarpacia, uwielbiają wydawać unijne, czyli w dużym stopniu pieniądze polskich podatników na billbordy, na których, na tle mostu czy autostrady lub z gromadką dzieci niosą jakieś przesłanie do Narodu, który ich do Parlamentu Europejskiego wybrał. Pytanie? Po co komu setki billboardów przy drogach w całym kraju z informacjami, że tak będą wyglądać autostrady, kolej i inne budowle, oczywiście sfinansowane ze środków unijnych. Do tego miliony kserowanych bez opamiętania kartek papieru, bo każde działanie związane z realizacją projektu unijnego wymaga bizantyjskich form sprawozdawczości.

Czy nie są absurdem do kwadratu wymagania „unijnych specjalistów z Warszawy” by flaga UE była w dokumentacji projektowej koniecznie w kolorze niebieskim. Dlaczego? Bo kolorowe ksero jest droższe od czarnego i dzięki temu mamy, przynajmniej na papierze, wyższy wzrost PKB. A że prosty Naród ma problemy z zapłaceniem rachunku za gaz. To jego problem. Od wielu lat proponuję likwidacja wszelkich form ogłoszeń i reklam partyjnych, i europoselskich niby-sukcesów w prywatnych mediach i na billboardach. W czasach IT wystarczą strony poszczególnych partii, ministerstw i europosłów. A sukcesy każdy widzi i czuje. Zwłaszcza tysiące Polaków podziwiających ceny nie tylko benzyny czy opłat za śmieci.

Test na gospodarczy patriotyzm

Testem na patriotyzm gospodarczy rządu powinno być wprowadzenie zasady sprawiedliwości podatkowej dla osób fizycznych i prawnych. Już najwyższy czas, na wprowadzenie równości podatkowej  dla podmiotów gospodarczych, krajowych i zagranicznych bez względu na formę prawną. Dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, przedsiębiorstw mikro, małych, średnich i dużych, spółdzielni, stowarzyszeń, fundacji. W tym także banków, instytucji finansowych, sieci handlowych, które działają w różnych formach prawnych. Podatek od przychodów ze sprzedaży w przedziale od 1% do 3%, zróżnicowany dla sfery produkcji, handlu i usług zamiast podatku dochodowego od osób prawnych, tzw. CIT. Obecnie jego płatnikami są wybrani. I oczywiście likwidacja podatku od wartości dodanej tzw. VAT. Jest czymś niepojętym, że najgłupszy w historii świata, kryminogenny, zawiły, zwrotny podatek VAT, od praktycznie 30 lat funkcjonuje, nie tylko w polskiej przestrzeni gospodarczej.

Patriotyczna szansa PiS

Prawo i Sprawiedliwość otrzymało historyczną szansę. Od początku XXI wieku na salonach władzy trwał chocholi taniec upojonych zapachem unijnych i paserskich miliardów: polityków, ich medialnych zauszników i rosnących w postępie geometrycznym rzesz protegowanych specjalistów od praw, ustaw, zarządzeń, rozporządzeń, interpretacji, subwencji, zamówień, przetargów, dotacji  i cmentarnych negocjacji. Fałszywego poloneza usiłowały prowadzić karykatury „ludzi honoru”, na platformie wolności bez odpowiedzialności, wspierani przez miłośników filozofa od bytu i anomalii ze świńskim ryjem. Za nimi kroczyli przebierańcy z klubu strojów ludowych i poszukiwacze synekur z lewizny przyjaciół niemieckiej naziantify. Do taktu w medialne bębny waliły autorytety z mediów i gazet wybranych, ćwierkające na blumsztajnowych gwizdkach. Tłumek uzupełniali opłaceni analfabeci i walczący z krzyżem czciciele gender. Minęło 6 lat, czy politycy PiS wykorzystali szansę?

Patriotyzm gospodarczy COP

Przed kilkoma laty w trakcie konferencji w Politechnice Rzeszowskiej zadałem retoryczne pytanie. Gdzie byliśmy w czasach tworzenia Centralnego Okręgu Przemysłowego, a gdzie jesteśmy dzisiaj? Zamiast sensownej dyskusji, miesiąc po konferencji, m.in. znany powszechnie menedżer oraz ówczesny marszałek województwa, lider ludowców w dorzeczu Sanu, ówczesna gwiazda niszowej gazety, błysnął żałosną sztuką publicznego dyskursu oraz intrygującą teorią  o roli szarlatana w rozwoju ekonomii. A przecież idea COP-u była prosta. Uprzemysłowienie kraju, zlikwidowanie przeludnienia wsi, zwiększenie możliwości obronnych kraju, scalenie terenów byłych zaborów, wzrost prestiżu Polski na arenie międzynarodowej, wzmocnienie zaufanie społecznego do władzy państwowej. A że, jak pisał prof. Marian Marek Drozdowski „w trakcie budowy COP-u Polska zbudowała sześć modeli samolotów, podczas gdy liczba inżynierów była kilkadziesiąt razy niższa niż obecnie... i udało się postawić polski przemysł lotniczy na szóstym miejscu w Europie”, to taki mały drobiazg.

Oczywiście, dla wyznawców wiary w istnienie wolnego rynku, decyzja o budowie COP była złym, nie wolnorynkowym rozwiązaniem. Ale przecież wiele realizowanych w ramach COP - inwestycji to były dzieła wolnych, niezależnych przedsiębiorców. To przecież właśnie w miasteczku gdzie miał miejsce sobotni bazarek, 83 lata wcześniej, inżynier Stanisław Syska zrealizował piękną inwestycję, za kredyty bankowe (gwarantowane przez państwo i udzielane na korzystnych warunkach), zaliczkę na dostawy izolatorów, a także za spieniężenie udziałów w ćmielowskiej spółce produkującej wyroby z porcelany. Ważnym czynnikiem była perspektywa 10-letniego zwolnienia z podatków, przysługująca firmie rozpoczynającej działalność w Centralnym Okręgu Przemysłowym. Zakład Porcelany Elektrotechnicznej Zapel S.A. w Boguchwale funkcjonuje do dzisiaj, i co ciekawe jest udanym przykładem prywatyzacji pracowniczej.

Korzenie patriotyzmu gospodarczego

Marzenia o dumnej i sprawiedliwej Rzeczypospolitej, kreatorce gospodarczego patriotyzmu, wymagają czasem, przynajmniej na chwilę, powrotu do korzeni. Najlepiej rozpocząć od poczytania raz jeszcze, a może po raz pierwszy: Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Sienkiewicza, Rodziewiczównę, Wyspiańskiego. Piewcy dumnej Rzeczypospolitej wyrośli na wspomnieniach o Polsce, o którą walkę przegrali Konfederaci Barscy. Tę walkę w połowie XIX wieku podjął Hipolit Cegielski, filolog, doktor filozofii, nauczyciel, działacz społeczny, założyciel i właściciel fabryki maszyn rolniczych. Symbol pracy organicznej w zaborze pruskim. Może warto od czasu do czasu przypomnieć jego dwa proste zdania zamieszczone w 1848 roku, w Gazecie Polskiej, w artykule zatytułowanym „Barwa nasza”: „Materyalną podstawą narodowości jest ziemia, przemysł i handel – kto ziemię, przemysł i handel wydaje w ręce cudzoziemców ten przedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród. Idealną podstawą narodowości jest wykształcenie – kto dobrowolnie zaniedbuje wykształcenie umysłu swego na dobro publiczne, ten kradnie dobro publiczne, kto kradnie dobro publiczne, ten się przeniewierza narodowi”. 

Utracone korzyści

Wykształcenie jest niewątpliwie idealną podstawą narodowości. Jego dobra organizacja to najlepszy z możliwych przykładów patriotyzmu gospodarczego. Pytanie. Ile miliardów złotych straciła Polska i Polacy na absurdalnych, niby reformach edukacyjnych. Smutne losy zawodówek i dobrych techników, gimnazjalne nieporozumienie i tresowanie sześciolatków to utracone szanse na lepszą i bogatszą Polskę. Zamiast dziesiątek tysięcy sfrustrowanych młodych ludzi bez kwalifikacji Polska mogła mieć dobrych fachowców tworzących własne, społecznie użyteczne firmy, a przedsiębiorstwa poszukiwanych pracowników.  Rewitalizacja szkolnictwa zawodowego, zniszczonego w latach 90-tych, to jeden z ważnych czynników do lepszego bytu Polaków. Polsce potrzebni są także rzemieślnicy i fachowcy z umiejętnościami przydatnymi w kraju, ale także w Norwegii czy Francji. Otwarte granice to szansa dla młodych, zdolnych, wykształconych w zawodzie Polaków, którzy tworząc małe, elastyczne firmy oferujące usługi w całej Europie, mają szanse na realizacje swoich marzeń, jako wolni, niezależni przedsiębiorcy.

Patriotyczna „złota rączka”

W czasach realnego socjalizmu większość młodych Polaków trafiała do szkół zawodowych, a potem do wojska. Nabywali umiejętności, które sprawdzały się w przedsiębiorstwach i na robotach budowlanych, mieliśmy do czynienia ze słynnymi “złotymi rączkami”. Jednak polski rząd w latach 90. zniszczył szkoły zawodowe i zlikwidował powszechną służbę wojskową. Zgoda, trwała zbyt długo, ale w takim Izraelu służy się trzy lata, a kraj jest potęgą technologiczną. Po prostu trzeba mieć pomysł na urządzenie i zarządzanie społeczeństwem. Dziś wypuszczamy tysiące specjalistów od administracji, socjologii i tajemnej nauki gender, ale brakuje ludzi, którzy mają fach w ręku.

Jakby tego było mało, wmówiono szesnastolatkom, że praca na budowie, czy zakładzie produkcyjnym jest poniżej godności, że liczy się tylko rynek usług. Efekt jest taki, iż w Polsce wyrosło pokolenie nie posiadające konkretnych umiejętności. Pytanie brzmi: chcemy budować kraj w oparciu o ludzi chcących coś robić czy takich, co tylko dyskutują? Tych ostatnich mamy pod dostatkiem w polityce i parlamencie.

Gdzie był patriotyzm gospodarczy?

Jak to się stało? W latach 90-tych rządy w kraju przejęła najdoskonalsza, najuczciwsza, niewidzialna ręka wolnego rynku, kierowana, jak mówi „klasyk” przez „ludzi honoru”. Zagranicznym inwestorom sprzedaliśmy najlepsze polskie przedsiębiorstwa, np. prawie w całości dzieła COP-u. PKB nieustannie „na zielonej wyspie rósł”, a jakiś profesor, zwany przez niektórych cudotwórcą, wywiesił w centrum Warszawy ekran, z którego wynika, że dług publiczny Polski przekroczył bilion złotych. W dodatku przedstawiciel Narodowego Banku Polski ogłosił, że jeśli doliczymy przyszłe zobowiązania państwa to dług jest trzy razy większy.

Patriotyzm gospodarczy w czasach Covid19.

Najlepszym przejawem patriotyzmu gospodarczego w czasach Covid19, szansą na zmniejszenie strat polskiej gospodarki, czyli dochodów polskich rodzin jest dobry wirus gospodarczej solidarności. Minionych kilkanaście miesięcy pokazało, że rząd, przedsiębiorcy, pracownicy wykazali się tą solidarnością. Może nie zawsze optymalnie, może nie wszyscy. Kolejne tarcze, obniżki czynszów, umorzenia, obniżki lub odroczenie płatności podatków w znakomity sposób pomogło milionom przedsiębiorców. Byłoby świetnie gdyby wirusem solidarności zarazili się wszyscy biznesowi partnerzy. By płatnicy faktur dokonywali płatności za zrealizowane usługi i dostarczone towary. By dysponujący środkami realizowali zobowiązania płatnicze, płacowe i podatkowe. By np. unijni specjaliści od niszczenia europejskiej gospodarki zlikwidowali absurdalny haracz nazywany podatkiem od emisji CO2.

Marzenie poety

Wirus solidarności to potrzeba chwili, na czas epidemii i gospodarczych wstrząsów. Ale na nowy czas, po pandemii, gospodarka Polski potrzebuje racjonalnej wolności i sprawiedliwości w obszarze prawa (nie tylko gospodarczego) i systemu podatkowego. Jasny, prosty, zrozumiały, tani, uczciwy system prawa oraz prosty, tani i sprawiedliwy system podatkowy to konkretny i potrzebny przejaw patriotyzmu gospodarczego, to szansa na budowę dumnej i sprawiedliwej Rzeczypospolitej. Takich problemów jest wciąż zbyt wiele by Polska była znów tym o czym pisał nad Grobem Agamemnona Poeta. „Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą! Pawiem narodów byłaś i papugą; A teraz jesteś służebnicą cudzą…

U stóp Karpat…

„U stóp Karpat wyrósł polski przemysł naftowy” tymi słowami umieszczonymi pod tytułem książki „Karpaty i Podkarpacie” rozpoczyna swoją piękną opowieść o Karpatach i Podkarpaciu Antoni Ferdynand Ossendowski, postać niezwykła, drugi po Sienkiewiczu polski autor o największej liczbie przekładów książek na języki obce. Wspaniały kreator Polskości, a przy okazji patriotyzmu gospodarczego. W wydanej, w 1939 roku w Poznaniu, w serii ”Cuda Polski”, książce pokazując burzliwe losy Karpat i Podkarpacia, tylko wzmiankuje o podkarpackich przedsiębiorcach trudniących się wydobyciem ropy naftowej i produkcją szkła. Ale jego piękna opowieść to hołd złożony Polakom ale także innym mieszkańcom regionu tworzących ciężką pracą bogactwo kraju. To piękny przykład literatury kreującej poczucie dumy z dokonań przodków, kreującej piękny wizerunek Polski i Polaków.

Piekielno-weselni bohaterowie ministrów RP

Kształtowanie dobrego wizerunku kraju było i jest od czasów attyckich ważnym narzędziem patriotyzmu gospodarczego. Nie tylko Niemcy czy Japończycy przeznaczają na ten cel ogromne środki. Wszystko po to by kraj, którego produkty są sprzedawane na całym świecie, dobrze i miło kojarzył się nabywcom. Ministrowie polskich rządów R. Sikorski i P. Gliński wybrali inną ścieżkę, szkalowania Polski i Polaków. Ten pierwszy jako minister spraw zagranicznych wydał polecenie promowania w polskich konsulatach i ambasadach, na całym świecie, antypolskiego paszkwilu, „Piekło wyborów” (“Inferno of Choices: Poles and the Holocaust”), z którego przedstawiciele nie tylko opiniotwórczych elit w Nowym Jorku, Bostonie, Barcelonie, Sydney czy Londynie dowiadywali się, że Polacy to naród morderców odpowiedzialnych za mordowanie Żydów.

A jeśli Amerykanin, Australijczyk czy Hiszpan, których wiedza o II wojnie światowej jest znikoma i zaczerpie ją z „Piekła wyborów”, będzie w pełni przekonany, że Hitler i naziści ( oczywiście nie Niemcy bo Niemcy to naród wysokiej kultury oraz dzielni i szlachetni jak Schindler żołnierze) słusznie umieścili obozy koncentracyjne w Polsce, bo tam była atmosfera, tam otrzymał wsparcie. Tym samym R. Sikorski pomógł bardzo przekonać Amerykanów, Australijczyków i Hiszpanów, że w zasadzie Polska jest współodpowiedzialna za wojnę i holokaust. Minister dziedzictwa narodowego, by oczernić Polskę i Polaków sięgnął po przekaz filmowy. Sfinansował filmowy, antypolski, godny Goebbelsa i Grossa, oszczerczy produkt zatytułowany „Wesele”, w którym niemiecką zbrodnię w Jedwabnem nie tylko przypisał Polakom, ale równocześnie ukazał Polaków i Polskę jako kraj zdziczałych morderców. Czy R. Sikorski i P. Gliński są dumni ze swoich piekielno-weselnych kreacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jurij Belous o definicji ludobójstwa

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Typowe żałosne pierkolenie i wycieranie sobie mord słowem opracowanym w biurze politycznym KC PiS.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie