Piecuch na podium w Rzeszowie

Tomasz Ryzner
Arkadiusz Cygan, klubowy kolega Marcina,  po rozcięciu opony uniemożliwiającym nawet założenie dętki doszedł do bufetu i pomagał Marcinowi, podając bidony.
Arkadiusz Cygan, klubowy kolega Marcina, po rozcięciu opony uniemożliwiającym nawet założenie dętki doszedł do bufetu i pomagał Marcinowi, podając bidony. archwium
Udostępnij:
Marcin Piecuch, student Politechniki Rzeszowskiej z SZiK Martombike Eska Team znalazł się na podium ogólnopolskiego cyklu maratonów Skandia Maraton organizowanych przez Czesława Langa.

Po raz pierwszy tak poważna impreza dla kolarzy górskich zawitała do Rzeszowa. Było to nie tylko zakończenie cyklu, ale również zakończenie Pucharu Polski w Maratonach MTB. Stąd na starcie pojawiła się cała polska czołówka z Markiem Galińskim na czele.
Rzeszowianin uległ dwóm kolarzom z zawodowej grupy Mróz ActivJet: Wojciechowi Halejakowi i Bartoszowi Banachowi, którzy prawie równocześnie wjechali na metę. Marcin, z czasem 03:27:46 na mecie, stracił do pierwszego miejsca minutę i dwadzieścia sekund.
Trzon trasy stanowiła 32 kilometrowa pętla poprowadzona w większości drogami szutrowymi i polnymi, a pod koniec z dłuższym odcinkiem ścieżkami leśnymi. Składało się na nią 6 podjazdów, w sumie dających 700 metrów przewyższenia. Na najdłuższym dystansie Grand Fondo, zaliczanym do Pucharu Polski, zawodnicy dwukrotnie pokonywali tą pętlę. Cała trasa liczyła 84 kilometry i 1700 metrów przewyższenia.
Twórcą trasy był Marcin Piecuch.

- Planując trasę starałem się jak najlepiej zaprezentować tereny wokół Rzeszowa, a do uprawiania tego typu aktywności jest ich naprawdę dużo - opowiada Marcin. - Odcinki płaskie ograniczyłem do minimum, sztywne podjazdy wymagały mocnej kondycji, zjazdy sprawdzały umiejętności techniczne. Kilka rzeczek i sekcji zakrętów po korzeniach sprawiały najwięcej radości. Początkowo prowadząc łatwiejszymi, szerszymi drogami peleton mógł się rozciągnąć, tak by nie tworzyły się korki na zwężeniach. Pod koniec pętli i na odcinku od pętli do mety wjeżdżało się w wąskie leśne ścieżki, gdzie dodatkowo uważać trzeba było na śliskie błoto. Mam nadzieję, że wszystkim trasa się podobała, a finisz do Mostu Zamkowego motywował do walki na ostatnich metrach.
Dla rzeszowianina walczącego o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej cyklu Eska BikeMaraton sezon zakończy się w weekend w Świeradowie Zdroju i Karpaczu.
Punktualnie o 11 kolarze ruszyli do walki. Rozdzielone starty poszczególnych dystansów ułatwiały pilnowanie rywali. Po najdłuższym Grand Fondo ruszał na jedną pętlę Medio, następnie Mini na nieco skróconą, bo liczącą razem z dojazdem 35 km. Na końcu ruszył dystans Rodzinny rozegrany na ulicach miasta, w którym udział mógł wziąć każdy, nawet początkujący rowerzysta.
Najbardziej zacięta walka, ze względu na klasyfikację generalną i Puchar Polski była na najdłuższym dystansie. Na pierwszym podjeździe pod "Rocha" wyselekcjonowała się czołowa grupa: Galiński, 4 kolarzy z zawodowej grupy Mróz ActivJet, walczący w Pucharze Polski Przemysław Ebertowski i Michał Putz, Radosław Tecław z Corratec Team i dwóch Rzeszowian z SZiK Martombike Eska Team - Marcin Piecuch i Arkadiusz Cygan.
- Na szczyt wyjechaliśmy dużą grupą - relacjonuje Marcin. - Przed zjazdem wyszedłem na prowadzenie, znajomość trasy dawała mi przewagę. Kolejne podjazdy powodowały odpadanie następnych zawodników. Gdy zostałem sam z kolarzami Mroza, na zmianę próbowali ataków, które starałem się kasować. Pod koniec pierwszej pętli mocno zaatakował Bartosz Banach, lider klasyfikacji generalnej cyklu Skandii. Zostałem z jego teamowym kolegą Wojciechem Halejakiem. Nasze tempo trochę opadło, a Bartosz uzyskał kilkudziesięciosekundową przewagę. Wtedy znów zaczął atakować Wojtek. Gdy odpadłem, zrozumiałem taktyczne zagranie. Zawodnicy zjechali się i do mety mogli już wspólnie pracować. Ja, pokonując początek drugiej pętli samotnie pod wiatr, traciłem kolejne sekundy, mając na jednym z pomiarów nawet 3 minuty straty. Bałem się, że kolejni zawodnicy, którzy zostali w grupie będą mogli mnie dogonić. Na szczęście druga część pętli w większości w lesie pozwoliła mi odrabiać stratę do nieco ponad minuty na mecie.

Dla rzeszowianina walczącego o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej cyklu Eska BikeMaraton sezon zakończy się w weekend w Świeradowie Zdroju i Karpaczu.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rowerzysta
No właśnie, atmosfera na zawodach była super i fantastycznie że wreszcie taka impreza organizowana jest w Rzeszowie! Dzięki temu my, "zwykli rowerzyści" też możemy się pościgać i na żywo, z bliska zobaczyć jak robią to zawodowcy! Niesamowite przeżycie! A nasze komentarze są właśnie po to, żeby dopisać jak uważamy że czegoś brakuje a nie od razu czepiać się dziennikarza, który ma prawo pisać wg swojej koncepcji. A co do Piecucha, to GDYBY NIE ON, NIE MIELIBYŚMY W OGÓLE TYCH ZAWODÓW W RZESZOWIE, więc faktycznie "dziwne" że dziennikarz robi z nim wywiad po zawodach. No cóż, może po prostu jest lepiej od Was zorientowany w temacie i wie ile zawdzięczamy Piecuchowi...
K
Kasia
Szkoda, że to nie jest artykuł o imprezie sportowej jak pisze na samym początku redaktor "...Po raz pierwszy tak poważna impreza dla kolarzy górskich zawitała do Rzeszowa..." tylko jakaś kolejna beznadziejna i nie do końca prawdziwa informacja wychwalająca jakiegoś Piecucha.... A gdzie są wymienione inne osoby z Rzeszowa? Nawet nie jest napisane o atmosferze panującej na tych zawodach...
j
jan z
Trochę ten artykuł stronniczy i opisujący tylko Piecucha, a to dziwne, bo inny rzeszowianin - Lary Zębatka (Tomasz Kubiak) - po zaciętym pojedynku koło w koło na mecie przyjechał na 2 miejscu (stracił jakiś ułamek sekundy do pierwszego) na dystansie Medio (pokonał nawet zawodowca z grupy Mróz - Rutkowskiego!). Może redaktor stałby się trochę bardziej otwarty i mniej stronniczy. Trochę nudno czyta się kolejne artykułu o kolarstwie górskim, mające podobne tytułu "Piecuch... to Piecuch tamto"...
Ponadto mały błąd redagującego (korekta śpi?) - zdanie na końcu jest powtórzone raz jeszcze wcześniej w środku tekstu.
Dodaj ogłoszenie