Piłkarza kupię za buty lub świniaka

Grzegorz Boczar
Rys. Tomasz Wilczkiewicz
Udostępnij:
Swoją cenę mają nie tylko Ronaldinho i Beckham. Trio ze Stalowej Woli "poszło" za cement, w Mielcu stawką bywa koniak

Słynny Ronaldinho gra w wielkiej Barcelonie. Zarabia tam co roku 8,5 miliona euro. Nieznany Jerzy Hac kończył karierę w Jaćmierzu. Za kopanie piłki, od klubu Jutrzenka dostawał ziemniaki albo kapustę. Futbol to biznes, za piłkarzy trzeba płacić!

Ile w klasie A, ile na Podkarpaciu? Poważne kwoty za przenosiny zawodnika z klubu do klubu kończą się w IV lidze, obejmującej całe województwo. W niższych klasach za piłkarza często płaci się "w naturze".

Buty, stroje, piłki, boisko

- Przeniosłem się z Markowiec do Nowotańca. Kosztowałem dwie pary butów - zdradził mi kiedyś przyjaciel, grający w podsanockich klubach Orkan, Cosmos, a potem jeszcze chyba w Orionie Pielnia.

- Kiedyś wypożyczyliśmy zawodnika do Nowosielec za komplet koszulek - mówi Jerzy Pietrzkiewicz, działacz Stali Sanok.

- Dużo młodzieży u nas trenuje, więc wielu piłkarzy wypożyczamy do pobliskich LZS-ów. Stawka? Często wynosi od jednej do dziesięciu piłek - informuje Jacek Klimek, prezes piłkarskiej sekcji Stali Mielec.

- To częsta praktyka. Od okręgówki w dół kluby nie mają pieniędzy poza tymi, które dostają z gminy na drużyny młodzieżowe i na bieżące wydatki - przyznaje Marek Strawa, trener Piasta Tuczempy.

Inna zapłata to użyczenie boiska. Juniorzy sanockiej Stali rozgrywali ligowe mecze, a seniorzy sparingi, w Pobiednie; miejscowy Sokół rewanżował się w ten sposób za przechodzących ze Stali piłkarzy.

Nikt nie liczy koszulek

Wiejskie klubiki nie mogą wprost płacić za sprowadzanych zawodników, bo gmina nie rozliczyłaby takiej faktury. Stroje czy piłki się zużywają, więc zawsze można poprosić gminę o dotację właśnie na sprzęt. Nikt nie wnika, kiedy naprawdę koszulki i spodenki nadają się do wymiany…

Po wtóre - lokalni sponsorzy (zakłady budowlane i przetwórcze, sklepy) też wolą przekazać klubowi komplet strojów niż żywą gotówkę. W efekcie, sportowego sprzętu LZS-om nie brakuje, a pieniędzy - owszem.

Jak to w biznesie, nawet oddając wychowanka do lepszego klubu, można nie zrobić dobrego interesu.

- Nasz Rafał Niżnik przeszedł do Igloopolu Dębica za komplet strojów. A jaką zrobił karierę! - mówi Jarosław Krajewski, działacz Szarotki Uherce. - Zaraz wziął go II-ligowy Okocimski Brzesko, potem chłopak grał w ŁKS-ie Łódź, duńskim Broendby… Ale na tych transferach Szarotka już nie zarabiała. Na szczęście, sam Rafał co jakiś czas funduje nam sprzęt.

Klub z Uherzec ma jednak na koncie także wyjątkowo korzystny transfer.

- Pilnie szukaliśmy bramkarza. Pojechaliśmy do Ustrzyk po Wojtka Dybasia - wspomina Krajewski. - Nic nie płaciliśmy, a jeszcze dostaliśmy sześć piłek, bo Bieszczady chciały się go pozbyć.

Nie chcieli pieniędzy

Rekord niefrasobliwości należy do działaczy Gromu Sanoczek. Gdy wyżej notowany klub z Pisarowiec zgłosił się po Marcina Śnieżka z Gromu, jego szefostwo twardo odmówiło zgody. Takie przypadki rozwiązuje przepis Okręgowego Związku Piłki Nożnej - wystarczy, że klub X zapłaci klubowi Y kilkaset złotych i dany zawodnik staje się graczem klubu X.

- Wpłaciliśmy na konto Gromu potrzebną kwotę i Marcin mógł trenować u nas - opowiada przedstawiciel Pisarowiec (chciał pozostać anonimowy). - Ale klub z Sanoczka nie przyjął pieniędzy, przelał je z powrotem na nasze konto. Więc dostaliśmy Marcina za darmo!

Szybka sprawa

Część transferów jest załatwiana bardzo szybko.

- Bywa, że za symboliczny koniaczek - uśmiecha się prezes z Mielca.

Stanisław Skiba, jeden ze starszych trenerów w regionie, opowiada: - Adasia Mikłosia puściliśmy z Zelmeru do Crasnovii za uścisk dłoni i kawałek kiełbasy. A przecież później został cenionym zawodnikiem.

- Słyszałem, że dwóch chłopaków z wiejskiej ligi zostało wypożyczonych, bo prezes klubu przegrał w karty z innym prezesem - dokłada Artur Łuczyk, IV-ligowy piłkarz i trener.

Oferty sezonu

W rozgrywkach, które toczą się na nierównych boiskach, z oponami zamiast trybun, cena za futbolistę bywa naprawdę kuriozalna.

- Gdy trenowałem w juniorach Stali Stalowa Wola, wraz z dwoma kolegami zostałem sprzedany do Alitu Ożarów. Za cement - opowiada znany w regionie trener IV-ligowego klubu. - Co ciekawe, parę ton cementu trafiło na plac budowy, gdzie prezes stawiał dom.

Klub z Markowiec chciał wypożyczyć piłkarza z Sanoka. Nie miał pieniędzy, ale miał działacza, który na co dzień handlował wieprzowiną.

Jerzy Pietrzkiewicz: - Pamiętam, w gumiakach przyjechali. Oferowali świniaka.

Zawodnik przeszedł do Markowiec za darmo. Świniaka nie było jak wykazać w dokumentach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie