Piorun poraził nas na boisku

Małgorzata Motor
- Leżeliśmy nieprzytomni chyba 10 minut na boisku po uderzeniu pioruna. Dopiero jak wstaliśmy, pobiegliśmy przerażeni szukać pomocy - opowiadają nastolatkowie, którzy przebywają na dziecięcym oddziale w leżajskim szpitalu.
- Leżeliśmy nieprzytomni chyba 10 minut na boisku po uderzeniu pioruna. Dopiero jak wstaliśmy, pobiegliśmy przerażeni szukać pomocy - opowiadają nastolatkowie, którzy przebywają na dziecięcym oddziale w leżajskim szpitalu. MAŁGORZATA MOTOR
11 nastolatków grających w piłkę poraził piorun. Przez kilka minut leżeli nieprzytomni na trawie.

Siedmioro z nich trafiło do szpitala. Jedno w stanie ciężkim, drugie z urazem żuchwy.

Dramat rozegrał się w piątek tuż przed godz. 20. w Piskorowicach. Na osiedlowym boisku grało dziesięciu chłopców i jedna dziewczyna.

- Słychać było zbliżającą się burzę, ale błyskało się daleko od nas. Jeszcze nie padało, świeciło słońce, więc nie rezygnowaliśmy z gry. Przez kwadrans był spokój - stwierdza Bartek Majder.

Padli nieprzytomni

W pewnym momencie pojedynczy piorun uderzył w sam środek boiska. Siła rażenia powaliła wszystkich na ziemię. Żaden z graczy nie pamięta potężnego huku ani błysku pioruna.

- Wszyscy straciliśmy przytomność. Jak wstaliśmy, kręciło się nam w głowach. Nie wiedzieliśmy, co się stało. Dopiero jak zobaczyliśmy spaloną koszulę kolegi, wszystko się wyjaśniło - relacjonuje Marek Morawski.

Nikt z mieszkańców okolicznych bloków w Piskorowicach nie widział młodych ludzi leżących na boisku, choć wszyscy słyszeli mocne uderzenie.

- Byłem przekonany, że piorun trafił w jakąś antenę na bloku. Dopiero, gdy syn przybiegł do domu, przerażony i cały blady, dowiedziałem się, co się stało - opowiada Marian Salomon. W sobotę przyprowadził syna Karola do szpitala na obserwację.

W śpiączce farmakologicznej

Spośród porażonych 18-letni Damian nadal leżał nieprzytomny na boisku. Rodzice zadzwonili po pogotowie. Przewieziono go do leżajskiego szpitala z oparzeniami na klatce piersiowej i kończynach.

- Jego stan jest na tyle ciężki, że musi być prowadzona sztuczna wentylacja. Jest w śpiączce farmakologicznej. To konieczne, bo chłopak był po nagłym zatrzymaniu krążenia i oddechu. O rokowaniach będzie można mówić dopiero, jak będziemy go wybudzać - tłumaczy Marta Pliszka, lekarz dyżurny na oddziale intensywnej opieki medycznej w Leżajsku.

Do szpitala w Rzeszowie trafił 21-letni Mateusz z poparzoną twarzą i urazem żuchwy. Oprócz tej dwójki, na obserwacji w szpitalu na pediatrii przebywa jeszcze sześcioro dzieci. Dzisiaj prawdopodobnie wrócą do domów.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
ziomekk
no coz jak sie lekceważy matke nature to tak juz jest
Dodaj ogłoszenie