NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Studniówka Zespołu Szkół Ekonomicznych w Rzeszowie
    • Kod pocztowy Przemyśla, jaki napis jest w herbie Przemyśla? Sprawdź jak dobrze znasz Przemyśl
    • Tak rozmawiają policjanci. Znasz ich slang? [QUIZ]

    Piotr Zaremba: Przedterminowe wybory parlamentarne 2019....

    Piotr Zaremba: Przedterminowe wybory parlamentarne 2019. Jarosław Kaczyński rozstrzyga jeden z najtrudniejszych dylematów w swoim życiu

    Piotr Zaremba

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Jarosław Kaczyński rozstrzyga jeden z najtrudniejszych dylematów w swoim życiu. Zaryzykować przedterminowe wybory czy pójść bardziej utartą koleiną. Jeśli wybierze jedno lub drugie, nie będzie nigdy wiedział, czy wybrał lepiej.
    W teorii do końca tego tygodnia Jarosław Kaczyński powinien podjąć decyzję, czy PiS pójdzie na przedterminowe wybory. Obłożony szczegółowymi społecznymi badaniami zamknie się w swoim gabinecie na Nowogrodzkiej, żeby rozstrzygnąć, czy warto ryzykować.

    Piszę w teorii, bo wszyscy przecież pamiętają, jak przewlekały się medytacje nad wymianą Beaty Szydło na kogoś innego na fotelu premiera. Tu jednak są dwa istotne ograniczenia czasowe. Po pierwsze, prezes będzie miał w najbliższym czasie operację nogi. Po drugie, jeśli ten obóz spróbuje rozwiązać parlament, w którym ma samodzielną większość, jest związany terminami.

    Dramatyczne wybory już były


    Żeby to zrobić, trzeba skorzystać z przepisu konstytucji, który pozwala skrócić kadencję Sejmu i Senatu z powodu nieprzyjęcia przez cztery miesiące budżetu. Te cztery miesiące mijają 27 stycznia. Kilka dni wcześniej prace nad ustawą budżetową podejmuje Senat, więc formalnie można je przewlec tak, żeby pretekst był skuteczny. Oczywiście trzeba by to jeszcze uzgodnić z prezydentem Andrzejem Dudą, bo to on i tylko on może podjąć taką decyzję.

    Nie wiadomo, co postanowi Kaczyński. Ma w pamięci dwa przypadki. Na początku roku 2006 PiS, wtedy u szczytu notowań, nie zdecydował się na szybsze wybory, choć miał do dyspozycji ten sam pretekst. Wygrała podobno obawa braci Kaczyńskich przed nadmiernym wzmocnieniem premiera Marcinkiewicza, który musiałby być twarzą kampanii. Choć także opór wielu członków kierownictwa PiS, którzy mieli własne, partykularne powody, aby się obawiać nowego rozdania.

    Tę historię rozpatruje Kaczyński zapewne w kategoriach straconych szans. Miał szanse na uzyskanie samodzielnej większości, ale z niej nie skorzystał. Z kolei jednak decyzja o przedterminowym rozwiązaniu parlamentu z jesieni 2007 zakończyła się przegranymi wyborami i oddaniem władzy Platformie Obywatelskiej. Oczywiście w kompletnie innych warunkach została podjęta. Wtedy po starciu z koalicjantami: Samoobroną i LPR, naprawdę nie dawało się rządzić. Teraz rządzić można do jesieni bez przeszkód. Tym bardziej jednak uruchamia się bariera psychiczna. Po co ryzykować?

    PiS byłoby faworytem tej wcześniejszej kampanii, ale gdyby zabrakło mu - powiedzmy - kilku procent do samodzielnej większości, z pewnością pojawiłoby się poczucie: nie trzeba było niepotrzebnie ryzykować. Kaczyński byłby postrzegany jako sprawca falstartu (choć wcale nie jest powiedziane, że w normalnym terminie byłoby lepiej). Mógłby też obwiniać sam siebie, że się pospieszył.

    Kłopoty z uzasadnieniem


    Dochodzą do tego kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego uzasadnienia. Całkiem niedawno PiS zaprzeczało, że choćby w teorii rozważa taki scenariusz. Co się więc zmieniło? Te zaprzeczenia mogły wynikać z obaw przed tym scenariuszem, a mogły z chęci uzyskania efektu zaskoczenia. Ale czym innym jest praktyczne uzasadnienie, a czym innym konieczność wymyślenia państwowotwórczego pretekstu.

    Używać zwłoki w pracach nad budżetem, który będzie przedstawiany jako spełnienie marzeń Polaków? Ale przecież żadna realna trudność się nie pojawi. Opozycję można piętnować, ale trudno się powoływać na jej obstrukcję. Nie ma ona takich możliwości. Nawet połączenie wyborów parlamentarnych i europejskich, na co można by wskazywać jako na okazję do oszczędności, nie wchodzi w grę. Te drugie czekają nas w maju. Wybory przyspieszone musiałyby się odbyć w marcu.

    Gdy dodać do tego niezbyt dla Kaczyńskiego przyjemny moment rozmów z Andrzejem Dudą, scenariusz traci powaby. A przecież politycznie jest dużo racjonalniejszy niż trwanie tego parlamentu do końca kadencji.

    Samospełniająca się przepowiednia


    Wiele już powiedziano o niewygodzie, jaką stwarzają wybory europejskie przed parlamentarnymi. Z jednej strony to okazja do wzmocnienia pozycji liberalno-lewicowej opozycji. Będzie ona szermować przestrogami przed polexitem, a w tych wyborach wielkomiejski elektorat może być bardziej zmobilizowany. Zarazem wybory do europarlamentu to okazja do zabłyśnięcia prawicowego antyeuropejskiego bloku. Jego zarysy już widać, ale debata nad relacjami z Brukselą to okazja do zadania PiS paru celnych sztychów.
    « 2

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo