PKO BP Ekstraklasa. PGE Stal Mielec boleśnie wypunktowana przez Raków Częstochowa

Miłosz Bieniaszewski
Miłosz Bieniaszewski
Materiały prasowe PGE Stali Mielec
PGE Stal Mielec doznała wysokiej porażki z Rakowem Częstochowa. Drużyna Adama Majewskiego została wypunktowana w drugiej połowie.

Mielczanie w poprzednich dwóch meczach na swoim boisku wygrywali, do tego ostatnio przywieźli jeden ważny punkt z Białegostoku. Były więc powody do optymizmu, ale należało pamiętać, że na mielecki stadion zawitał Raków Częstochowa, a więc wicemistrz Polski oraz zdobywca krajowego pucharu.

Tak, drużyna Marka Papszuna w tym sezonie może nie punktowała dotychczas rewelacyjnie i miała na swoim koncie tyle samo oczek, co PGE Stal, aczkolwiek rozegrała dwa mecze mniej. To wciąż więc ekipa Marka Papszuna była faworytem tego starcia.

Częstochowianie słyną z tego, że grają wysokim pressingiem, na dużej intensywności i tego właśnie gospodarze musieli się spodziewać. Początkowo jednak kompletnie sobie z tym nie radzili. Goście szybko odbierali piłkę i konstruowali kolejne akcje ofensywne.

Prawdziwym liderem był Walerian Gwilia, który zagrywał kapitalne piłki do swoich kolegów, a i sam dwukrotnie próbował zaskoczyć Rafała Strączka. Golkiper mielczan był jednak na posterunku. Raz uratował natomiast swój zespół dalekim wybiegiem. Gdyby nie to, Sebastian Musiolik znalazłby się z nim oko w oko.

Ten pierwszy kwadrans nie dawał miejscowym fanom powodów do optymizmu, ale w końcu gracze Adama Majewskiego uporządkowali grę, a z czasem sami zaczęli konstruować akcje zaczepne. Dwie z nich mogły się naprawdę podobać, ale nie zostały zakończone strzałami. Tych próbowali natomiast Krystian Getinger i Maciej Jankowski, ale w obu przypadkach efekt był ten sam - piłka mijała bramkę Rakowa.

Pierwsza część spotkania pokazała, że diabeł nie jest taki straszny, jak go malują, ale należało też pamiętać, że w dotychczasowych meczach często bywało tak, że te drugie odsłony mieleckiej drużynie nie wychodziły.

Po zmianie stron znów mocniej przycisnęli goście. Ponownie Strączkowi dawał się we znaki Gwilia, ale bez efektu bramkowego. Gruzin nie był w stanie pokonać bramkarza PGE Stali, ale ta sztuka udała się Ivi Lopezowi, który dosyć zaskakująco uderzył z rzutu wolnego. To był bez wątpienia błąd golkipera mielczan, który pewnie spodziewał się dośrodkowania.

Gospodarze mogli szybko odpowiedzieć, ale w dobrej sytuacji spudłował Maciej Jankowski. Goście niejako podali rękę miejscowym, bo od 68. minuty grali w „10”. I drużyna trenera Majewskiego zaczęła odważniej atakować, ale brakowało jej trochę pomysłu.

Trzeba to przyznać otwarcie, mielczanie byli bezzębni. A goście wyprowadzili zabójczą kontrę, którą sfinalizował Vladislavs Gutkovskis.

PGE Stal do końca szukała choćby bramki kontaktowej, ale znów się dała skontrować. Mielczanie zostali boleśnie wypunktowani przez zespół Rakowa, który był po prostu lepszy.

PGE Stal Mielec - Raków Częstochowa 0:3 (0:0)

Bramki: 0:1 Ivi Lopez 58, 0:2 Gutkovskis 80, 0:3 Wdowiak 90+1.

PGE Stal: Strączek ż – de Amo (84 Kort), Matras, Żyro – Sitek ż (84 Sadłocha), Urbańczyk (70 Hinokio), Tomasiewicz, Getinger (90 Szczutowski) – Mak ż, Piasecki, Jankowski ż (84 Wrzesiński). Trener Adam Majewski.

Raków: Trelowski – Niewulis, Petrasek ż, Tudor ż – Długosz (46 Ivi Lopez), Poletanović (70 Sapała), Gwilia (90+3 Szelągowski), Kun – Wdowiak ż (90+3 Wydra), Musiolik (70 Gutkovskis), Sturgeon żżcz [68]. Trener Marek Papszun.

Sędziował Malec (Łódź).

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie