PKO BP Ekstraklasa. PGE Stal Mielec przegrała z Lechią Gdańsk. Jak grają te dwie drużyny nie ma nudy

Miłosz Bieniaszewski
Miłosz Bieniaszewski
PGE Stal Mielec przegrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk
PGE Stal Mielec przegrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk Karolina Misztal
Udostępnij:
PGE Stal Mielec zagrała fatalnie w pierwszej połowie, przeszła wielkie przeobrażenie po zmianie stron, a koniec końców decydującą bramkę straciła w doliczonym czasie i z wygranej cieszyła się Lechia Gdańsk.

Mielczanie złapali pewien luz po tym, jak pokonali Legię Warszawa, ale utrzymania jeszcze pewni być nie mogli. Chcieli więc zapunktować w Gdańsku, lecz problem polegał na tym, że trafiali na świetnie dysponowanego w ostatnim czasie rywala.

Lechia ostatnio może i się potknęła w Lubinie, ale w czterech ostatnich meczach ugrała 10 punktów i jej celem jest zajęcie 4. miejsca, które da grę w eliminacjach europejskich pucharów. Do tego gdańszczanie na własnym boisku w tym sezonie przegrali tylko raz. To tylko pokazywało skalę trudności czekającą drużynę Adama Majewskiego.

Skład na jaki postawił trener gospodarzy jasno wskazywał, że jego piłkarze mają zaatakować od pierwszego gwizdka i to się potwierdziło. Miejscowi wręcz zamknęli na własnej połowie mielczan, którzy nie mogli choćby na moment utrzymać się przy futbolówce. Ostatnie mecze lechiści mocno otwierali i nie inaczej było tym razem.

Gospodarze rozklepali bowiem defensywę gości, Łukasz Zwoliński znalazł się w sytuacji sam na sam z Rafałem Strączkiem i trafił bez pudła. Przyjezdni wyglądali na oszołomionych, czego przykładem były w krótkim czasie dwa fatalne błędy bramkarza mielczan, ale na jego szczęście Zwoliński nie trafił w bramkę, a Flavio Paixao uderzył zbyt lekko.

W końcu wydawało się, że gracze PGE Stali otrząsnęli się i sami zaczęli konstruować akcje, mieli kilka stałych fragmentów, ale zagrozić bramce Dusana Kuciaka się nie udało. Wystarczyło, że Lechia kolejny raz przyspieszyła, a z drugiego gola cieszył się Zwoliński.

Goście byli tylko tłem dla rywala, ale powinni byli złapać kontakt. Mario Maloca fatalnie bowiem podawał do swojego bramkarza, piłkę przejął Grzegorz Tomasiewicz, minął Kuciaka i oddał strzał do pustej bramki, ale z kapitalną interwencją zdążył Michał Nalepa.

Nie byłoby to jednak sprawiedliwe, bo goście tak naprawdę do szatni powinni byli schodzić z większym bagażem bramek. Szanse mieli bowiem Zwoliński i Paixao, a dwie kolejne bramki nie zostały uznane ze względu na pozycje spalone.

Wynik 2:0 dla gospodarzy był więc najniższym wymiarem kary dla mielczan, którzy musieli się zdecydowanie poprawić po zmianie stron, bo w innym wypadku to mogło się skończyć pogromem.

I drugą odsłonę mielczanie zaczęli w najlepszym z możliwych sposobów. Gola kontaktowego strzelił Mateusz Żyro i nie ma znaczenia fakt, że miał przy tym trochę szczęścia. Liczyło się tylko to, że goście wrócili do gry i dali sygnał, że jednak tanio skóry nie sprzedadzą.

Ewidentnie zdobyta bramka dodała skrzydeł mieleckim piłkarzom i to zespół Adama Majewskiego zaczął przeważać. Bardzo dobrą szansę na wyrównanie miał chwilę po wejściu Oskar Zawada, lecz główkował wprost w bramkarza.

To była już zupełnie inna PGE Stal, która nie pozwalała na tak wiele rywalom, a sam potrafiła zagrażać bramce gdańszczan. Mielczanie mogli jednak dostać gonga, bo oko w oko ze Strączkiem znalazł się Bassekou Diabate, ale kapitalnie spisał się mielecki bramkarz, czym utrzymał swoją drużynę w grze.

A kilka minut później był już remis. Maciej Domański nie podpalił się w polu karnym, tylko idealnie wyłożył futbolówkę do Zawady, który nie dał żadnych szans Kuciakowi.

Gospodarze wyglądali na zespół, który nie za bardzo wie, co dzieje się na boisku, a przyjezdni poczuli szansę nawet na zwycięstwo.

Zostali jednak z niczym. W doliczonym czasie bramkę na wagę trzech punktów zdobył bowiem Zwoliński, który skompletował tym samym hat-tricka. Ta sytuacja była długo sprawdzana przez VAR, arbiter już zdążył gola nie uznać, ale po kolejnej analizie wskazał na środek boiska.

Lechia Gdańsk – PGE Stal Mielec 3:2 (2:0)

Bramki: 1:0 Zwoliński 11, 2:0 Zwoliński 31, 2:1 Żyro 49, 2:2 Zawada 80, 3:2 Zwoliński 90+3.

Lechia: Kuciak – Ceesay, Nalepa, Maloca ż, Pietrzak (82 Conrado) – Gajos, Kałuziński ż (82 Sezonienko), Terrazzino ż (68 Kubicki), Durmus (85 Clemens) – Zwoliński ż, Flavio Paixao (68 Diabate). Trener Tomasz Kaczmarek.

PGE Stal: Strączek – Czorbadżijski, Matras, Flis – Żyro, Kasperkiewicz żż cz [90+12], Domański, Getinger ż – Sitek (58 Kłos), Steczyk (64 Zawada), Tomasiewicz ż (87 Urbańczyk). Trener Adam Majewski.

Sędziował Malec (Łódź).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie