PKO BP Ekstraklasa. PGE Stal Mielec zremisowała z Jagiellonią Białystok. Punkt uratował Mateusz Mak

Miłosz Bieniaszewski
Miłosz Bieniaszewski
PGE Stal Mielec przegrywała w Białymstoku 0:2, doprowadziła do wyrównania, przegrywała 2:3, ale znów wyrównała. Ten jeden punkt to cenna zdobycz drużyny Włodzimierza Gąsiora.

Włodzimierz Gąsior, trener PGE Stali Mielec dokonał wielu zmian w składzie, w porównaniu z poprzednim meczem z Zagłębiem Lubin. Odkurzył choćby Macieja Urbańczyka, który ostatni raz zagrał w grudniu ubiegłego roku przeciwko Legii Warszawa. W podstawowej jedenastce poprzednio oglądaliśmy go natomiast jeszcze wcześniej, bo 28. listopada, kiedy mielczanie podejmowali… Jagiellonię Białystok.

Do składu wskoczyli także Rafał Strączek, Andreja Prokić, Jonathan de Amo i Albin Granlund. W środku defensywy opiekun mieleckiej drużyny, w miejsce pauzującego za kartki Bożidara Czorbadżijskiego, postawił na Mateusza Matrasa.

Mielczanie do tego meczu przystępowali z ostatniego miejsca w tabeli, ale i tak nastroje w ich szeregach mogły być jeszcze gorsze. We wtorek Podbeskidzie Bielsko-Biała prowadziło bowiem we Wrocławiu, i gdyby tak się skończyło tamte spotkanie, to PGE Stal byłaby już pod ścianą, a jej strata do bezpiecznego miejsca urosłaby do 4 oczek, co przy gorszym bezpośrednim pojedynku od bielszczan, oznaczałoby, że mielecka drużyna musiałaby wygrać dwa razy, aby przeskoczyć tego rywala.

Skończyło się jednak na strachu, bo wygrał Śląsk, ale ta sytuacja tylko pokazała w jak trudnym położeniu jest drużyna trenera Włodzimierza Gąsiora. A z każdą kolejną kolejką ubywa okazji do poprawienia swojej sytuacji.

W związku z tym w Białymstoku mielczanie nie mogli stawiać na obronę, tylko musieli zaatakować. Taki sam cel mieli jednak też gospodarze, którzy czuli sportową złość, po tym jak w ostatniej kolejce w doliczonym czasie stracili wygraną w Płocku. Można się więc było spodziewać otwartego spotkania. I tak faktycznie było…

Mecz kapitalnie ułożył się dla miejscowych. Już w 3. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego kompletnie niepilnowany Bogdan Tiru wyprowadził Jagę na prowadzenie. To był katastrofalny początek meczu dla mieleckiej drużyny. A niebawem było jeszcze gorzej. Jesus Imaz kapitalnie wypuścił Tomasa Prikryla, ten wyszedł sam na sam z Rafałem Strączkiem i ładną podcinką podwyższył prowadzenie swojej drużyny.

A już się wydawało, że mielczanie zaczynają łapać właściwy rytm. Przeprowadzili kilka ciekawych akcji, strzelali Maciej Jankowski i Maciej Domański, ale to gospodarze byli konkretniejsi. Na szczęście ten falstart nie załamał gości, którzy szybko złapali kontakt. Tym razem to białostoczanie przysnęli, kiedy z rogu dośrodkował Maciej Domański, a Xaviera Dziekońskiego pokonał Jonathan de Amo.

Gra cały czas toczyła się w dobrym tempie, a akcje przenosiły się spod jednego pola karnego pod drugie. Tak jak się spodziewaliśmy było to otwarte spotkanie, ale chyba nikt nie liczył, że będzie się działo aż tak dużo. Obie drużyny poszły na prawdziwą wymianę ciosów. Bliżej kolejnego gola była jednak Jagiellonia, a konkretniej Jesus Imaz. Kapitalną interwencją popisał się jednak Rafał Strączek, a za moment wyręczył go Krystian Getinger wybijając sprzed linii piłkę po strzale Błażeja Augustyna. Ze strony przyjezdnych nieźle uderzył Maciej Jankowski, lecz bramkarz gospodarzy nie miał problemów z interwencją.

To wszystko działo się przez pierwsze półgodziny meczu. Ostatni kwadrans tej odsłony był już spokojniejszy. Wyglądało na to, że obie drużyny się wyszumiały i musiały złapać oddech.

To nie był jednak koniec wrażeń w tej odsłonie. Najpierw przed kapitalną szansą stanął Jesus Imaz, ale znów świetnie spisał się Rafał Strączek. Po tym poszła szybka akcja mielczan i do bramki miejscowych trafił Maciej Jankowski. Jego radość była jednak przedwczesna, bo okazało się, że był na spalonym.

To tylko mogło zwiastować jeszcze większe emocje po zmianie stron. PGE Stal na pewno nie stała na straconej pozycji, ale bez wątpienia nie mogła pozwalać na tyle rywalowi, bo to się mogło skończyć bardzo źle.

Druga połowa prowadzona już jednak była w dużo spokojniejszym tempie. Mielczanie mieli już większy problem z przedostaniem się w pole karne gospodarzy. Miejscowi natomiast, mając korzystny wynik, już nie atakowali z takim animuszem.

Po godzinie gry wreszcie goście przeprowadzili groźną akcję. Kontrę napędził Petteri Forsell, w końcu podał do Macieja Domańskiego, który wypuścił Roberta Dadoka, a ten posłał piłkę na piąty metr do Łukasza Zjawińskiego. Napastnikowi przyjezdnych zabrakło nogi, aby skierować futbolówkę do bramki.

W 66. minucie Maciej Domański dośrodkowywał z lewej strony, piłka trafiła w rękę Tomasa Prikryla, a Szymon Marciniak, po sprawdzeniu, podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił Domański. Wszystko zaczynało się więc od nowa.

Wydawało się, że to może napędzić mielczan, ale do głosu znów dochodzić zaczęła Jagiellonia. Pod bramką Rafała Strączka bywało groźnie, ale golkiper PGE Stali nie był zmuszony do większego wysiłku.

Goście zostawiali zbyt wiele miejsca rywalom i prosili się o kłopoty. A w tym sezonie już tak było, że jeśli PGE Stal się o nie prosiła, to dostawała za swoje. W Białymstoku było identycznie.

Z rzutu wolnego dośrodkował Martin Pospisil, a Rafała Strączka pokonał ten, który otworzył wynik spotkania.

I wydawało się, że to będzie zabójczy cios, ale PGE Stal się nie poddawała i została za to nagrodzona. W piątej minucie doliczonego czasu z prawej strony dośrodkował Robert Dadok, a Mateusz Mak doprowadził do wyrównania.

Ten punkt pozycji mielczan w PKO BP Ekstraklasie nie zmienia, ale na pewno morale mocno wystrzeli w górę. Ugranie punktu w takich okolicznościach należy bowiem rozpatrywać jako cenną zdobycz.

Jagiellonia Białystok – PGE Stal Mielec 3:3 (2:1)

Bramki: 1:0 Tiru 3-głową, 2:0 Prikryl 12, 2:1 de Amo 18-głową, 2:2 Domański 68-karny, 3:2 Tiru 85-głową, 3:3 Mak 90+5-głową.

Jagiellonia: Dziekoński – Twardek (46 Bida), Augustyn, Tiru, Bitok – Makuszewski (63 Puljic), Kwiecień ż (63 Wrzesiński), Romanczuk, Pospisil, Prikryl – Imaz. Trener Rafał Grzyb.

PGE Stal: Strączek – de Amo (74 Żyro ż), Matras Flis - Granlund (58 Dadok), Urbańczyk, Tomasiewicz, Domański, Getinger – Prokić (58 Forsell), Jankowski (46 Zjawiński, 86 Mak). Trener Włodzimierz Gasior.

Sędziował Marciniak (Płock).

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie