Po Grand Prix Czech. W Pradze spełniają się dziecięce marzenia, czyli.... poskładany jak scyzoryk

Piotr Olkowicz
Maciej Janowski na Markecie na podium co prawda nie stanął, ale zbliżył się do lidera cyklu SPG w klasyfikacji generalnej...
Maciej Janowski na Markecie na podium co prawda nie stanął, ale zbliżył się do lidera cyklu SPG w klasyfikacji generalnej... Adam Jastrzebowski
Udostępnij:
W cyklu żużlowej Grand Prix dawno nie widziano tak nudnego turnieju jak ten, który zaserwowali nam organizatorzy podczas sobotniej GP Czech na stadionie Marketa. Jedynym pocieszeniem było to, że udało się przywrócić nawierzchnię toru do stanu używalności w stosunku do corridy i festiwalu upadków, jaki zgotowano podczas piątkowych zmagań o mistrzostwo świata juniorom. Sytuacji, które z Pragi zapamiętamy było niewiele, za to były i wesołe, i dramatyczne.

W wyścigu 6. jadący z dziką kartą Jan Kvech pojawił się przed taśmą startową w kasku nie tego koloru co potrzeba. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, takie przeoczenia w żużlu się po prostu od czasu do czasu zdarzają. Kvech i jego team popełnili po prostu czeski błąd. Nie wiadomo tylko po co dyrektor cyklu Grand Prix Phil Morris zadał sobie tyle trudu, żeby z parkingu przebiec pod taśmę startową dobre 150 metrów i popukać Kvecha w niewłaściwe nakrycie głowy.
Inną znamienną okolicznością było działanie drugiego pola startowego. Przygotowania toru do sobotnich zawodów potoczyły się tak nieoczekiwanie, że w pierwszej fazie zawodów (wyścigi od 2. Do 11.) praktycznie każdy, kto wyjeżdżał do wyścigu w kasku niebieskim na głowie, miał dużą szansę na wygranie startu, a tym samym całej gonitwy, bo wyprzedzania na takiej nawierzchni, jaka była w sobotę na Markecie po prostu nie przewidziano.
Kiedy jakość działania pól startowych z biegiem czasu nieco się wyrównała byliśmy świadkami wydarzenia, o którym będziemy pamiętać bardzo długo. Otóż w 13. wyścigu spadający na koniec stawki Dan Bewley nagle zaczął zwalniać i poruszać po torze w bardzo dziwny sposób. Dało się dostrzec, że przednie koło jego motocykla chce jechać innym kierunku niż cała reszta jednośladu. Śruba mocująca ośkę widelca po prostu pękła, powodując, że jego maszyna po prostu się rozjechała, a młody Brytyjczyk po chwili leżał na torze wkomponowany w swój motocykl, jak część z składanego noża - popularnego scyzoryka. Ostatni podobny przypadek dotyczył również Brytyjczyka. Tai Woffinden siedem lat temu podczas meczu ligowego jego Sparty w Toruniu doświadczył jeszcze gorszej sytuacji, gdyż rozmontowała się na dwie części rama jego motocykla. Anglik dosyć groźnie upadając, stworzył zagrożenie również dla kibiców bowiem przednia część motoru wyleciała poza tor i spadła na trybuny. Na szczęście w takim miejscu, gdzie nikt tamtego popołudnia nie zasiadał.
W sobotniej sytuacji dramaturgii dodał niestety polski sędzia Artur Kuśmierz. Otóż po osunięcie się na tor Bewleya arbiter nie przerwał wyścigu chcąc, aby pozostali ściganci rozpoczęli ostatnie okrążenie. To dawało mu możliwość, że nie musiałby po prostu powtarzać tego biegu, kiedy był blisko rozstrzygnięcia. Chciałbym jednak zobaczyć jak wielkie oczy miał prowadzący w tym biegu Martin Vaculik, kiedy po przejechaniu linii start/meta i rozpoczęciu ostatniego okrążenia, zobaczył przed sobą na torze leżącego Brytyjczyka. Bewley miał trudności z wydostaniem się z plątaniny metalu oraz z zejściem na murawę lub ucieczką w bezpieczne miejsce, gdyż po uderzeniu klatką piersiową w kierownicę lekko go przytkało.
W decydującej fazie zawodów przed półfinałami trwał koncert dwóch żużlowców. Seryjnie trójki zbierał Tai Woffinden, a niewiele ustępował mu jakością jazdy Słowak Martin Vaculik. To właśnie oni jako pierwsi wybierali pola startowe do biegów półfinałowych. „Tajski” zaskoczył, ponieważ wybrał pole wewnętrzne natomiast Vaculik w bardziej racjonalny sposób wybrał pole drugie. To dało z kolei szansę złapania pola wewnętrznego przez Bartosza Zmarzlika. Gorzowianie wystartował jednak tym razem bardzo źle. Do przodu wyrwał jego kolega ze Stali, czyli popularny „Vacul”. Zamieszanie w związku z upadkiem Andersa Thomsena z Danii na wyjściu z pierwszego łuku wykorzystał natomiast Jason Doyle. Szybkość motocykla Zmarzlika w tym wyścigu pozostawiała wiele do życzenia i ostatecznie nawet nie zbliżył się do Australijczyka i nie mógł odebrać mu miejsca gwarantującego awans do finału.
W pierwszym wyścigu półfinałowym dobre drugie pole startowe wpadło w ręce Macieja Janowskiego i to on po świetnej walce z Woffindenem wysforował się na prowadzenie, którego nie oddał później do samej mety. Wnikliwi obserwatorzy stwierdzili jednak, że Janowski w tym wyścigu w ogóle nie powinien jechać. Zasiadający za pulpitem Artur Kuśmierz posędziował w tym przypadku „po gospodarsku”. Mimo wyraźnych ruchów Janowskiego przed taśmą nie udzielił mu drugiego w tym turnieju ostrzeżenia, bowiem takowe skutkowałoby wykluczeniem „Magica” z jazdy w tym wyścigu.
Finalnie Kuśmierzowi, który mógłby zostać posądzony o sprzyjanie rodakowi w sukurs przyszły paradoksalnie nerwy rzeczonego Janowskiego. Przed wyścigiem finałowym znowu ruszał się przed rozpoczęciem jazdy by po chwili wjechać w taśmę i wykluczyć się z finałowej rywalizacji.
Mimo zajęcia czwartego Miejsca Janowski odrobił kilka punktów i zajmuje w klasyfikacji drugą pozycję z dorobkiem tylko o oczko gorszym od pozostającego na fotelu lidera Bartosza Zmarzlika.
W wielkim finale złudzeń nie pozostawił rozpędzający się z wyścigu na na wyścig Martin Vaculik który łatwo poradził sobie ze Taiem Woffindenem. Po wykluczeniu Janowskiego na podium dostał się cichaczem jeżdżący przez cały wieczór bez większego błysku Jason Doyle. Chyba nawet on sam był zaskoczony, że ze stolicy Czech przywiezie do domu okolicznościowy kryształ dla małżonki.
Na koniec słówko o triumfatorze. Wychowanek słowackiego klubu z Żarnowicy miał w młodości ograniczone możliwości rozwijania się w słowackiej ojczyźnie, więc zanim trafił do Polski, podnosił swe umiejętności u czeskich sąsiadów. Z rozbrajającą szczerością przyznał, że od dziecka, odkąd przyjeżdżał na zawody do Pragi, zawsze marzył, aby wygrać tu kiedyś coś poważnego. Tak spełniają się marzenia. Inne związane z praską przepowiednią, że kto tu wygrywa, na koniec sezonu zostaje mistrzem świata, może być nieco trudniejsze do spełnienia, acz nie niemożliwe. „Vacul” traci na ten moment do naszych liderów odpowiednio 15 i 14 punktów. Na siedem rund do końca. Najbliższa szansa na odrabianie dystansu już za tydzień. Elita zjedzie tym razem do niemieckiego Teterowa.
Wiąże się z tym ostatnia zła wiadomość. Na tym obiekcie niestety odbywały się już w przeszłości rundy dorównujące poziomem nudy procesjom praskim. Może tym razem Niemcy coś wymyślą…?

Piotr Olkowicz

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Skymaster

Skymaster Energy Eco Jasnografitowy 28 2021

2 999,99 zł2 799,00 zł-7%
miejsce #2

MBM

MBM E1200 Karios U16 Czarny 27.5 2022

12 599,00 zł
miejsce #3

Indiana

Indiana E4000 Czarny 26 2021

3 499,00 zł
miejsce #4

Torpado

Torpado Era Czarny 28 2022

6 799,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Q&A z Bartoszem Kurkiem

Materiał oryginalny: Po Grand Prix Czech. W Pradze spełniają się dziecięce marzenia, czyli.... poskładany jak scyzoryk - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie