NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Pociąg "siedział" na pociągu. Świadkowie o katastrofie...

    Pociąg "siedział" na pociągu. Świadkowie o katastrofie kolejowej w Strażowie

    Michał Okrzeszowski

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Elektrowóz został wyrzucony na tył pociągu towarowego. Jego podwozie oderwało się. Wagon służbowy został, zupełnie zmiażdżony, a pierwszy wagon pasażerski

    Elektrowóz został wyrzucony na tył pociągu towarowego. Jego podwozie oderwało się. Wagon służbowy został, zupełnie zmiażdżony, a pierwszy wagon pasażerski jakby ścięty na wysokości siedzeń. Kilka wagonów towarowych było spiętrzonych jeden na drugim. ©archiwum

    35 lat temu w katastrofie kolejowej w Strażowie zginęło 10 osób, a kilka zostało rannych. Świadkowie widzieli sceny, których nie zapomną.
    Elektrowóz został wyrzucony na tył pociągu towarowego. Jego podwozie oderwało się. Wagon służbowy został, zupełnie zmiażdżony, a pierwszy wagon pasażerski

    Elektrowóz został wyrzucony na tył pociągu towarowego. Jego podwozie oderwało się. Wagon służbowy został, zupełnie zmiażdżony, a pierwszy wagon pasażerski jakby ścięty na wysokości siedzeń. Kilka wagonów towarowych było spiętrzonych jeden na drugim. ©archiwum

    Był 7 września 1979 r., minęła północ. Agata Dzierżak z Łańcuta wracała z pracy w ambulatorium chirurgicznym w Rzeszowie. Wskoczyła do pociągu pospiesznego jadącego z Lipska (NRD) do Przemyśla.

    Jechała w trzecim wagonie, tyłem do kierunku jazdy. Nagle rozległ się wielki huk, trzask, poczuła szarpnięcie. Pasażerowie z naprzeciwka polecieli wprost na nią. W wagonie zapanowała ciemność.

    - Żona nie pamięta, jak ją stamtąd wyciągnęli - opowiada Wiesław Dzierżak, mąż pani Agaty (ona sama przebywa za granicą). - Nic nie było widać, wokół szczere pola. Dopiero później usłyszała wrzaski, krzyki, sygnały karetek.

    Straciła przytomność. Świadomość odzyskała w szpitalu. Miała wstrząs mózgu, złamaną rękę i złamany nos.

    - W chwili zbliżania się do stacji Strażów pociąg jechał z szybkością ponad 90 km/h - opowiadał wtedy Nowinom Janusz Należny, maszynista prowadzący pociąg. - Światła na semaforze wskazywały wolną drogę po torze głównym nr 1. Jednak w momencie mijania zwrotnicy zorientowałem się, że pociąg, który prowadzę, jest kierowany na tor boczny nr 3, i w odległości około 150 m dostrzegłem tylne światła pociągu towarowego. Naciśnięciem odpowiedniego guzika odłączyłem pantograf elektrowozu i uruchomiłem awaryjne hamulce. Odskoczyłem z kabiny do bocznego korytarza lokomotywy. Usłyszałem uderzenie i potworny łoskot. Rzuciło mnie do tylnej części korytarza. I zapewne dzięki temu ocalałem.

    Elektrowóz został wyrzucony na tył pociągu towarowego. Jego podwozie oderwało się. Wagon służbowy został, jak to opisano w gazecie, "zupełnie zmiażdżony, a pierwszy wagon pasażerski jakby ścięty na wysokości siedzeń. Kilka wagonów towarowych spiętrzonych jeden na drugim".

    Jęk uwięzionych w wagonach

    Henryk Cebulak był zawiadowcą odcinka sieciowego. Do dziś mieszka w pobliżu miejsca katastrofy. - Zbudził mnie niesamowity huk - opowiada. - Razem z sąsiadami, również kolejarzami, zbiegliśmy na dół. Słychać było jęk ludzi uwięzionych w wagonach. Z początku myśleliśmy, że będziemy ich wyciągać, ale się nie dało. Trzeba by było użyć palników. Ktoś zaproponował: przyniesiemy butle gazowe i będziemy rozcinać. Ale ja stwierdziłem, że nie wolno nam tego robić, bo spowodujemy pożar i jeszcze pogorszymy sytuację.

    Kolejarze zawiadomili służby ratunkowe. Przyjechało pogotowie, straż pożarna, milicja. W akcji brali udział żołnierze, którzy wracali tym pociągiem ze Śląska do swojego garnizonu. Dotarł pociąg ratunkowy z Rzeszowa.

    - Uwolnili, kogo się dało, ale kierownictwo pociągu ratunkowego też nie zdecydowało się na rozcinanie zniszczonych wagonów palnikami - wyjaśnia Cebulak. Rannych wywożono do szpitala w Rzeszowie. - Lekarze podawali też morfinę ludziom, którzy byli uwięzieni, żeby choć ten ból uśmierzyć - dodaje pan Henryk.

    Na miejscu tragedii była również jego żona. - Ludzie w pierwszym wagonie byli zakleszczeni, przyciśnięci żelastwem, ale wciąż żyli - wspomina Janina Cebulak. - Zrobiłam im herbatę, rozmawialiśmy. Jednak kiedy ich uwolniono, to poumierali. To byli głównie młodzi ludzie, studenci. Nawet synowa mojego znajomego, w ciąży. Widziałam, jak ją wynosili. Później kładli ich wzdłuż drogi. Niektórzy ocaleni przyszli do naszego mieszkania i jak mogłam, tak ich przyjęłam. Chcieli zadzwonić do swoich rodzin, że są cali.

    Wiele osób w panice uciekło w pola, pozostawiając bagaże, niektórzy błądzili gdzieś po torach. - Nasza klatka schodowa była zastawiona walizkami. Trudno mi powiedzieć, kto je potem zabrał. W każdym razie - nie było żadnych kradzieży, tak jak to czasem bywa przy różnych katastrofach - mówi pani Janina.

    Na miejsce tragedii przyjechał też wikariusz z rzeszowskiej fary. Modlił się za ofiary, dawał im rozgrzeszenie.

    Ciała pod kocami

    Jerzy Pietraszek z sąsiedniej Krzemienicy, który w tym czasie pracował w rzeszowskiej lokomotywowni, jechał do pracy pociągiem ok. godziny 6. Przed Strażowem pociąg się zatrzymał. Po jakimś czasie jednak ruszył i stanął na stacji.

    - Uderzył mnie w oczy widok pociągu na bocznym torze, który po prostu "siedział" na drugim pociągu. Masakra. Podwozie elektrowozu było rozwalone, silniki przypominały wyprute wnętrzności. Pamiętam, jak ta miedź świeciła się na słońcu - wspomina Pietraszek. - Kawałek dalej zauważyłem cysternę pociągu towarowego. Stała pionowo. Sama beczka, bo podwozie też gdzieś zostało. Nagle ktoś z pociągu krzyknął: "O, tu leżą trupy!". Leżało kilka ciał. Były przykryte kocami.

    Kolega z pociągu ratunkowego opowiadał później panu Jerzemu, jak wyciągali zakleszczonego żołnierza. - Był uwięziony w przedziale, sprasowany. Żył, mieli z nim kontakt, rozmawiali. Jednak jak to całe żelastwo usunęli z niego, to osunął się i zmarł na miejscu - wspomina Pietraszek.

    Obsługa pociągu wyszła z katastrofy bez większych obrażeń, z wyjątkiem kierownika pociągu. Jechał w wagonie służbowym (zaraz za lokomotywą) i zginął na miejscu.

    Usuwanie skutków katastrofy trwało do wieczora następnego dnia. - Złom wywieziono, a drewno i inne palne rzeczy palono na miejscu jeszcze przez jakiś czas. Dymy snuły się kilka dni po katastrofie - wspomina pan Jerzy.

    W Strażowie zjawiła się specjalna komisja, z wiceministrem komunikacji Kazimierzem Jacukowiczem na czele. Ustalono, że przyczyną tragedii było nieprzełożenie zwrotnicy z toru nr 3 na tor nr 1.

    - To był czas, kiedy przebudowywano urządzenia zabezpieczenia ruchu pociągów. Komisja ustaliła, że brygada, która to robiła, nie dopatrzyła czegoś z kluczami do zwrotnic. Jakby wszystko było w porządku, to nastawniczy nie mógłby się pomylić. Nastawniczy spostrzegł swój błąd, już szedł przełożyć zwrotnicę, ale było już za późno - tłumaczy Henryk Cebulak.

    Tu zginęła twoja babcia

    Świadkowie opowiadają, że niedawno miejsce katastrofy odwiedził mieszkaniec Wrocławia, który stracił wtedy obydwoje rodziców.

    - Miał wtedy 2 lata. Kiedy wagonem szarpnęło, on spadł pod siedzenie, dlatego ocalał. Matkę od razu zabiło, a ojciec zmarł później, bo był przyciśnięty. Wiele nie mogłam z nim rozmawiać, bo był zaszokowany, zamyślony - opowiada Janina Cebulak.

    Spotkanie z synem ofiar wspomina też Eugeniusz Opaliński, mieszkający w pobliżu miejsca tragedii. - Z tym panem była jego córka - mówi. - On popatrzył na wszystko i powiedział jej: "Tu zginęła twoja babcia". Chcieliśmy, żeby tu jakiś krzyżyk na pamiątkę wstawić, ale jak na razie władze kolejowe nie pozwoliły.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo