Policjanci nie sprawdzili trzeźwości komendanta

Wojciech Malicki
Nie mam sobie nic do zarzucenia - twierdzi Stanisław Wilczyński
Nie mam sobie nic do zarzucenia - twierdzi Stanisław Wilczyński Dariusz Danek
Stanisław Wilczyński, komendant niżańskiej policji spowodował kolizję drogową, ale w alkomat dmuchał dopiero półtorej godziny po zdarzeniu.

Jak twierdzi badaniu poddał się na własną prośbę, bo… jego podwładni nie mieli śmiałości mu tego zaproponować.

O tym, że na początku stycznia komendant spowodował kolizję drogową powiadomił nas anonimowy informator.

- To prawda, w Nowosielcu, koło Niska jechałem w kolumnie samochodów, nie "zmieściłem" się i zarysowałem jedno z aut - przyznaje inst.. Stanisław Wilczyński.

Wezwani na miejsce policjanci z Niska, uznali, że zawinił ich szef, za co ukarali go mandatem karnym. W jakiej wysokości? Tego, Wilczyński nie chciał nam ujawnić.

Dlaczego nie dmuchał?

Policjanci, choć zwykle sprawdzają trzeźwość sprawców kolizji, to swojemu szefowi nie kazali dmuchać w alkotest. Dlaczego?

- Podejrzewam, że nie mieli śmiałości mi tego zaproponować. A ja w tym zamieszaniu sam ich o to nie poprosiłem, choć powinienem, żeby nie było żadnych wątpliwości - tłumaczy Wilczyński.

Komendant twierdzi, że po powrocie do domu zreflektował się i sam zadzwonił do oficera dyżurnego swojej komendy z poleceniem, aby podesłał mu patrol z alkotestem. Policjanci przyjechali, ale nie trzeźwości szefa znowu nie zbadali. Powód?

- W alkoteście wysiadły baterie - wyjaśnia inspektor, który musiał sam pofatygować się do komendy, gdzie dmuchał w alkomat. Wynik: 0,0 promila alkoholu.

Stracone półtorej godziny

Ile czasu upłynęło od kolizji do badania trzeźwości? Stanisław Wilczyński twierdzi, że przynajmniej półtorej godziny. Tymczasem, badanie, aby było miarodajne powinno być przeprowadzone tuż po zdarzeniu.

Nie ma problemu

- Komendant Wilczyński postąpił zgodnie z procedurą, bo o sprawie natychmiast powiadomił swoich zwierzchników. Badaniu trzeźwości, w ogóle nie musiał być poddany, bo w tej kolizji nikt nie ucierpiał. Poddał mu się jednak, żeby nie było żadnych niedomówień - mówi kom. Mariusz Skiba, rzecznik podkarpackiej policji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie