Policyjny profiler opisał skazanego za zabójstwo żony ratownika medycznego

Ewa Kurzyńska
Jan Gołębiowski jest jednym z najbardziej znanych profilerów w kraju. Na potrzeby serialu "Polskie prywatne zbrodnie” emitowanego na kanale CI POLSAT przygotowywał m.in. profil Jacka Ch., ratownika medycznego z Rzeszowa skazanego za zabójstwo żony.
Jan Gołębiowski jest jednym z najbardziej znanych profilerów w kraju. Na potrzeby serialu "Polskie prywatne zbrodnie” emitowanego na kanale CI POLSAT przygotowywał m.in. profil Jacka Ch., ratownika medycznego z Rzeszowa skazanego za zabójstwo żony. CI POLSAT/Marcin Zięba
Ja szukam śladów zachowania przestępcy - mówi Jan Gołębiowski, profiler kryminalny, który na potrzeby telewizji zajmował się m.in. przypadkiem ratownika medycznego z Rzeszowa, Jacka Ch.

Filmowcy odtworzyli przebieg zdarzeń

Filmowcy odtworzyli przebieg zdarzeń

Małżeństwo Ch. uchodziło za wzorowe. On - głowa rodziny, kochający mąż i czuły ojciec, pracował jako ratownik medyczny. Ona - zapatrzona w męża przygotowywała się do podjęcia pracy na kierowniczym stanowisku. Młodzi, zdrowi, zakochani, spełnieni rodzice dwójki dzieci.
W grudniu 2008 roku rodzinną idyllę niespodziewanie zakłóciła tragedia. Dyspozytorka pogotowia odebrała dramatyczny telefon:
Jacek: Cześć, Grażynka, Jacek się kłania.
Dyspozytorka: Cześć, Jacuś, co się dzieje?
J: Obudziłem się i żona nie żyje.
D: Co?
J: Obudziłem się i nie żyje.
D: Na pewno?
J: Tak.
D: Jacek, może ja ci podeślę erkę?
J: Nie, Grażyna plamy są tak, że...
Elżbieta zmarła nagle we śnie. To wydarzenie zszokowało rodzinę. Śledczy zadawali sobie pytania: czy mąż Eli przyczynił się do jej śmierci? Nie znajdowali potwierdzenia. Umorzenie śledztwa zbulwersowało najbliższych kobiety, którzy postanowili za wszelką cenę doprowadzić do jego wznowienia. Dopiero po wnikliwym wywiadzie środowiskowym zaczęto zestawiać fakty. Okazało się, że Jacek prowadził podwójne życie. Miał kochankę. Po szczegółowej sekcji zwłok, o którą zabiegała rodzina, okazało się, że na ciele Elżbiety są ukłucia po zastrzykach. Kobieta zmarła na skutek przedawkowania leku ketaminy. Jak ustalili śledczy mąż zamordowanej miał dostęp do tego specyfiku. Jacek Ch. został zatrzymany. Stanął przed sądem. W ub. roku został uznany winnym zabójstwa żony. Resztę życia ma spędzić w więzieniu.
Oprac. Ewa Kurzyńska

- Profilowanie narodziło się w USA, jako pierwsi korzystali z dobrodziejstw tej techniki agenci FBI. U nas zawód profilera przyjął się na dobre?

- Na to wygląda. Choć obecnie profilerem może być tylko osoba, która pracuje w policji, albo jest biegłym sądowym w tej dziedzinie. Poza tym raczej nie zdarza się, by policjant, będący profilerem, zajmował się tylko tym. Zwykle zakres jego obowiązków jest szerszy. Nie ma też jasno określonej ścieżki kształcenia profilerów. Tą rolą zajmują się najczęściej psychologowie policyjni.

- Jeśli wierzyć amerykańskim filmom oraz powieściom kryminalnym, profiler to ekspert, który potrafi zajrzeć do umysłu przestępcy. Ile jest prawdy w takim stwierdzeniu?

- To raczej poetycka metafora. Profilowaniem zajmują się najczęściej psychologowie i nie trzeba do tego jakiegoś metafizycznego daru. Każdy z nas ma swój schemat, którego się trzyma, tworząc profil. To właściwie ustalanie potencjalnej wersji zdarzeń, które miały miejsce podczas przestępstwa. Ustalam, co się mogło dziać, na jakim tle doszło np. do zabójstwa, czym kierował się sprawca, czy znał ofiarę, jaką osobą mógł być. To zbiór konkretnych informacji dla policji. Dokument liczący czasem kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt stron.

- Jak zdobywa pan takie informacje?

- Najbardziej komfortowa sytuacja to taka, gdy mogę być na miejscu przestępstwa. Na zdjęciach zrobionych przez techników nie zawsze wszystko widać. Podczas takiej wizyty sprawdzam, jakie książki czytała ofiara, jakiej muzyki słuchała, w co się ubierała, czy miała zwierzaka. Gdy jest komputer, sprawdzam zawarte w nim informacje. Na tej podstawie można zdobyć sporo informacji na temat stylu życia zmarłej osoby. Pamiętam sprawę śmierci młodej dziewczyny, w mieszkaniu której znalazłam pisane przez nią wiersze. Wynikało z nich, że nastolatka była osobą samotną, ale jednocześnie spragnioną kontaktu z innymi. A co za tym idzie - ufną. Mógł to wykorzystać morderca.

- Profiler jest wzywany od razu?

- Nie. Mogę pojawić się na scenie dopiero wtedy, gdy swoją pracę zakończą technicy, zabezpieczający tzw. twarde ślady. Ja szukam śladów zachowania przestępcy i zależy mi, by jak najszybciej znaleźć się na miejscu zbrodni. Pamiętam, że stosunkowo szybko wezwano mnie m.in. na miejsce zabójstwa w warszawskim Lasku Bródnowskim. Znaleziono wówczas ciało bezdomnej kobiety, która była przywiązana do drzewa.

- Zawsze jedzie pan na miejsce zbrodni?

- Nie zawsze jest to możliwe. Dość często zajmowałem się sprawami z tzw. Archiwum X, czyli takimi, które pozostały nierozwiązane. Wówczas bazuje głównie na aktach. Obecnie pracuję nad profilem takiej sprawy i mam do analizy siedem tomów dokumentów. Kiedy to jest możliwe, staram się, mimo upływu czasu, dotrzeć na miejsce przestępstwa. Kiedyś pojechałem na stację benzynową, na której przed laty doszło do napadu i zabójstwa. Gdy dotarłem na miejsce, okazało się, że w miejscu stacji stoi blok. Niemniej takie próby warto podejmować nawet po upływie długiego okresu czasu, gdyż mam wciąż okazję sprawdzić np., w jakim terenie doszło do przestępstwa. Czy dotarcie w konkretny punkt wymagało dobrej kondycji, czy nie? Jeżeli przestępstwo wydarzyło się w nocy, to jadę na miejsce po zmroku, w podobnej porze. Wiem wówczas, co mógł widzieć morderca, a czego nie. To wszystko pomaga mi się wczuć w atmosferę, jaka panowała podczas dokonywania zbrodni.

- Wygląda na to, że profilowanie przypomina układanie gigantycznych puzzli…

- Tak. To praca wymagająca logicznego podejścia, umiejętności analitycznych i wiedzy psychologicznej. Tworząc profil, korzystam czasem także z konsultacji specjalistów różnych dziedzin. Eksperci pomagają wyjaśnić znaczenie niecodziennych śladów na miejscu zbrodni. Największą satysfakcję mam wówczas, gdy moja praca pomaga w ujęciu sprawcy i mogę porozmawiać z zatrzymanym. Pamiętam, że udało się to w przypadku mężczyzny, który groził wysadzeniem siedziby dużej firmy, jeżeli nie otrzyma okupu. Profil przygotowywałem, analizując listy, które wysyłał.

- Czy to prawda, że profilowanie jest łatwiejsze, gdy szuka się seryjnego zabójcy?

- Owszem, łatwiej przygotować profil sprawy takiej zbrodni niż włamywacza, który okradł mieszkanie. Badanie zwłok daje duże wyobrażenie o tym, co mogło się wydarzyć. Typ zadawanych ran przynosi informacje o tym, jakie emocje kierowały sprawcą. Jeśli ofiarą była kobieta, należy wziąć pod uwagę, czy jej zabójstwo miało podłoże seksualne. Jeżeli zginął ktoś zamożny, to mogło chodzić o napad rabunkowy. Gdy mamy do czynienia z serią, to - choć zabrzmi to brutalnie - mamy więcej źródeł informacji. Osobiście nie pracowałem jednak nigdy nad profilem seryjnego zabójcy. Bywały jednak sytuacje, gdy proszono mnie o przeanalizowanie przestępstw, które mogły być serią, np. zabójstw lub gwałtów.

- Które sprawy uważa pan za najtrudniejsze?

- Na pewno te, które miały miejsce bardzo dawno. Także te, kiedy tożsamość ofiary pozostaje nieznana. Wówczas nie sposób ustalić dokładnie wieku, narodowości, kręgu znajomych, krewnych, upodobań, także seksualnych.

- Zdarzyło się, że przestępca groził panu, bo przygotowany profil pomógł w jego ujęcie?

- Nie. Choć kiedyś wycelowano w moją stronę broń, kiedy podjąłem z kolegą interwencje wobec agresywnego, psychicznie chorego człowieka. Nie wiązało się to wówczas jednak bezpośrednio z moją pracą jako profilera. Chcę podkreślić, że mój wkład w rozwiązanie sprawy to tylko jeden z elementów. Na pierwszej linii frontu są policjanci i prokurator. Jeżeli komuś może grozić niebezpieczeństwo z powodu wykonywanej pracy, to raczej im, niż mnie.

- Wystąpił pan w serialu CI Polsat "Polskie prywatne zbrodnie". W jednym z odcinków przygotowywał pan profil Jacka Ch., ratownika medycznego z Rzeszowa skazanego za zabójstwo żony. Czego się pan o nim dowiedział?"

- Moją rolą było analizowanie wszystkich przypadków, które pokazano w serialu. Zajmowałem się też sprawą z Rzeszowa. W trakcie analizowałem materiały zgromadzone przez filmowców, w tym nagrania wywiadów z rodziną, policjantami. To była zbrodnia bez wątpienia dokładnie przygotowana. Sprawca wykorzystał posiadaną wiedzę medyczną, by zabić żonę. Sądzę, że to osoba cierpiąca na pewne zaburzenia osobowości, określane mianem psychopatii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie