Położny Mateusz, czyli facet na porodówce

    Położny Mateusz, czyli facet na porodówce

    Wanda Mołoń

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Mateusz Maga, ciepły uśmiech, pogodne spojrzenie brązowych oczu. Jest położnym. - Nie widzę się w innym zawodzie - potwierdza wybór.

    Mateusz Maga, ciepły uśmiech, pogodne spojrzenie brązowych oczu. Jest położnym. - Nie widzę się w innym zawodzie - potwierdza wybór. ©KRYSTYNA BARANOWSKA

    Patrzył na walczącą w bólem kobietę, masował plecy, oddychał razem z rodzącą. Z pierwszego porodu niewiele pamięta - odbierał chłopca czy dziewczynkę?
    Mateusz Maga, ciepły uśmiech, pogodne spojrzenie brązowych oczu. Jest położnym. - Nie widzę się w innym zawodzie - potwierdza wybór.

    Mateusz Maga, ciepły uśmiech, pogodne spojrzenie brązowych oczu. Jest położnym. - Nie widzę się w innym zawodzie - potwierdza wybór. ©KRYSTYNA BARANOWSKA

    - Synu, świetnie, że będziesz pomagał dzieciom przychodzić na świat - powiedziała mama ochłonąwszy z zaskoczenia po informacji, że Mateusz chce studiować położnictwo.

    Pan położnik? - Nie, położny, czyli męska wersja położnej, pracujący w Klinicznym Oddziale Ginekologii i Położnictwa Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Rzeszowie, który przeciera panom szlaki w mocno sfeminizowanym zawodzie.

    Pacjentki nie mają nic przeciwko, "raczej wzbudzam ich ciekawość, kiedy zorientują się w moich obowiązkach". Pewności wyboru właściwej drogi dodają mu praktyki na kolejnych odcinkach - ginekologii, położnictwie, patologii ciąży, sali porodowej.

    W Rzeszowie chyba jeszcze rodzynek (na studiach z położnictwa na Uniwersytecie Rzeszowskim jedyny na roku), ale krajowa grupa mężczyzn położnych skrzykuje się w internecie.




    Ksywa Malaga

    Mateusz Maga, lat 23, rodem z Jarosławia, ciepły uśmiech, pogodne spojrzenie brązowych oczu. Dyżur wypada mu akurat na sali porodowej. - Nie widzę się w innym zawodzie - potwierdza wybór.

    Uczelniane koleżanki wołają za nim "Malaga". Taka ksywa. Może być. Niekiedy kobiety pytają, skąd się tu wziął?

    - Z wyboru - odpowiada. I przyznaje, że zawsze chciał studiować zawód medyczny - fizjoterapia, pielęgniarstwo, póki nie przeczytał na stronie uczelni o położnictwie. Zaiskrzyło!

    - Chociaż do końca nie zdawałem sobie sprawy, ku czemu zmierzam. Ale zgłębianie cudu powitania nowego życia pochłonął mnie całkowicie. Wielokrotnie oglądałem "Pierwszy krzyk", a na pierwszym roku licencjatu instruktorka zabrała nas do sali porodowej. Niesamowita adrenalina, kiedy przychodzi na świat nowy człowiek, kiedy ojciec przecinający pępowinę płacze, a matka uśmiecha się przez łzy...

    W trzecim roku nauki samodzielnie odebrał pierwszy poród. - Mimo przygotowania teoretycznego gdzieś w głębi tkwił starannie maskowany lęk. Takie jest życie. Podczas porodu zawsze coś może zaskoczyć, każda kobieta jest inna, każdy partner inaczej reaguje na widok bólu, krwi, emocji.

    Macho nie lubi krwi

    Nawet twardy macho może rozkleić się.

    - Koledzy nie żartowali: "Eee, położnik"?

    - Raczej nie ukrywali ciekawości, jak sobie radzę, kiedy kobieta cierpi, czy nie mdli mnie widok krwi. Nie mdli, czasem trzeba pomasować pacjentce krzyże, jeśli nie ma przy niej męża, uspokoić lęki, poćwiczyć z nią oddech, utwierdzić, że wszystko będzie dobrze, a potem pomóc przystawić maleństwo do piersi, przekonać młodą matkę, że nie zrobi własnemu dziecku krzywdy, zmieniając mu pampersa, ubierając kaftanik.

    Dla rodzącej nie jest ważne, kto wspiera ją podczas porodu - położna, czy położny. Bardziej potrzebuje relacji ciepłej, towarzyskiej niż chłodno-służbowej, bo poród łatwiej przebiega, kiedy kobieta nie boi się, jest świadoma tego, co dzieje się z jej ciałem. Rodzi w pozycji, w jakiej jest jej najwygodniej - wypróbowuje, czy w kucki, w klęku, na lewym boku.

    Gaz rozweselający łagodzi atmosferę?

    - Troszkę wyluzowuje rodzącą, a wtedy - najogólniej ujmując - dzidziuś jest bardziej dotleniony i łatwiej przeciska się przez kanał rodny. A przez to jest mniej ingerencji w poród, np. poprzez nacinanie krocza. Jesteśmy oddziałem klinicznym, więc bywa, że u nas cięć cesarskich jest sporo, kiedy sytuacja zdrowotna wymaga takiego rozwiązania. Ale tak czy inaczej, lekarze i personel położniczy oddziału nastawieni są na fizjologiczne rozwiązanie.

    Ma podejście do pacjentek

    - Cierpliwy, wyrozumiały, z odpowiednim podejściem do pacjentek, potrafi oswajać ich lęki - opiniuje szefowa Mateusza, położna Aurelia Loreth.

    - Ojej, tak mówią? - cieszy się.

    Nie, nie odbierał jeszcze porodu w domu. Za to docenia mężczyzn chcących opiekować się maleństwem od pierwszych chwil jego życia. Ojcostwo jest unikalnym doświadczeniem, więc tatusiowie kąpią, przewijają, pielęgnują, bawią się, spacerują, odciążając partnerkę jeszcze osłabioną po trudach porodu.

    - Czasem mężczyźnie trzeba odebrać na chwilę maleństwo, aby mama je nakarmiła, bo tato je by zaprzytulał, zakołysał - śmieje się Mateusz Maga. I zachęca, by oboje rodzice uczęszczali do szkoły rodzenia.

    - Będą o wiele spokojniejsi, mając wiedzę o porodzie i połogu, o pielęgnacji, kąpaniu, karmieniu, wychowywaniu w pierwszych miesiącach życia. Nasz szpital np. współpracuje ze szkołą rodzenia Homo Homini.

    - Niektóre pary rodzą wspólnie, ale zdarza się, że kobieta jest tak skrępowana biologią, że nie życzy sobie obok partnera. Należy uszanować jej decyzję albo poprosić męża, by stanął u głowy żony i … nigdzie nie zaglądał. W odpowiedniej chwili poprosimy, aby przeciął pępowinę.

    Mateusz (ma brata ekonomistę) uważa, że jego zawód w niczym nie ujmuje męskości. Raczej dodaje!

    - A męski głos położnego szybciej przywoła do pozycji pionowej ojca blednącego na widok cierpiącej żony lub uporczywie pytającego - no, czemu się jeszcze nie rodziii...?

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo